- Wrocławski Mrówkowiec to ikona PRL-owskiej architektury, która w szczytowym okresie mieściła 3 tysiące mieszkańców.
- Ten 235-metrowy kolos był nie tylko najdłuższym, ale i najtańszym budynkiem w Polsce, zaprojektowanym z myślą o masowości.
- Niewiele osób pamięta, że na dachu Mrówkowca znajdowała się plaża.
Wrocławski Mrówkowiec jest jak małe miasteczko
Architektoniczny kolos o długości 235 metrów znajduje się przy ul. Drukarskiej 31-47 we Wrocławiu i od lat jest podziwiany nie tylko przez mieszkańców miasta, ale i turystów. Budowa bloku rozpoczęła się w 1965 roku, a już dwa lata później w lokalach urządzali się pierwsi szczęśliwcy. Mieszkanie w Mrówkowcy w czasach PRL-u było bowiem spełnieniem marzeń! W szczytowym okresie w obiekcie mieszkało aż 3 tys. osób - dziś jest to już nieco mniejsza liczba, bo mówimy o 2 a 2,5 tysiąca mieszkańców.
PRL-owski gigant w sercu Wrocławia
11 pięter, 590 mieszkań, 235 metrów długości - tak w skrócie można przedstawić Mrówkowca, który zapisał się na kartach historii Wrocławia. Budynek zaprojektował w 1963 r. inż. Leszek Zdek, który przyczynił się nie tylko do powstania najdłuższego budynku w Polsce, ale również - jak na tamte czasy - najtańszego. Okazuje się bowiem, że metr kwadratowy kosztował tylko 1,4 tys. zł, a całkowity koszt budowy wyniósł jedynie 63 mln zł.
Dalsza część artykułu znajduje się pod galerią.
Mrówkowiec Wrocław [ZDJĘCIA]
Mrówkowiec z plażą na dachu
Mało kto o tym wie, lecz swego czasu kultowy Mrówkowiec miał na dachu wydzielone miejsce dla mieszkańów na opalanie. Była to swego rodzaju plaża w środku miejskiej dżungli, na której w upalne dni można było wypoczywać.
Miejsce rekreacyjne zostało jednak zamknięte w 1969 roku, a wiązało się to z tragicznym wypadkiem w budynku – z VII piętra wypadła matka z dzieckiem. Choć zdarzenie to nie miało bezpośredniego związku z częścią dachu przeznaczoną do opalania się, to po tym incydencie dostęp do tej przestrzeni został zlikwidowany.
Budowanie w PRL-u. Estetyka sprawą drugorzędną
W realiach PRL-u budowanie podporządkowane było przede wszystkim szybkości i oszczędności. Liczyło się tempo realizacji inwestycji oraz zaspokojenie podstawowych potrzeb mieszkaniowych, a nie walory estetyczne. Projekty upraszczano do minimum, stosowano powtarzalne rozwiązania i tanie materiały, co skutkowało monotonną zabudową i brakiem dbałości o detale architektoniczne. Funkcjonalność i masowość dominowały nad indywidualnym stylem, a wygląd budynków schodził na dalszy plan.