Koszmar przed szkołą w Bielawie. 8-latka wciągnięta pod koła auta nauczycielki. Ruszył proces

2026-02-19 16:23

Miał to być zwykły szkolny poranek. Chwila nieuwagi wystarczyła, by przed podstawówką w Bielawie rozegrał się dramat, który do dziś nie ma szczęśliwego zakończenia. Ośmioletnia dziewczynka została wciągnięta pod samochód prowadzony przez nauczycielkę. Dziś walczy o każdy oddech, a przed sądem ruszył proces w tej sprawie.

Laura w śpiączce

i

Autor: Pixaby/zrzutka.pl/ Materiały prasowe

O krok od tragedii. Dziewczynka wpadła pod auto

Do tragedii doszło 31 stycznia 2024 roku przed Szkołą Podstawową w Bielawa. Ośmioletnia Laura została jak co dzień podwieziona przez mamę pod budynek placówki. Dziewczynka wysiadła z auta i pobiegła w kierunku wejścia.

Na drodze prowadzącej do parkingu nauczycielskiego potknęła się i upadła. To był moment, który – jak dziś podkreślają bliscy – zdecydował o wszystkim.

W tym samym czasie w stronę parkingu wjeżdżał Ford prowadzony przez 37-letnią nauczycielkę. Z ustaleń prokuratury wynika, że kobieta nie zauważyła leżącego dziecka. Samochód uderzył w dziewczynkę, a następnie – jak relacjonują śledczy – ciągnął ją pod podwoziem przez kilkanaście metrów.

Auto zatrzymało się dopiero wtedy, gdy świadkowie zaczęli krzyczeć i machać do kierującej. Ich reakcja przerwała dramatyczny ciąg zdarzeń. Na miejscu natychmiast rozpoczęła się walka o życie dziecka.

Nauczycielka nie uciekła z miejsca wypadku i próbowała udzielić pomocy. Badania wykazały, że była trzeźwa, a pojazd nie miał usterek technicznych. Prokuratura zarzuca jej jednak brak należytej obserwacji drogi i niezachowanie szczególnej ostrożności.

10-latka wpadła pod samochód. Dziś wymaga całodobowej opieki

Skutki wypadku okazały się dramatyczne. Laura doznała rozległych obrażeń. Dziś ma 10 lat i wymaga stałej, całodobowej opieki. Jej stan lekarze określają jako ciężki. Dziewczynka utraciła podstawowe odruchy bezwarunkowe – nie przełyka i nie odkasłuje samodzielnie. Każdego dnia potrzebuje specjalistycznego wsparcia, by móc oddychać.

Rodzice zrezygnowali z pracy zawodowej, by opiekować się córką. Koszty leczenia i intensywnej rehabilitacji sięgają kilkunastu tysięcy złotych miesięcznie. Jak podkreślają, ich życie całkowicie się zmieniło – dziś podporządkowane jest walce o każdy najmniejszy postęp w stanie zdrowia dziecka.

17 lutego przed Sądem Rejonowym w Dzierżoniów rozpoczął się proces karny w tej sprawie. Oskarżonej grozi kara od 6 miesięcy do 8 lat pozbawienia wolności. Jak poinformowała prokuratura, kobieta przyznała się do winy, choć wcześniej odmawiała składania wyjaśnień.

Światowy Dzień Pierwszej Pomocy. Sprawdź, czy znasz najważniejsze zasady pomocy innym
Pytanie 1 z 10
Co jako pierwsze powiniśmy zrobić jak zobaczymy kogoś poszkodowanego?

Szkoła zawiniła? Rodzice nie dają za wygraną

Sprawa ma także drugi wymiar. Rodzina dziewczynki zwraca uwagę na – ich zdaniem – nieprawidłową organizację ruchu przy szkole. Chodzi o brak wyraźnego rozdzielenia ciągów pieszych i samochodowych oraz chaos panujący w godzinach porannych na wjeździe i parkingu.

Prokuratura umorzyła ten wątek, jednak pełnomocnik rodziny złożył zażalenie. Kwestia odpowiedzialności dyrekcji szkoły ma zostać ponownie rozpatrzona przez sąd.

Źródło: Gazeta Wyborcza

Super Express Google News

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki