Elżbieta Z. - jeszcze zanim prawda wyszła na jaw - opowiadała w mediach, że do stworzenia rodzinnego domu dziecka zainspirował ją program telewizyjny. Gdy patrzyła na opuszczone maluchy, też zapragnęła pomóc jednemu z nich… Zdecydowała się nawet pomagać dzieciom z niepełnosprawnościami. Niestety, po latach okazało się, że zamiast spokoju, ciszy, troski i opieki fundowała swoim podopiecznym strach i terror, podczas gdy na zewnątrz stwarzała pozory idealnej opiekunki.
Czytaj także: Zakatowali psa siekierą i kantówką. Szokujące okrucieństwo w gminie Borów na Dolnym Śląsku
Gdy rodzinny dom dziecka odwiedzali dziennikarze lokalnych mediów, piekła chleb i bawiła się z dziećmi oraz opowiadała o miłości do nich. Zachęcała wszystkich do opiekowania się chorymi dziećmi i tworzenia dla nich rodzinnych domów. Niestety, gdy drzwi domu się zamykały, zaczynał się dramat, a bezbronne dzieci nie miały kogo poprosić o pomoc. W końcu jedna z dziewczynek (zdrowa) nie wytrzymała.
Uciekła i wszystko opowiedziała funkcjonariuszom policji. O sprawie głośno zaczęli też mówić byli wychowankowie Elżbiety Z. W rodzinnym domu dziecka było bicie, poniżanie czy zamykanie w piwnicy. W końcu trafiła przed sąd. Została oskarżona o stosowanie przemocy fizycznej i psychicznej wobec podopiecznych. I choć do samego końca nie przyznawała się do winy, fakty - zdaniem składu sędziowskiego - mówiły coś zupełnie innego.
Elżbieta Z. została skazana na więzienie na rok i trzy miesiące. Ma też 10-letni zakaz wykonywania wszelkich zawodów związanych z pracą z dziećmi, zakaz zbliżania się do byłych podopiecznych i obowiązek zapłaty nawiązki na rzecz poszkodowanych. Wyrok nie jest prawomocny.