Spis treści
Pięć nakazów aresztowania i zakaz wjazdu do 2032 roku
Do najbardziej spektakularnego zatrzymania doszło na autostradowym przejściu Ludwigsdorf na A4. Policjanci skontrolowali 39‑letniego Polaka podróżującego autobusem międzynarodowym. Rutynowa kontrola szybko przerodziła się w poważną interwencję.
Okazało się, że mężczyzna ma aż pięć aktywnych nakazów aresztowania, a dodatkowo obowiązuje go zakaz wjazdu do Niemiec aż do 2032 roku. Zakaz został wydany przez władze w Karlsruhe po licznych przestępstwach, które – jak ustalono – pozbawiły go prawa do swobodnego przemieszczania się po UE.
– Przy sprawdzeniu danych okazało się, że wobec mężczyzny istnieje kilka pełnych nakazów doprowadzenia do odbycia kary. To osoba wielokrotnie karana, z zakazem wjazdu do Niemiec obowiązującym jeszcze przez wiele lat – przekazał Danilo Weise z Bundespolizei w Ludwigsdorf.
Wśród wcześniejszych wyroków znalazły się m.in. kradzieże, kradzieże z użyciem broni oraz oszustwa. Mężczyzna miał do odbycia resztę kary – sześć miesięcy i jeden dzień więzienia – oraz niezapłaconą grzywnę w wysokości 1000 euro.
Podczas przeszukania jego plecaka policjanci znaleźli także około 10 gramów metamfetaminy, co rozszerzyło listę zarzutów o naruszenie ustawy o narkotykach. Polak trafił prosto do zakładu karnego, a po odbyciu kary ma zostać wydalony z Niemiec.
Kołbaskowo-Pomellen: dwóch Polaków zatrzymanych w kilka godzin
Tego samego dnia, na przejściu granicznym w Pomellen, policjanci zatrzymali dwóch kolejnych obywateli Polski.
Pierwszy z nich, 46‑latek, okazał przy kontroli polski dowód osobisty. System wykazał, że jest poszukiwany przez prokuraturę w Amberg za oszustwo. Mężczyzna nie był w stanie zapłacić zasądzonej grzywny – 1600 euro plus koszty postępowania – dlatego natychmiast trafił do więzienia, gdzie odbędzie 20 dni zastępczej kary pozbawienia wolności.
– W takich przypadkach procedura jest jasna: jeśli osoba nie reguluje zasądzonej kary, nakaz aresztowania jest wykonywany na miejscu – wyjaśnia Igor Weber z policji w Pomellen.
Kilka godzin później funkcjonariusze zatrzymali 36‑letniego Polaka podróżującego Flixbusem. Nie miał przy sobie żadnych dokumentów. Sprawdzenie w bazach danych ujawniło, że jest poszukiwany za kradzież, a dodatkowo ma siedem ogólnokrajowych wpisów dotyczących ustalenia miejsca pobytu. Szukają go prokuratury z całych Niemiec – od Hamburga po Kassel – za przestępstwa takie jak oszustwa, pranie pieniędzy, kradzieże i nawet czyny o charakterze seksualnym.
Mężczyzna również nie zapłacił zasądzonej grzywny – 300 euro plus koszty – i trafił do więzienia na 15 dni.
„To nie są incydenty. To codzienność” – mówią funkcjonariusze
Niemiecka policja podkreśla, że podobne sytuacje zdarzają się niemal każdego dnia. Polacy zatrzymywani na granicy często mają zaległe wyroki, niezapłacone grzywny, zakazy wjazdu lub są poszukiwani w wielu landach.
– Kontrole graniczne regularnie ujawniają osoby, które od lat unikają odpowiedzialności. To nie są jednostkowe przypadki – dodają funkcjonariusze.
Polacy nie tacy "święci". Granica coraz bardziej bezlitosna dla osób z „przeszłością”
Wszystkie trzy zatrzymania pokazują, że niemieckie służby nie mają litości dla osób próbujących wjechać do kraju mimo aktywnych nakazów czy zakazów. Wystarczy rutynowa kontrola, by po latach „przeszłość dogoniła” podróżnego. Co więcej, zagraniczne służby coraz częściej informują o podobnych przypadkach z udziałem Polaków.
To pokazuje, że część naszych rodaków – choć chętnie oskarża cudzoziemców o przestępstwa w Polsce – sama ma sporo na sumieniu. Liczne komunikaty niemieckiej, czeskiej czy holenderskiej policji dowodzą, że Polacy wcale nie są tak „święci”, jak lubią o sobie myśleć, a granica, gdzie w ostatnich latach prowadzone są rutynowe kontrole, coraz częściej staje się miejscem, gdzie te złudzenia brutalnie pękają.
