Jest areszt dla Adama C. po brutalnym ataku na parę z Ukrainy. Sąd podjął decyzję

2026-07-29 12:26

Sąd we Wrocławiu zdecydował o zastosowaniu trzymiesięcznego tymczasowego aresztu wobec 45-letniego Adama C., podejrzanego o udział w brutalnym pobiciu obywateli Ukrainy. Do ataku doszło w niedzielę, 26 lipca.

Aktualizacja, godz. 13:20

Sąd zdecydował również o trzymiesięcznym tymczasowym areszcie dla drugiego z zatrzymanych - Tomasza M. Obrońcy obu podejrzanych zapowiedzieli złożenie zażaleń na tę decyzję. Podkreślają jednocześnie, że nagranie, które trafiło do sieci, przedstawia jedynie fragment całego zdarzenia i apelują, by nie wyciągać wniosków wyłącznie na jego podstawie. Policja nadal poszukuje trzeciego mężczyzny, który miał brać udział w ataku.

Wcześniej informowaliśmy:

Areszt i zarzuty dla napastników z Wrocławia

W środę wrocławski sąd przychylił się do wniosku prokuratury i zastosował środek zapobiegawczy w postaci trzymiesięcznego aresztu wobec 45-letniego Adama C. Mężczyzna jest podejrzany o udział w brutalnym ataku na młodą parę z Ukrainy, do którego doszło w niedzielę, 26 lipca. Prokuratura postawiła zarzuty dwóm mężczyznom.

Jakub Dłubacz, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej we Wrocławiu, poinformował, że prokurator "ogłosił podejrzanym zarzuty dotyczące m.in. pobicia i stosowania przemocy z powodu przynależności narodowej, jednocześnie kwalifikując ten czyn jako występek o charakterze chuligańskim".

Z komunikatu prokuratury wynika również, że Adam C. był już wcześniej karany za podobne przestępstwa. Żaden z mężczyzn nie przyznał się do winy, przy czym Tomasz M. złożył obszerne wyjaśnienia, a Adam C. odmówił ich składania. Prokuratura wnioskowała o areszt dla obu podejrzanych, wskazując na obawę matactwa. Za zarzucane czyny Tomaszowi M. grozi kara do 5 lat więzienia. Adamowi C., ze względu na działanie w warunkach recydywy, grozi znacznie surowsza kara - nawet do 7 lat i 6 miesięcy pozbawienia wolności.

Wszystko zaczęło się od kolejki w sklepie

Przypomnijmy, że do wstrząsającego zdarzenia doszło w okolicy pętli autobusowej przy ul. Okulickiego we Wrocławiu. Anastazja i Maksym, młoda para z Ukrainy, robili zakupy w sklepie. Niewinna sytuacja przerodziła się w koszmar, gdy jeden z mężczyzn próbował ominąć ich w kolejce.

W rozmowie z portalem tvn24.pl poszkodowana Anastazja opowiedziała, jak doszło do eskalacji. 

- Tego dnia planowaliśmy pójść tylko do sklepu na zakupy i wrócić do domu, ale okazało się znacznie gorzej. W kolejce wtrącił się pan. Stał z tyłu, potem ominął mnie w kolejce. Położyłam na kasie swoje zakupy i pani skasowała najpierw mnie, a później jego. Powiedziałam mu, że tak się nie robi i że jest kolejka. Później jego kolega zaczął mnie wyzywać, a na ulicy się wszystko zaczęło

- mówiła w wywiadzie dla tvn24.pl

Mama dziewczyny w rozmowie z "Super Expressem" dodała, że napastnicy zareagowali agresją, gdy usłyszeli ukraiński akcent.

- Usłyszeli, że ma akcent ukraiński i zaczęli ją wyzywać od 'szm... ukraińskiej'

- mówiła naszej redakcji.

Brutalny atak na ulicy

Gdy para wyszła ze sklepu i kierowała się do swojego samochodu, napastnicy ruszyli za nimi. To, co wydarzyło się później, mrozi krew w żyłach. Agresorzy zaatakowali najpierw Maksyma, a po chwili ciosy spadły również na Anastazję.

- Najpierw jeden z nich uderzył mojego chłopaka, a po minucie ja dostałam w twarz od innego. Dostałam może cztery razy, ostatni raz jak mój chłopak leżał już na ziemi i próbowałam go podnieść, bo trzy osoby dalej go biły

- relacjonowała Anastazja dla tvn24.pl.

Ostatnie uderzenie było tak silne, że ucho kobiety wymagało założenia sześciu szwów. Jej partner również został dotkliwie pobity.

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki