Czy grozi nam wielka powódź jak w 1997 roku? Hydrolog mówi, czego możemy się spodziewać
Przed Polską kilka deszczowych dni, a miejscami opady mogą być intensywne. Czy po doświadczeniach z powodzi z 1997 roku i niedawnej katastrofie w Kotlinie Kłodzkiej jest powód do obaw? Hydrolog Paweł Staniszewski z Hydrologicznego Centrum Osłony Kraju w rozmowie z PAP uspokaja: obecne prognozy nie wskazują na ryzyko dużej powodzi. Możliwe są jednak lokalne podtopienia i szybkie wzrosty poziomu małych rzek.
W tym i przyszłym tygodniu deszcz ma padać często. W czwartek większych opadów można spodziewać się szczególnie na południu Polski. Sytuacja jest jednak inna niż przed wielkimi powodziami. Polska wychodzi obecnie z głębokiej suszy hydrologicznej. Poziom wielu rzek jest bardzo niski, a w glebie i wodach podziemnych brakuje wody. Dlatego znaczna część deszczu uzupełni te niedobory. Pierwsze efekty już widać. Po opadach, które przeszły m.in. przez Dolny Śląsk, Opolszczyznę, Mazowsze i Podlasie, poziom rzek wzrósł. Nadal jednak przeważają stany niskie i średnie.
Jeśli 100–120 mm deszczu spadnie w kilka godzin, sytuacja może być groźna
To nie znaczy, że intensywny deszcz można lekceważyć. Hydrolog zwraca uwagę, że nawet po suszy może dojść do gwałtownego wezbrania. Wszystko zależy od tego, ile deszczu spadnie, na jak dużym terenie i przede wszystkim w jakim czasie. Jeśli 100–120 mm deszczu spadnie w kilka godzin, sytuacja może być groźna. Szybko mogą wtedy przybierać małe rzeki, zwłaszcza w górach i na terenach podgórskich. Możliwe są też lokalne podtopienia w miastach. Znaczenie ma również sytuacja nad Morzem Śródziemnym. Ciepłe morze dostarcza dużo wilgoci niżom zmierzającym w stronę Polski. Jeśli taki układ zatrzyma się nad jednym obszarem, deszcz może padać przez kilka dni. Na dziś prognozy nie pokazują jednak scenariusza wielkiej powodzi obejmującej duże obszary kraju. Hydrolodzy będą obserwować kolejne prognozy, bo przy intensywnych opadach sytuacja może zmieniać się szybko.