Spis treści
Kontrola rutynowa, wynik – absolutnie nie
Czwartkowy wieczór, godzina 20:10. Na dworcu w Görlitz zatrzymuje się pociąg z Polski. Funkcjonariusze Bundespolizei wchodzą na pokład, by przeprowadzić standardową kontrolę. Wśród pasażerów – 41‑letni Polak. Nic nie wskazywało na to, że za chwilę padnie rekord.
– Tak obszernej listy poszukiwanych nie widujemy często – przyznał Danilo Weise z policji w Ludwigsdorf, podkreślając, że funkcjonariusze byli naprawdę zaskoczeni.
Dziesięć trafień! W tym cztery listy gończe
Gdy policjanci sprawdzili dane mężczyzny, system wyświetlił aż dziesięć wyników poszukiwań. Cztery z nich to pełnoprawne, wykonalne nakazy aresztowania.
Reszta? Prośby prokuratur z całych Niemiec o ustalenie adresu, by móc kontynuować postępowania karne. Lista zarzutów wyglądała jak przegląd kodeksu karnego: kradzieże, uszkodzenia mienia, naruszenie miru domowego, wyłudzanie świadczeń.
– Mężczyzna był poszukiwany przez prokuratury z całych Niemiec – dodał Weise, podkreślając skalę sprawy.
Nie zapłacił, więc… prosto do więzienia
Polak miał do uregulowania grzywny na łączną kwotę 1 065 euro. Nie miał jednak z czego zapłacić. A w takich sytuacjach niemieckie prawo jest bezlitosne.
Po zakończeniu czynności funkcjonariusze przewieźli go do najbliższego zakładu karnego, gdzie spędzi czas zamieniając niezapłacone grzywny na odsiadkę.
Granica nie wybacza
To kolejny przypadek pokazujący, że niemieckie służby bardzo skrupulatnie sprawdzają pasażerów wjeżdżających z Polski. Tym razem kontrola zakończyła się spektakularnym „trafieniem”, które – jak przyznają sami funkcjonariusze – zdarza się naprawdę rzadko.
