O krok od tragedii. Dziewczynka wpadła pod auto
Do tragedii doszło 31 stycznia 2024 roku przed Szkołą Podstawową w Bielawa. Ośmioletnia Laura została jak co dzień podwieziona przez mamę pod budynek placówki. Dziewczynka wysiadła z auta i pobiegła w kierunku wejścia.
Na drodze prowadzącej do parkingu nauczycielskiego potknęła się i upadła. To był moment, który – jak dziś podkreślają bliscy – zdecydował o wszystkim.
W tym samym czasie w stronę parkingu wjeżdżał Ford prowadzony przez 37-letnią nauczycielkę. Z ustaleń prokuratury wynika, że kobieta nie zauważyła leżącego dziecka. Samochód uderzył w dziewczynkę, a następnie – jak relacjonują śledczy – ciągnął ją pod podwoziem przez kilkanaście metrów.
Auto zatrzymało się dopiero wtedy, gdy świadkowie zaczęli krzyczeć i machać do kierującej. Ich reakcja przerwała dramatyczny ciąg zdarzeń. Na miejscu natychmiast rozpoczęła się walka o życie dziecka.
Nauczycielka nie uciekła z miejsca wypadku i próbowała udzielić pomocy. Badania wykazały, że była trzeźwa, a pojazd nie miał usterek technicznych. Prokuratura zarzuca jej jednak brak należytej obserwacji drogi i niezachowanie szczególnej ostrożności.
Polecany artykuł:
10-latka wpadła pod samochód. Dziś wymaga całodobowej opieki
Skutki wypadku okazały się dramatyczne. Laura doznała rozległych obrażeń. Dziś ma 10 lat i wymaga stałej, całodobowej opieki. Jej stan lekarze określają jako ciężki. Dziewczynka utraciła podstawowe odruchy bezwarunkowe – nie przełyka i nie odkasłuje samodzielnie. Każdego dnia potrzebuje specjalistycznego wsparcia, by móc oddychać.
Rodzice zrezygnowali z pracy zawodowej, by opiekować się córką. Koszty leczenia i intensywnej rehabilitacji sięgają kilkunastu tysięcy złotych miesięcznie. Jak podkreślają, ich życie całkowicie się zmieniło – dziś podporządkowane jest walce o każdy najmniejszy postęp w stanie zdrowia dziecka.
17 lutego przed Sądem Rejonowym w Dzierżoniów rozpoczął się proces karny w tej sprawie. Oskarżonej grozi kara od 6 miesięcy do 8 lat pozbawienia wolności. Jak poinformowała prokuratura, kobieta przyznała się do winy, choć wcześniej odmawiała składania wyjaśnień.
Szkoła zawiniła? Rodzice nie dają za wygraną
Sprawa ma także drugi wymiar. Rodzina dziewczynki zwraca uwagę na – ich zdaniem – nieprawidłową organizację ruchu przy szkole. Chodzi o brak wyraźnego rozdzielenia ciągów pieszych i samochodowych oraz chaos panujący w godzinach porannych na wjeździe i parkingu.
Prokuratura umorzyła ten wątek, jednak pełnomocnik rodziny złożył zażalenie. Kwestia odpowiedzialności dyrekcji szkoły ma zostać ponownie rozpatrzona przez sąd.
Źródło: Gazeta Wyborcza