Nowy Kościół to malownicza wieś w gminie Świerzawa. Domki ciągną się tu wzdłuż szemrzącego strumyka, a wokół rozpościerają się lasy i pagórki. Ta sielankowa sceneria w nocy z wtorku na środę zamieniła się w scenografię z najgorszego koszmaru. W pożarze domu rodzinnego zginęło dwóch mężczyzn: 52-letni Krystian oraz 48-letni Łukasz. Wiadomość o tragedii wstrząsnęła lokalną społecznością.
"Szkoda ich, to młode chłopaki były"
W budynku przebywały trzy osoby. Trzecim z nich był 40-letni Bohdan, mężczyzna lekko niepełnosprawny. To on jako jedyny zdołał uciec. Gdy ogień zaczął trawić pomieszczenia na parterze, 40-latek w ostatniej chwili wybiegł na zewnątrz. Jego dwaj koledzy, którzy w ostatnim czasie borykali się z bezdomnością i pomieszkiwali w tym domu, zostali w środku i zginęli.
Zszokowani mieszkańcy nie mogą uwierzyć w to, co się stało. Pani Józefa, jedna z mieszkanek, wspomina zmarłych mężczyzn. Choć życie ich nie oszczędzało, w wiosce nikt nie powiedział o nich złego słowa.
- Ci mężczyźni mieszkali tam dość długo, nie chuliganili, trochę pili, byli bardzo lubiani w społeczności. Szkoda ich, to młode chłopaki były
- mówi reporterowi Super Expressu poruszona kobieta.
Choć oficjalne przyczyny pożaru badają biegli oraz policja, we wsi huczy od domysłów. Mieszkańcy mają swoje przypuszczenia - nieoficjalnie mówią, że pożar mógł się zacząć od kominka. Oficjalne przyczyny i okoliczności tej tragedii będą jednak dopiero ustalane.
W nocy strażacy musieli nie tylko walczyć z ogniem, który objął pokój na parterze, ale też chłodzić butlę z gazem, by nie doszło do eksplozji, która zmiotłaby dom z powierzchni ziemi.
- Dodatkowym zagrożeniem okazała się butla z gazem propan- butan, znajdująca się w jednym z pomieszczeń. Strażacy skutecznie schłodzili butlę, a po jej wyniesieniu w bezpieczne miejsce nadzorowali jej temperaturę
- przekazuje st. kpt. Marcin Grubczyński z KP PSP w Złotoryi.
Co było przyczyną pożaru? Policja wyjaśnia okoliczności
Piotr Dąbrowa z Komendy Powiatowej PSP w Złotoryi podkreśla, że po ugaszeniu ognia do pracy natychmiast przystąpili śledczy:
"Pożar szybko ugaszono, następnie na miejscu pojawiła się policja, która po dogaszeniu zaczęła prowadzić czynności"
Policja pod nadzorem prokuratora sprawdza teraz, co mogło doprowadzić do tej niewyobrażalnej tragedii.