Do wstrząsającego zdarzenia doszło w niedzielę, 26 lipca, w okolicy pętli autobusowej przy ul. Okulickiego we Wrocławiu. Anastazja i Maksym, młoda para z Ukrainy, stali w kolejce w sklepie. Niewinna sytuacja szybko przerodziła się w koszmar, gdy jeden z mężczyzn próbował wepchnąć się przed nich. W rozmowie z portalem tvn24.pl Anastazja opowiedziała o początku zdarzenia.
- Tego dnia planowaliśmy pójść tylko do sklepu na zakupy i wrócić do domu, ale okazało się znacznie gorzej. W kolejce wtrącił się pan. Stał z tyłu, potem ominął mnie w kolejce. Położyłam na kasie swoje zakupy i pani skasowała najpierw mnie, a później jego. Powiedziałam mu, że tak się nie robi i że jest kolejka. Później jego kolega zaczął mnie wyzywać, a na ulicy się wszystko zaczęło
- opowiadała Anastazja dla tvn24.pl.
Jak dodaje, wyzwiska dotyczyły jej narodowości. Mama dziewczyny w rozmowie z "Super Expressem" uzupełnia, że napastnicy usłyszeli ukraiński akcent i wtedy zaczęli ją obrażać.
- Usłyszeli, że ma akcent ukraiński i zaczęli ją wyzywać od "szm... ukraińskiej
- mówiła w rozmowie z SE.pl mama pobitej Anastazji.
Czekali na nich na ulicy. Brutalny atak
Para sądziła, że na słownych utarczkach się zakończy. Niestety, agresorzy czekali na nich na zewnątrz. Gdy Anastazja i Maksym wyszli ze sklepu i kierowali się do samochodu, zostali zaatakowani.
- Najpierw jeden z nich uderzył mojego chłopaka, a po minucie ja dostałam w twarz od innego. Dostałam może cztery razy, ostatni raz jak mój chłopak leżał już na ziemi i próbowałam go podnieść, bo trzy osoby dalej go biły
- mówi Anastazja dla tvn24.pl.
Ostatni cios był tak silny, że jej ucho wymagało założenia sześciu szwów. Jej chłopak, Maksym, również został dotkliwie pobity. Mężczyzna nie ma wątpliwości, że motywem ataku była ksenofobia.
- Coś się nie spodobało tym chłopakom, podeszli do mojego auta. Zaczęli wyzywać dziewczynę, do mnie powiedzieli "idź na wojnę" i tak dalej. To jest ksenofobia
- mówi z kolei Maksym w rozmowie z tvn24.pl.
Są pierwsze zatrzymania. Głos zabierają politycy
Sprawa nabrała międzynarodowego rozgłosu. Jak poinformował w oficjalnym komunikacie Minister Spraw Zagranicznych Ukrainy Andrij Sybiha, polskie służby działają bardzo sprawnie.
"Polskie organy ścigania zatrzymały dwie osoby podejrzane o atak na obywateli Ukrainy we Wrocławiu. Trwa poszukiwanie trzeciego podejrzanego. Oczekujemy pełnego, obiektywnego i bezstronnego śledztwa, ustalenia wszystkich okoliczności oraz motywów przestępstwa, a także sprawiedliwego ukarania wszystkich sprawców. (...) Po raz kolejny apeluję do niektórych polskich polityków o zaprzestanie podsycania wrogości, która ostatecznie przekształca się w konkretne akty przemocy na ulicach.
Głos zabrał także Ambasador Ukrainy w Polsce Vasyl Bodnar, który zaapelował o "zdecydowany sprzeciw wobec nienawiści i przemocy".
"To atak na całą wspólnotę"
Na brutalny atak zareagował również prezydent Wrocławia, Jacek Sutryk, który wydał mocne oświadczenie.
"Chcę jasno powiedzieć: w naszym mieście nie ma i nie będzie przyzwolenia na przemoc motywowaną nienawiścią, ksenofobią czy uprzedzeniami narodowościowymi. (...) Atak na konkretną osobę ze względu na jej pochodzenie jest zawsze atakiem na całą wspólnotę, którą razem tworzymy i tak też musimy go traktować"
- czytamy w komunikacie prezydenta Wrocławia.
Prezydent zwrócił się również bezpośrednio do polityków, których narracja może prowadzić do takich tragedii.
"Te słowa kieruję również do wszystkich polityków i osób życia publicznego, którzy świadomie lub nieodpowiedzialnie budują przekaz oparty na strachu, uprzedzeniach i podziałach. Słowa mają znaczenie. Publiczna narracja, która wskazuje ludzi jako „obcych” czy „gorszych”, może prowadzić do realnej przemocy"
- podkreślił Jacek Sutryk w swoim oświadczeniu.