Furia na dworcu kolejowym. Konduktor podjął decyzję, a on wpadł w szał

2026-04-16 10:33

Najpierw został wyproszony z pociągu, bo podróżował na gapę. Chwilę później na parkingu przy dworcu w Miliczu rozegrały się dantejskie sceny. 27-latek wpadł w szał.

Wszystko zaczęło się w miniony poniedziałek, kilkanaście minut przed godziną 7 rano. 27-letni mężczyzna, który próbował podróżować na "gapę" pociągiem jadącym z Krakowa, został przyłapany przez konduktora. Brak biletu skutkował natychmiastowym wyproszeniem pasażera z wagonu na stacji w Miliczu.

Jak się okazało, przymusowe opuszczenie pociągu wywołało u mężczyzny falę ogromnej agresji. Zamiast ochłonąć, pasażer postanowił odreagować swoje niepowodzenie w najbardziej prymitywny sposób.

Furia na parkingu i kostka brukowa w dłoni

Zaraz po tym, jak pociąg odjechał, pracownik kolei zauważył niepokojące sceny na pobliskim parkingu. Wezwani na miejsce funkcjonariusze zastali widok, który jasno wskazywał na to, że ktoś kompletnie stracił nad sobą panowanie. Agresor zaatakował zaparkowane tam samochody.

- Miliccy policjanci zatrzymali wandala, który będąc pod wpływem alkoholu umyślnie uszkodził dwa samochody osobowe zaparkowane w pobliżu miejscowego dworca kolejowego. Sprawca wybił boczne szyby w pojazdach, zarysował powłoki lakiernicze i uszkodził ich karoserie powodując łączne straty bliskie czterech tysięcy złotych

 - przekazał oficer prasowy Komendy Powiatowej Policji w Miliczu podinsp. Sławomir Waleński.

Do zniszczenia mienia 27-latek użył fragmentu nawierzchni.

- Po opuszczeniu pociągu, wyraźnie niezadowolony z tego faktu mężczyzna wyżył swoją frustrację na zaparkowanych obok dworca dwóch samochodach, uszkadzając je umyślnie i bez jakiegokolwiek powodu przy użyciu kostki brukowej

- informuje podinsp. Sławomir Waleński.

Recydywista przed sądem. Miał ponad 1,5 promila

Okazało się, że agresja szła w parze z dużą ilością alkoholu, bo badanie wykazało ponad 1,5 promila w organizmie zatrzymanego. Po nocy spędzonej w celi, mężczyzna musiał zmierzyć się z konsekwencjami swojego "ataku szału".

Dla 27-latka sytuacja jest o tyle poważna, że nie był to jego pierwszy konflikt z prawem.

- Podejrzany działał w warunkach powrotu do przestępstwa, co oznacza, że jako recydywiście grozi mu wyższa kara

 - podkreśla oficer prasowy milickiej policji.

Właściciele zniszczonych aut oszacowali szkody na blisko 4 tysiące złotych.

- Następnego dnia mężczyzna usłyszał zarzuty związane z popełnionymi przestępstwami i po przesłuchaniu został zwolniony. Postępowanie jest w toku - sprawa znajdzie swój finał w milickim sądzie

- podsumowuje podinsp. Sławomir Waleński.

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki