Pamiętny 15 września 2024 roku na zawsze zapisał się w historii Dolnego Śląska. To właśnie wtedy, pod naporem potężnej fali, pękła tama na Morawce w Stroniu Śląskim. Woda z ogromną siłą uderzyła w budynki w Stroniu Śląskim i Lądku-Zdroju, zalewając całkowicie wiele miejscowości. Ludzie w panice uciekali, by ratować swoje życie. Doszło do katastrofy, z której skutkami mieszkańcy Dolnego Śląska będą musieli mierzyć się jeszcze przez lata.
31 marca 2025 roku zakończono prace zabezpieczające suchy zbiornik przeciwpowodziowy, a w marcu 2026 roku Wody Polskie dopiero podpisały umowę na opracowanie kompleksowej dokumentacji projektowej wraz z uzyskaniem wszystkich niezbędnych decyzji administracyjnych. Umowa obejmuje wykonanie kompletnej dokumentacji projektowej, w tym projektów budowlanych i technicznych, przedmiarów robót, kosztorysów oraz wszelkich opracowań niezbędnych do rozpoczęcia inwestycji.
"Sytuacja jest niepewna"
Wody Polskie zapewniają, że prowadzą działania związane z zabezpieczeniem i pozyskaniem finansowania na roboty budowlane. Same prace - zakładając bardzo optymistyczny wariant - mają potrwać szacunkowo około 3 lata. Czy rzeczywiście tak będzie? Mieszkańcy Stronia woleliby tak długo nie czekać, bo nie chcą powtórki z 2024 roku. Boją się o swój dobytek, ale też swoje zdrowie oraz życie.
Choć zniszczoną konstrukcję zabezpieczono tymczasowo na początku 2025 roku mieszanką kamieni, to właściwa odbudowa wciąż nie ruszyła z miejsca. To budzi ogromny niepokój, zwłaszcza że zbliża się okres letnich nawałnic. Mieszkańcy czują się pozostawieni sami sobie.
- Sytuacja jest niepewna. Nikt nie zajmuje się tutaj dalszymi pracami odbudowy naszej tamy. A pora gwałtownych burz się zbliża
- mówi "Super Expressowi" Maciej Serafin (26 l.) ze Stronia Śląskiego.
"Jak przyjdą ulewy i burze, to będzie za późno"
Obawy o życie i zdrowie towarzyszą mieszkańcom każdego dnia. W szczególności seniorzy, którzy pamiętają siłę żywiołu, apelują o przyspieszenie prac. Wiedzą, że z naturą nie ma żartów, a biurokracja nie zatrzyma nadchodzącej ulewy.
- Pogoda nie poczeka. Jak przyjdą ulewy i burze, to będzie za późno
- mówi realistycznie pani Zofia Gontko (78 l.).
Sprawą pęknięcia tamy zajmuje się prokuratura
Katastrofa z 2024 roku ma również swój wątek karny. Śledztwo w sprawie przerwania tamy na Morawce prowadzi Prokuratura Okręgowa w Świdnicy. Na razie jednak mieszkańcom pozostaje czekać i z niepokojem spoglądać w niebo, licząc, że historia się nie powtórzy.