Dramat Jakuba i Marleny po erupcji Etny na Sycylii. „Ludzie śpią na wózkach, na ziemi”

Erupcja wulkanu Etna całkowicie sparaliżował port lotniczy w Katanii, przez co na Sycylii utknęły setki turystów, w tym obywatele Polski. Nasi rodacy w rozmowie z redakcją Radia Eska relacjonują fatalne warunki, kompletny chaos informacyjny i poczucie bezradności. „Znikąd nie ma pomocy” - przyznają załamani.

Słoneczne urlopy na Sycylii zamieniły się w prawdziwy koszmar dla wielu podróżnych, również z Polski. Powodem jest erupcja wulkanu Etna, która wymusiła zamknięcie lotniska w Katanii. Turyści, którzy planowali powrót do Polski, nie mogą opuścić wyspy. Zmagają się z gigantycznym chaosem, brakiem rzetelnych komunikatów i fatalnymi warunkami na miejscu.

Chaos po wybuchu wulkanu. Polacy o opóźnionych lotach

Sytuacja skomplikowała się w niedzielę, kiedy to zaczęto masowo odwoływać połączenia lotnicze. Pan Jakub, jeden z turystów z Polski uwięzionych na Sycylii, dzieli się z redakcją Radia Eska poczuciem bezsilności i opisuje dezinformację, z którą muszą się mierzyć.

- W niedzielę przyjechaliśmy na lotnisko, bo mieliśmy mieć lot do Wrocławia o 23.55. Od tego czasu siedzimy sobie, że tak powiem i czekamy. Wczoraj wynajęliśmy mieszkanie, żeby po prostu jakoś to przeczekać

- relacjonuje Radiu Eska.

Zaznacza, że komunikaty płynące od linii lotniczych są nie tylko bardzo skąpe, ale nierzadko też mylące.

- Nie ma żadnej informacji od przewoźników. Są po prostu fałszywe, bo informują, że lot jest opóźniony. W naszej sytuacji wyglądało to tak, że lot był oznaczony jako opóźniony, a półtorej godziny przed wylotem dostaliśmy informację, że lot jest przekierowany na drugie lotnisko w Palermo, gdzie sama podróż zajmuje dwie godziny

- opowiada redakcji Jakub.

Chęć dotarcia na połączenie zastępcze zakończyła się niepowodzeniem. Przewoźnik nie zorganizował żadnego transportu do oddalonego o dwie godziny Palermo, a niewielka grupa turystów, która próbowała dostać się tam samodzielnie, po prostu nie zdążyła. - Z tego, co wiem, samolot do Wrocławia wystartował z 14 pasażerami na pokładzie - ocenia rozmówca. - Te 14 osób dysponowało właściwie całą maszyną tylko dla siebie - uzupełnia.

Port lotniczy w Katanii niczym noclegownia. Pasażerowie na podłodze

Katanię szybko opanowały tłumy podróżnych, a terminal zmienił się w tymczasową sypialnię. Setki zdezorientowanych wczasowiczów z całego świata starają się przetrwać. 

- Na lotnisku nie da się funkcjonować. Chcieliśmy się umyć, po prostu wyspać. Jest taki zastój, że nawet nie ma gdzie usiąść

- opisuje pan Jakub.

Brak miejsc do siedzenia wydaje się jednak najmniejszą bolączką. Ludzie zmuszeni są spać bezpośrednio na ziemi, a niekiedy nawet na wózkach bagażowych.

- Ludzie śpią tak naprawdę na wszystkim - na wózkach, na ziemi, na takich rampach do przewozu bagaży, które się oddaje. My na tym spaliśmy. Ale długo tak się nie da

- stwierdza Polak.

W godzinach nocnych większość punktów handlowych na lotnisku nie funkcjonuje.

- Są dwa kioski, w których można kupić wodę, na przylotach. Jest restauracja McDonald's, która zamyka się chyba o 23. I to jest po prostu zamknięte - dodaje. 

Wśród oczekujących na lotnisku widać całe rodziny z małymi dziećmi. Dla nich obecne warunki bytowe są wyjątkowo uciążliwe i wyczerpujące.

Absurdalne kwoty na Sycylii. Podróżni dzwonią do konsulatu

Uwięzieni turyści czują się osamotnieni. Ich prośby o wsparcie ze strony polskiego konsulatu nie przyniosły żadnego rezultatu.

- Dzwoniliśmy też do konsulatu, do naszego polskiego konsulatu w Rzymie, z pytaniem, co w tej sprawie zrobić. Dostaliśmy informację, że mamy się kontaktować z przewoźnikiem

- relacjonuje Jakub.

Sytuacja stała się beznadziejna, ponieważ same linie lotnicze również umywają ręce od pomocy.

- Przewoźnik umył ręce od jakiegokolwiek zapewnienia transferu do Palermo. Napisali, że bardzo chcieli, ale nie udało się i po prostu albo sami sobie zorganizujemy transport, albo tyle

- zaznacza. 

- Taksówki są po sześćset, czy tysiąc euro. To jest chore po prostu

- ocenia pan Jakub.

Ceny szybują w górę w błyskawicznym tempie, podczas gdy wolne pokoje hotelowe i bilety na inne loty znikają coraz szybciej. 

Brak opieki po erupcji Etny. Turyści krytykują organizację

Kolejny obywatel Polski, który skontaktował się z Radiem Eska, również zwraca uwagę na gigantyczny nieporządek. Według niego klienci linii lotniczych nie mają zapewnionej należytej opieki, a proces powrotu do domu spada całkowicie na ich barki. Mężczyzna zastanawia się nad tym, jakim cudem niektóre samoloty lądowały w Katanii, chociaż od dłuższego czasu ostrzegano przed aktywnością wulkanu.

- Nie ma pomocy na lotnisku, jesteśmy zostawieni sami sobie. Dlaczego samoloty przyleciały w poniedziałek, skoro już od piątku było wiadomo, że jest duża aktywność wulkanu Etny?

- oburza się mężczyzna.

Z jego perspektywy priorytetem powinno być teraz zebranie wszystkich osób w jednym miejscu i zorganizowanie sprawnego wylotu z innego portu.

- Teraz ważne jest, żeby ktoś zebrał ludzi na jedno miejsce, do jednego lotniska, które działa i stamtąd żeby samolot wystartował

- podsumowuje polski turysta, który bezskutecznie usiłuje opuścić włoską wyspę.

Oczekiwanie na kontakt od linii lotniczych

Głównym źródłem irytacji jest absolutny brak komunikacji. Uwięzieni podróżni tracą kolejne godziny na wypatrywanie jakiejkolwiek wiadomości e-mail lub wiadomości tekstowej, z której dowiedzieliby się, co robić dalej.

- Nie chodzi o to, że z Katanii nie możemy wylecieć, tylko w ogóle nie możemy się wydostać z wyspy, bo jest straszne opóźnienie w przekazywaniu informacji. Stoimy po prostu i czekamy tylko na jakiegoś maila albo SMS-a, co mamy ze sobą zrobić

- tłumaczy nam pani Marlena, która dzieli los innych rodaków na Sycylii.

W pewnej chwili personel punktów obsługi pasażera wręcz rozpłynął się w powietrzu.

- Ludzie z informacji, jak to wszystko się zaczęło i zrobił się większy chaos, po prostu opuścili stanowiska na pięć godzin. (...) Zostawili nas samych sobie

- relacjonuje.

- W momencie, kiedy zebraliśmy się większą grupą Polaków i zaczęliśmy się tam słownie przepychać, zaczęli coś kombinować. Udawało się przebukowywać loty po cztery-pięć osób na różne dni

- wskazuje Jakub.

Niemniej jednak, ciągłe poczucie niepewności wcale nie mija.

- Tak naprawdę jesteśmy jak na bombie

- dodaje rozmówca Radia Eska. 

Zamknięta przestrzeń powietrzna. Turystom brakuje wsparcia

W tym samym czasie na stronie internetowej katańskiego portu oraz w rządowym systemie Odyseusz widnieją jedynie krótkie, suche ogłoszenia o podtrzymaniu zakazu lotów.

- Prosimy pasażerów o sprawdzenie statusu lotu u przewoźnika przed udaniem się na lotnisko

- głosi komunikat.

Z perspektywy osób koczujących pod terminalem, to zupełnie bezwartościowa wiadomość. Sytuacja pozostaje dynamiczna i nieprzewidywalna, a polscy turyści wciąż czekają na szczęśliwy powrót do domu.

Nowszy komunikat portu lotniczego w Katanii wskazuje, że zakaz wylotów został przedłużony. Wstrzymanie przylotów i odlotów ma obowiązywać do czwartku, 13 sierpnia, do godz. 16:00. Lotnisko zastrzega jednocześnie, że pasażerowie powinni przed podróżą sprawdzić aktualny status połączenia u swojego przewoźnika. Dla osób takich jak Jakub i Marlena oznacza to kolejne godziny oczekiwania i konieczność podejmowania decyzji bez pewności, kiedy i z którego lotniska uda się wrócić do Polski.

- Czekamy na jakąkolwiek pomoc, żeby wiedzieć, w którą stronę ruszać

- przyznają nasi rodacy.

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki