To była dramatyczna noc z 17 na 18 marca. Jak informowaliśmy wczoraj w artykule "Bohdan uciekł z ognistej pułapki, jego koledzy nie dali rady. "Byli bardzo lubiani" - wiadomość o pożarze w miejscowości Nowy Kościół wpłynęła do służb we wtorek (17 marca), tuż po godzinie 23:00. Gdy osiem zastępów straży pożarnej dotarło na miejsce, ogień w jednym z pomieszczeń na parterze był już w pełni rozwinięty. Choć służby ratunkowe robiły wszystko, co w ich mocy, bilans zdarzenia okazał się najgorszy z możliwych. W płomieniach zginęło dwóch mężczyzn. Jednym z nich był 42-letni Łukasz, który przyszedł w odwiedziny do kolegi. Mężczyzna od urodzenia mieszkał wraz z rodziną niedaleko domu Bohdana.
Przyjechał na urlop, został na zawsze
Łukasz na co dzień układał sobie życie poza granicami kraju. Do rodzinnej miejscowości zawitał zaledwie kilkanaście dni przed tragedią, chcąc spędzić czas z bliskimi przed nadchodzącymi świętami.
- Brat w styczniu tego roku ukończył 42 lata. Od roku pracował w Danii jako budowlaniec. Nie był żonaty. Wcześniej od urodzenia mieszkał w domu rodzinnym. W Nowym Kościele był już od około dwóch tygodni. Zamierzał wrócić do Danii po świętach
- wspomina w rozmowie z nami pani Agnieszka, siostra zmarłego.
Mimo że z zawodu był spawaczem, doskonale odnajdywał się w branży budowlanej. Wszyscy, którzy go znali, podkreślają jego fachowość i sumienność.
- Pracował w Danii i wiem, że bardzo lubił swoją pracę. Z tego, co wiem robił to dobrze i dokładnie. Każdy z niego był zadowolony. Z zawodu był spawaczem, ale pracował w budowlance. Był taką "złotą rączką", wszyscy bardzo go cenili
- opowiada nam siostra.
Człowiek o wielkim sercu
Bliscy zapamiętają Łukasza nie tylko jako świetnego fachowca, ale przede wszystkim jako człowieka, na którego zawsze można było liczyć. Jego pogodne podejście do życia sprawiało, że zjednywał sobie ludzi.
- Łukasz był wesoły, uśmiechnięty i nigdy nie odmawiał pomocy. Choć był zmęczony, niewyspany, nigdy tej pomocy nie odmówił - mówi pani Agnieszka. - Zawsze był uśmiechnięty. Jak gdzieś staliśmy, to podchodził do nas z uśmiechem i pytał "co tu jest grane?". Był bardzo towarzyski
- słyszymy od pani Agnieszki.
Rodzina Łukasza słynęła z tego, że trzymała się razem i wspierała potrzebujących. Pani Agnieszka zaznacza, że pomoc oferowana lokatorowi domu, w którym doszło do pożaru, płynęła głównie od nich.
- Jedyne wsparcie Bohdan miał od nas. Cała nasza rodzina wspierała Bohdana. Kiedy złamał nogę tylko od nas miał tak naprawdę pomoc. Mój drugi brat wyremontował mu tam na dole pomieszczenie, bo dom się nie nadawał w ogóle do użytku. Zrobił mu to z własnych funduszy. Cały sprzęt, który tam miał, kuchenkę gazową, i całe wyposażenie dostał od mojego drugiego brata
- dodaje pani Agnieszka.
Dramatyczna akcja strażaków
Strażacy opisują, że styuacja na miejscu pożaru była ekstremalnie trudna, bo ogień na parterze był już w pełni rozwinięty, a w środku znajdowała się niebezpieczna butla z gazem.
- Strażacy skutecznie schłodzili butlę, a po jej wyniesieniu w bezpieczne miejsce nadzorowali jej temperaturę. Niestety w trakcie działań odnaleziono dwa ciała osób przebywających w obiekcie
- relacjonował st. kpt. Marcin Grubczyński ze złotoryjskiej straży pożarnej.
Oprócz 42-letniego Łukasza w pożarze domu zginął również 52-letni Krystian. Trzecia osoba, 40-letni Bohdan, zdołał uciec.
Rodzina Łukasza o tragedii dowiedziała się w środku nocy. Łańcuszek powiadomień zakończył się najgorszą możliwą wiadomością nad ranem.
- Wszystko wydarzyło się po godz. 23:00. Było już bardzo późno. Sąsiad zadzwonił do taty i powiedział, że w domu Bohdana się pali i zapytał, czy Łukasz jest w domu. Wtedy tata zadzwonił do mamy, a mama wysłała tam siostrę. Siostra zadzwoniła do mnie i o 4 rano otrzymaliśmy informację
- mówi nam poruszona siostra zmarłego Łukasza. To właśnie wtedy rodzina dowiedziała się o śmierci 42-latka.
Ostatnie pożegnanie
Przyczyny pożaru wciąż są badane przez policję i biegłych. Rodzina, choć pogrążona w ogromnym bólu, skupia się teraz na tym, by godnie pożegnać bliską osobę.
- Sprawa się toczy, byliśmy już przesłuchiwani. Nie wiemy, dlaczego doszło do tego pożaru. Cały czas trwa postępowanie. Nikt nam nic nie mówi od czego ten pożar się zaczął. Chcemy teraz należycie pochować Łukasza. Brat nie miał lekko, ale jesteśmy, każdy się wspierał i sobie pomagał. Łukasz zostanie pochowany na cmentarzu w Nowym Kościele
- dodaje w rozmowie z nami pani Agnieszka.
Polecany artykuł: