Wszystko zaczęło się 31 sierpnia. 29-letni Kacper, który od lat zmagał się z niewydolnością nerek, cukrzycą i padaczką, poczuł się źle po powrocie z dializy. Jego ojciec opowiedział Radiu Eska o dramatycznych chwilach, które doprowadziły do wezwania pomocy.
- O 13.30 wrócił z dializ, od razu wymiotował do zlewu (...). Cały wieczór wymiotował (...), całą noc te wymioty trwały. Nie miał siły, był tak słaby. (...) Kacper zesztywniał, rzuciła go padaczka. Zadzwoniłem na 112
- relacjonuje pan Sylwester, ojciec Kacpra.
Jednak niedługo po hospitalizacji rodzina otrzymała zaskakujący komunikat ze szpitala: pacjent ma zostać odwieziony ambulansem do domu. Bliscy byli zszokowani tą decyzją, wiedząc, w jak ciężkim stanie znajduje się 29-latek. Ojciec wspomina przerażenie, gdy ratownicy przywieźli syna, z którym nie było kontaktu, zamierzali zostawić go w domu. Bliscy odmówili przyjęcia chorego, co uwiecznili na nagraniu wideo.
Mężczyzna ponownie trafił na SOR. Następnego dnia, ojciec wraz z synową pojechali do szpitala. Widok, który zastali, był dla nich wstrząsem.
- Wchodzę na oddział ratunkowy, Kacper leży całkiem do naga rozebrany. (...) Człowiek rozebrany do naga czuje się bezbronny. Dlaczego? Bo człowiek nie ma się czym bronić, jest bezbronny. (...) Ubrał sobie spodnie dresowe. Wstydził się, że jest goły
- mówi pan Sylwester w rozmowie z Radiem Eska.
Mężczyzna twierdzi, że rodzina nie zgodziła się na pozostawienie syna w domu.
Zamiast dializy, szpital psychiatryczny?
Relację ojca potwierdza bratowa zmarłego, pani Anna, w rozmowie z portalem tvn24.pl. Według niej, gdy rodzina sprzeciwiła się wypisaniu Kacpra do domu w złym stanie, usłyszała, że "zostanie przewieziony do szpitala psychiatrycznego i będzie traktowany jako osoba bezdomna".
Bliscy twierdzą, że tego dnia nie wykonano kluczowej dla Kacpra dializy. Zamiast tego, został on przewieziony na konsultację psychiatryczną do Wałbrzycha.
"Mój teść pytał, jak to możliwe, skoro Kacper powinien mieć tego dnia dializę. Później lekarz psychiatra miał stwierdzić, że nie jest to pacjent wymagający leczenia psychiatrycznego, lecz osoba ciężko chora, która powinna przebywać w szpitalu"
- relacjonuje pani Anna dla tvn24.pl.
Tragiczny finał i walka o sprawiedliwość
Po powrocie do Świdnicy stan 29-latka gwałtownie się pogorszył. Doszło do zatrzymania krążenia. Mężczyzna trafił na OIOM.
"W piątek lekarz powiedział nam, że jest w stanie agonalnym i musimy przygotować się na najgorsze"
- wspomina bratowa w rozmowie z TVN24. Kacper zmarł w sobotę, 5 września.
Sprawą zajęła się prokuratura.
- W sprawie tego zdarzenia wszczęte już zostało śledztwo (...). Będą wykonywane teraz następne czynności związane z zabezpieczeniem dokumentacji. (...) Na koniec, po zebraniu tego materiału dowodowego, zostanie powołany w sprawie biegły (...) w celu wydania opinii odnośnie oceny prawidłowości procedur lekarskich
- poinformował Radio Eska Mariusz Pindera, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Świdnicy.
Szpital w Świdnicy w oświadczeniu dla tvn24.pl zapewnił, że prowadzi wewnętrzne postępowanie wyjaśniające.
"W sytuacji stwierdzenia nieprawidłowości zostaną podjęte stosowne działania"
- oświadczył dyrektor placówki, Grzegorz Kloc.
Dla ojca Kacpra to jednak za mało. Mężczyzna zapowiada walkę o prawdę.
- Trzeba było go wziąć na oddział, dać kroplówki, odratować, Kacper by żył. (...) Będę walczył o ukaranie tych ludzi. Ci ludzie nie mogą leczyć, nie mogą być na takich stanowiskach
- mówi Radiu Eska ojciec Kacpra.