Koszmar w parku w Trzebnicy. Drzewo runęło na Błażeja
Życie Błażeja Basiaka zmieniło się bezpowrotnie podczas zwykłego powrotu do domu przez park w Trzebnicy. Wszystko wydarzyło się 5 października 2021 roku. Młody mężczyzna nie dotarł na miejsce. Runęło na niego martwe, spróchniałe drzewo. Od tamtej pory jego codzienność to walka o sprawność. Błażej wymaga całodobowej opieki, spędza miesiące w szpitalach, a wszystkie jego plany związane ze studiami i sportem legły w gruzach. 18 marca Sąd Rejonowy w Trzebnicy uznał, że za tę tragedię odpowiada Szczepan G., naczelnik wydziału rolnictwa i ochrony środowiska w UM Trzebnica.
Choć jego działanie uznano za nieumyślne, to jak informuje lokalny portal nowagazeta.pl, sędzia Paulina Krzemińska w ustnych motywach wyroku nie kryła oburzenia postawą urzędnika. Sąd ustalił, że przez lata w parku nie prowadzono odpowiednich prac pielęgnacyjnych, mimo że już w październiku 2021 roku wiele drzew zagrażało przechodniom.
Urzędnik próbował bronić się wadliwą decyzją administracyjną, która rzekomo zakazywała wycinki w okresie lęgowym. Sędzia Krzemińska skwitowała te tłumaczenia ostrymi słowami, które cytuje lokalny portal: „Pana tłumaczenia są naiwne, wręcz niepoważne”.
Poszkodowany, Błażej Basiak, w rozmowie z reporterem Radia Eska wrócił wspomnieniami do tragicznego dnia.
- Samego wypadku nie pamiętam, gdy spadło na mnie to drzewo. Odcięło mi jakby świadomość, ale moje ciało się normalnie ruszało, krzyczałem. Później przetransportowali mnie do szpitala. Tam przeszedłem operację, kilka dni leżałem w śpiączce farmakologicznej. Jak się wybudziłem ze śpiączki, to wtedy dopiero miałem pierwsze przebłyski świadomości - mówi w rozmowie z Radiem Eska.
Dziś jego życie wygląda zupełnie inaczej niż przed wypadkiem. Każdy dzień to wyzwanie:
- Staram się maksymalnie wychodzić poza moje granice komfortu, żeby stawać się osobą samodzielną, ale jednak są rzeczy nie do przeskoczenia. To są takie proste domowe sprawy, siła którą muszę w to włożyć jest kompletnie nieadekwatna do rezultatów. Wstawanie rano i udanie się na zakupy, to jest dla mnie męczący element dnia
- mówi Błażej.
Wyrok sądu. Pół miliona złotych dla Błażeja
Sąd Rejonowy w Trzebnicy nie miał wątpliwości, kto ponosi odpowiedzialność za dramat młodego mężczyzny. Winą obarczył Szczepana G., naczelnika wydziału, który nadzorował zieleń miejską. Mimo że urzędnik dysponował decyzją pozwalającą na wycinkę niebezpiecznych drzew i był informowany o zagrożeniu, miał zaniechać swoich obowiązków. Sędzia Marek Potaralski, rzecznik Sądu Okręgowego we Wrocławiu, w rozmowie z Radiem Eska szczegółowo wyjaśnił podstawę wyroku.
- Sąd Rejonowy w Trzebnicy uznał Szczepana G. za winnego zarzucanego mu czynu, a polegającego na tym, że jako funkcjonariusz publiczny pełniąc funkcję naczelnika wydziału rolnictwa, będąc do sprawowania nadzoru nad zielenią na terenie miasta i gminy Trzebnica pomimo wiedzy o złym stanie konkretnych drzew na terenie parku w Trzebnicy, dysponując decyzją starosty o zezwoleniu na usunięcie tych drzew, a nadto będąc informowanym przez Sąd Rejonowy w Trzebnicy o sytuacji zagrażającej pieszym korzystającym z ciągów komunikacyjnych ówczesnego parku zaniechał podjęcia działań potrzebnych do usunięcia tych drzew
- mówi Radiu Eska sędzia Marek Poteralski.
Jednocześnie dodał o konsekwencjach braku działania: - W konsekwencji działał on na szkodę interesu publicznego, tj. nieumyślnie naraził na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia i ciężkiego uszczerbku na zdrowiu osoby poruszającej się po parku, co doprowadziło w dniu 5 października 2021 roku do wypadku, tj. uderzeniu pieszego fragmentem drzewa, na skutek czego pieszy doznał ciężkich obrażeń ciała w postaci uszkodzenia rdzenia kręgowego z następstwami w postaci porażenia kończyn dolnych i zaburzeń czucia. Obrażenia spowodowały ciężkie kalectwo - przekazał sędzia.
- Sąd wymierzył karę 6 miesięcy pozbawienia wolności z warunkowym zawieszeniem na 2 lata. Sąd zasądził od oskarżonego na rzecz pokrzywdzonego 500 tysięcy złotych zadośćuczynienia za doznaną krzywdę. Wyrok jest nieprawomocny i podlega zaskarżeniu
- dodał rzecznik sądu.
Błażej o wyroku: "Poczułem, że sprawiedliwość istnieje"
Dla Błażeja wyrok sądu to ważny krok w walce o sprawiedliwość, choć żaden wyrok nie cofnie czasu. Młody mężczyzna każdego dnia mierzy się z konsekwencjami wypadku. Mimo to nie poddaje się i stara się żyć najpełniej, jak to możliwe.
- Czuję, że sprawiedliwość się dopełniła, że rzeczywiście ona jest. W takim codziennym szukam szczęścia. Są momenty, w których tego szczęścia nie ma i są momenty, gdzie to co się stało 5 lat temu i to w jakim stanie jestem aktualnie, jednak definiuje mój cały dzień. Cały czas odczuwam skutki tego wypadku. Psychicznie są jakieś pozostałości po tym, planuję iść na terapię. Cieszę się z argumentacji sędzi, to dało mi poczucie sprawiedliwości
- dodaje w rozmowie z reporterem Radia Eska Błażej Basiak.
Błażej wraz ze swoim prawnikiem zapowiada dalsze kroki prawne.