Na początku czerwca Dorian, syn Mariusza i Ani Lubczyńskich, kończy osiem lat. Urodzinowe przyjęcie chcieliby już mu wyprawić w odremontowanym domu. - Na razie to tylko marzenie, przed nami jeszcze zakładanie ogrzewania, podłączenie kanalizacji, no i cała reszta prac wykończeniowych - mówi Lubczyński. Na szczęście nowe okna są już wstawione, zrobiona jest też nowa instalacja elektryczna.
Powódź zabrała im wszystko. Dramatyczna ewakuacja
Historię Mariusza Lubczyńskiego i jego rodziny opisujemy od początku powodzi. Mężczyzna, z żoną i dwójką dzieci, ewakuowali się ze swojego mieszkania w Lądku, gdy Biała Lądecka zalała miasto.
- Wszystko wydarzyło się w niedzielę, 15 września. Już mieliśmy nadzieję, że woda opada, gdy nagle usłyszeliśmy walących do drzwi strażaków i ich krzyki, że mamy się ewakuować - opowiada Anna Lubczyńska. Rodzina w popłochu uciekła, ale dobytku i domu uratować się nie udało. - Nasze mieszkanie nad rzeką zostało zalane po sufit - mówi Lubczyński.
Tułaczka po hostelach. Marzą o powrocie do domu
Rodzina znalazła schronienie w hostelu. Mają tam swój mały pokoik z łazienką, wspólną kuchnię, a co najważniejsze - jak sami mówią - jest ciepło. Marzą już jednak o tym, by wrócić do swojego domu. Pół roku trwało osuszanie ścian. I było bardzo drogie. - Ostatnia firma, która profesjonalnie osuszała dom, wyceniła prace na 8 tysięcy złotych - mówi Lubczyński, ale nie żałuje, bo teraz ma pewność, że spod tynków nie wyjdzie w przyszłości grzyb.
Czy rodzinie uda się wprowadzić do mieszkania przed urodzinami syna? Czy w końcu skończy się ich tułaczka po hostelach? Mariusza Lubczyńskiego można wesprzeć, kontaktując się z nim telefonicznie. Jego nr telefonu: 605132707.