Spis treści
Powrót, który przerodził się w horror
To miała być zwykła droga do domu. Start zaplanowano na 8:55, ale zamiast sprawnej odprawy pojawiła się seria coraz bardziej absurdalnych przesunięć. Najpierw na 9:35, potem na 14:00, aż w końcu – na 3:10 w nocy kolejnego dnia.
Jedną z pasażerek była pani Weronika, która w rozmowie z WP opisała dramatyczne kulisy powrotu. „Pasażerowie zostali porzuceni bez opieki, informacji i podstawowego wsparcia” – relacjonuje kobieta, podkreślając, że chaos narastał z każdą godziną.
Lot przeniesiony 130 km dalej. „Ryanair wysłał tylko SMS”
Gdy wydawało się, że gorzej być nie może, przewoźnik poinformował SMS-em, że lot… nie odbędzie się z Reggio di Calabria. Pasażerowie mieli dotrzeć na własną rękę do oddalonego o 130 km lotniska Lamezia Terme.
W wiadomości Ryanair lakonicznie polecił: „Zarezerwuj własny transport i zachowaj paragony”.
„Wcześniej dostaliśmy informację, że będą podstawione autobusy. Nic takiego nie miało miejsca. Wszystko musieliśmy zorganizować sami” – relacjonuje pani Weronika.
Busy, pociągi i kolejny szok na lotnisku
Polacy ruszyli w drogę, spędzając ponad 2,5 godziny w busie i pociągu. Po dotarciu do Lamezii czekała ich kolejna niespodzianka: obsługa lotniska… nie wiedziała o przekierowaniu lotu.
„Była godzina 20:30, a polscy pasażerowie pozostawali bez jakichkolwiek wiarygodnych informacji. Samolotu nie było nawet na tablicy odlotów” – mówi turystka.
Dopiero telefon jednej z pasażerek do konsulatu i interwencja dyplomatyczna sprawiły, że lot pojawił się w systemie około godziny 21.
Koczowanie na podłodze i "skandaliczne" vouchery
Największe emocje budzi sposób, w jaki – zdaniem turystów – Ryanair potraktował swoich pasażerów.
„Zostaliśmy całkowicie zignorowani i pozostawieni sami sobie” – relacjonuje w rozmowie z WP pani Weronika.
Jak opisuje, jedyną formą wsparcia były dwa vouchery... po 4 euro, które okazały się bezużyteczne. Problem polegał na tym, że obowiązywały tylko na lotnisku w Reggio, z którego pasażerowie musieli wyjechać do Lamezii.
Rodziny z dziećmi, seniorzy i wyczerpani podróżni koczowali na podłodze, bo zabrakło miejsc siedzących. Wielu z nich spędziło na lotnisku kilkanaście godzin, leżąc na zimnych płytkach.
Ryanair przedstawia własną wersję wydarzeń
Irlandzki przewoźnik odniósł się do wydarzeń opisanych przez pasażerów. Ryanair tłumaczy, że problemy zaczęły się od „drobnego problemu technicznego” w samolocie obsługującym wcześniejszy lot FR7104, co miało przełożyć się na opóźnienie rejsu FR7105 do Katowic i konieczność przeniesienia operacji do Lamezia Terme.
Przewoźnik zapewnia, że pasażerowie „zostali powiadomieni i zaktualizowani e-mailem oraz powiadomieniami PUSH”, a także otrzymali vouchery na posiłki. W oświadczeniu Ryanair podkreśla, że „pomimo starań o zorganizowanie alternatywnego transportu, dostępność była ograniczona”, dlatego podróżnym przekazano możliwość samodzielnego zorganizowania przejazdu i późniejszego ubiegania się o zwrot kosztów.
Ryanair dodaje również, że „lot do Katowic wystartował o godzinie 1:50 czasu lokalnego”, co — według przewoźnika — miało zapewnić pasażerom jak najszybszy powrót do Polski mimo trudności operacyjnych.