Marynarz Piotr Piela zaginął podczas wyprawy, zostały po nim tylko rzeczy. Pokój wciąż na niego czeka

Piotr Piela miał 28 lat, kiedy zaginął w tajemniczych okolicznościach. Mężczyzna od najmłodszych lat marzył o tym, by zostać marynarzem, i w pewnym momencie to marzenie spełnił. W końcu wyruszył na swój pierwszy długi rejs po Singapurze, który trwał sześć miesięcy. Wrócił odmieniony, wypływał coraz częściej. Kiedy zdecydował się na podróż z Brazylii do Stanów Zjednoczonych, nikogo to nie dziwiło. Ale Piotr nagle zniknął. Jednego dnia był na statku, a drugiego - jak twierdzi załoga - rozpłynął się w powietrzu. Co naprawdę się tam wydarzyło?

Piotr Piela urodził się 12 grudnia 1980 roku w Zgorzelcu, w województwie dolnośląskim. Był pierwszym synem Joanny i Leszka, rodziców wpatrzonych w idealnego synka, jakim był w ich oczach. Rok później na świat przyszedł jeszcze drugi chłopiec – jego brat Paweł. Historia, która w tajemniczy sposób zawiesiła się w czasie i wciąż czeka na dokończenie, dotyczy jednak tego pierwszego, Piotra. Już w wieku zaledwie czterech lat zaczął on fascynować się wodą i statkami. Wyobrażał sobie, że stoi na łajbie i musi utrzymać równowagę, by nie wypaść za burtę, dlatego często uprawiał tak zwany marynarski chód. Jego mama Joanna początkowo była zaniepokojona: myślała, że syn być może ma problem z poruszaniem się. Piotr szybko jednak obwieścił rodzicom, że robi to, bo chciałby w przyszłości zostać marynarzem. Musiał coś kiedyś zobaczyć albo usłyszeć w tym temacie – i zapadło mu w pamięci. Rodzice sądzili, że to chwilowa, dziecięca fascynacja, ale mijały lata, a Piotr nadal mówił tylko o jednym. Chciał za wszelką cenę dopiąć swego.

Spełnił marzenie i doczekał się pierwszego, długiego rejsu. Piotr Piela wrócił z niego całkowicie odmieniony

W dorosłym życiu, po ukończeniu szkoły średniej, rozpoczął wymarzone studia w Akademii Morskiej w Szczecinie. Miał specjalizować się w nawigacji. Znajomi i bliscy opowiadają o nim w samych superlatywach: uwielbiał czytać książki, uprawiać sport, niezwykle mądry i logicznie myślący, bystry, mistrz ciętej riposty. O swoich morskich zainteresowaniach mógł opowiadać godzinami, lecz nigdy nie nużył słuchacza, bo miał w sobie wielką pasję, która sprawiała, że chciało się go słuchać. 12 października 2002 roku wreszcie doczekał się swojego pierwszego, długiego rejsu po Singapurze. Półroczna nieobecność w rodzinnym domu zdawała się trwać wieczność, a kiedy Piotr wrócił, zachowywał się inaczej niż zwykle. Na stronie grupy „Zaginieni przed laty” opisywano, że dużo wówczas palił, chodził zamyślony, prawie w ogóle się nie odzywał. Po pewnym czasie ocknął się z tego amoku, lecz nigdy nie wyjaśnił rodzicom, czym był on spowodowany. Później wypłynął w kolejny rejs, i następny, i następny. W sumie odbył siedem rejsów, spędzając na różnych statkach łącznie dwa lata swojego życia. Z nich wracał znowu inny, ale tym razem radosny i szczęśliwy. Spełniony, tak przynajmniej wszyscy myśleli.

Poznaj więcej historii: Pokój Zbrodni

Ósmy rejs, którego Piotr wyczekiwał z nieskrywaną radością, miał rozpocząć się 30 lipca 2008 roku. Statek handlowy BBC Ecuador, należący do norweskiego armatora, miał pokonać trasę z Brazylii do Stanów Zjednoczonych. Kapitan pochodzący z Polski, którego Piotr dobrze znał, miał nim dowodzić. Panowie mieli już okazję pływać razem w przeszłości, między innymi po wspomnianym Singapurze. Wszystko wydawało się w porządku, przygotowania szły pełną parą, a statek wypłynął 30 lipca – zgodnie z planem. Na miejsce Piotrowi pomógł dostać się jego ojciec. Dwa dni wcześniej zawiózł go do Węglińca, a stamtąd chłopak ruszył pociągiem do Szczecina, gdzie następnie zmienił środek transportu na samolot do Amsterdamu, a z Amsterdamu do Brazylii. Nie podał rodzicom dokładnej lokalizacji, ale potwierdzono, że wsiadł na statek i ruszył w rejs.

Przez dwa tygodnie rodzice Piotra żyli zwyczajnie, jak co dzień. Pierworodny syn po prostu popłynął w kolejny rejs, a drugi – Paweł – już wcześniej wyemigrował do Irlandii. Nagle panią Joannę, mamę chłopaków, naszły jakieś dziwne myśli. Niepokój, którego nie potrafiła wyrzucić z głowy. Gosia Szwarc, autorka bloga „Sprawy Kryminalne”, opisywała że kobieta zwróciła uwagę na kubek należący do Piotra, który stał na półce w szafce z naczyniami. - Kubek był umyty, choć "od zawsze" panuje taki niepisany zwyczaj, że Joanna tylko wypłukuje go z fusów po kawie lub herbacie, a Piotr później myje go sobie sam. Nieważne przy tym, czy minęło parę godzin, czy parę tygodni: nikt poza Piotrem z kubka nie korzysta, on po prostu czeka sobie w szafce, aż jego właściciel umyje go przed kolejnym użyciem – wskazywała autorka. Wtedy pani Joanna zdała sobie sprawę, że kubek jest czysty. Zdziwiła się, poczuła nieprzyjemne ukłucie w okolicach sercach. Jakiś znak? Przeczucie? Trudno było jej to opisać. Poczuła nieodzowną chęć zadzwonienia do syna, ale przecież stosunkowo niedawno z nim rozmawiała, bo podczas rejsów utrzymywali stały kontakt. Nie chciała zawracać mu głowy tym, że niechcący umyła jego kubek, to brzmiało absurdalnie. Aż kilka dni później, 15 sierpnia 2008 roku, w domu rodziny Pielów rozdzwonił się telefon.

Okazało się, że pracownica agencji, która wysłała Piotra do pracy, chciała zapytać o jego ostatni kontakt z matką. Pani Joanna szczerze odpowiedziała, że miało to miejsce kilka dni temu. Wystraszyła się jednak, bo tego typu telefony w przeszłości się nie zdarzały. Wtedy wyszło na jaw, że po Piotrze niespodziewanie zaginął ślad, tak jakby 28-letni wówczas mężczyzna rozpłynął się w powietrzu. Jeszcze poprzedniego dnia pracował z całą załogą i podobno jego zachowanie nie różniło się przesadnie od tego, które prezentował na co dzień. 14 sierpnia statek stał zacumowany na redzie w jednej z zatok, na wschodnim wybrzeżu Teksasu, w pobliżu miasta Houston. O godzinie 6. rano miał zmienić swojego kolegę i objąć wachtę, lecz się na niej nie stawił. To zaalarmowało pozostałą ekipę, bo Piotr słynął z punktualności. Poszli do jego kajuty, myśląc że może tym razem zaspał, ale nigdzie go nie było. O nagłym zniknięciu 28-latka poinformowano straż przybrzeżną, która przeczesała nabrzeże, jednak niczego nie znalazła.

Czytaj także:  Zabójca o twarzy dziecka. 19-letni Kacper zaszlachtował Magdę przed domem. Zamiast kwiatów, przyniósł nóż

Przedstawicielka agencji marynarskiej przekazała jego mamie swoje przypuszczenia. - Wszystko wskazuje na to, że Piotr, zostawiwszy w kajucie swoje rzeczy, w tym telefon, z jakichś powodów opuścił w nocy statek. Zacumowany kontenerowiec dzieliło od brzegu zaledwie 70 metrów, tym bardziej było to możliwe – takie ustalenia, zgodnie z serwisem „Sprawy Kryminalne”, miały zostać przekazane rodzicom 28-latka. Kapitan zespołu miał zarzekać się, że podczas podróży nie doszło do żadnego niepokojącego zdarzenia, a poprzednie dni mijały spokojnie i zupełnie zwyczajnie. Rozpoczęto śledztwo i oficjalne poszukiwania Piotra, zaś jego rodzice mieli być o wszystkim informowani na bieżąco. Do tej pory jednak, gdy przygotowaliśmy ten materiał, czyli ponad 18 lat od zniknięcia Piotra, młodego mężczyzny nadal nie udało się odnaleźć.

Zobacz galerię zdjęć. Dalsza część materiału znajduje się pod nią.

28-latek postanowił uciec? Piotr Piela mówił o zostaniu misjonarzem. Jego załoga mijała miejsca, w którym mógł się zatrzymać

Pani Joanna wielokrotnie próbowała kontaktować się z synem telefonicznie, ale jego komórka milczała – zostawił ją przecież w kajucie. Na przestrzeni lat pojawiło się mnóstwo pytań i teorii na temat tego, co mogło się stać: czy 28-latek postanowił uciec i rozpocząć nowe życie za granicą? A może coś mu się stało? Czy na statku doszło do jakiegoś przykrego zdarzenia, o którym załoga nie chce mówić, wpisując się w zmowę milczenia? Albo Piotr rzeczywiście dotarł do brzegu i to tam spotkało go coś złego? Odpowiedzi na te wszystkie pytania, niestety, nigdy nie nadeszły. Największa nadzieja pozostaje w tym, że 28-latek może rzeczywiście postanowił „uciec”, ale jeszcze kiedyś odezwie się do swoich bliskich w Polsce, przynajmniej do rodziców, i da znak życia.

Zobacz również:  Lekarka zabierała płody za zgodą szpitala?! Magdalena H. broni się przed zarzutami. "Nie miała pieniędzy"

To za sprawą pani Joanny zaginięciem Piotra zainteresowały się zagraniczne media oraz różne placówki działające w Houston. Zdjęcia chłopaka wraz z informacjami na jego temat opublikowała między innymi strona Forum Polonia Houston oraz wiele miejscowych organizacji. Przedstawiano następujący rysopis: 180 centymetrów wzrostu, szczupła sylwetka, niebieskie oczy, brunet, posiadający tatuaż na prawym ramieniu oraz bliznę na klatce piersiowej po ranie ciętej. Kobieta dzień i noc dzwoniła, wysyłała maile, kontaktowała się z agencją marynarską. Piotra jednak nie odnaleziono, a jego rzeczy finalnie odesłano do rodziców – paczka przyszła do Zgorzelca niecałe dwa tygodnie po zniknięciu ich syna, 26 sierpnia 2008 roku. W środku cały wachlarz wspomnień: ubrania, drobiazgi, telefon Piotra oraz inne rzeczy osobiste. Brakowało jednak portfela, a więc dowodu osobistego i karty kredytowej. Jednocześnie policja zdążyła już sprawdzić, że nikt z tych rzeczy nie korzystał. Nie zarejestrowano żadnych transakcji czy wypłat z konta bankowego.

Rodzice Piotra przez lata żyli jak na autopilocie. Pani Joanna nie pozwoliła też niczego zmieniać w pokoju syna. Jego rzeczy na półkach i biurku, ozdoby na ścianach, rośliny, wszystko pozostaje nietknięte. Pokój czeka, aż jego właściciel wróci do domu. Mama 28-latka w rozmowach z przedstawicielami mediów zastanawiała się, co mogło spotkać jej syna. Przypomniała sobie, jak kiedyś zapytał ją: „a co gdybym został misjonarzem?” – odparła mu wtedy, że powinien robić, co uważa za słuszne, ale temat nigdy nie powrócił. Na trasie z Brazylii do Stanów załoga mijała miejsca, w których działa dużo organizacji misyjnych. Czy Piotr mógł tam uciec? Podobno dzień przed zaginięciem prosił kapitana o zgodę na zejście na ląd, ale jej nie dostał. Przy następnym porcie zniknął. Czy to mógł być przypadek? Rodzina zadaje sobie wiele takich pytań.

Po ponad dwóch latach od zaginięcia pani Joannie udało się odłożyć pieniądze, by zorganizować wyjazd do Houston. Poleciała tam, odwiedziła wszystkie miejsca, które łączyły się w jakiś sposób z podróżą Piotra, lecz niczego nowego się nie dowiedziała. Służby też nie dokonały przełomu w śledztwie. Sam wyjazd pozwolił jednak kobiecie odzyskać równowagę, powoli, krok po kroku, co miało w przyszłości przyczynić się do pogodzenia z zaistniałą sytuacją, a przynajmniej podjęcia takiej próby. Po 16 latach, w 2024 roku, na łamach „Spraw Kryminalnych” opisywano, że pani Joanna żyje już znacznie spokojniej, lecz nadal czeka na powrót syna. Głęboko wierzy, że jej dziecko jeszcze wróci do domu, nawet jeśli inni uważają to za mrzonkę. Dziś przekazałaby synowi, że ma bratanicę, która wie o nim i zna go ze zdjęć, że obie babcie już niestety zmarły, podobnie jak ukochany pies Ogryzek. Tata kupił implanty słuchowe, a ona przeszła kilka operacji, w tym kręgosłupa, ale z jej zdrowiem ogólnie nie jest źle. - Piotruś, twój pokój jest zupełnie nieruszony, czeka na ciebie. Przyjedź i pościeraj sobie kurze, bo tak ciężko jest go sprzątać – powiedziała pani Joanna w rozmowie z Gosią Szwarc. W 2026 roku Piotr Piela skończy 46 lat.

Jeśli posiadasz jakiekolwiek informacje na temat ewentualnego miejsca pobytu Piotra albo wiesz, co mogło mu się przytrafić, niezwłocznie skontaktuj się z najbliższą jednostką policji.

Sonda
Czy odpowiadasz na apele o pomoc w poszukiwaniach?
Pokój Zbrodni - 30 Płodów na posesji

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki