Naturalnym środowiskiem szopa pracza była Ameryka. W latach 30-tych ubiegłego wieku ten ssak został jednak sprowadzony do Europy jako zwierzę futerkowe. Jego populacja rosła z roku na rok, szybko się rozprzestrzeniając i dziś to zwierzę jest dużym problemem zarówno dla całej przyrody, jak i człowieka. W Polsce został uznany za inwazyjnego drapieżnika, zagrażającego różnym gatunkom ptaków. Jest też niebezpieczny dla ludzi – może przenosić wściekliznę i groźne pasożyty. Dlatego myśliwi mają prawo do jego odstrzału, całkowicie zabroniona jest też ich hodowla.
Fundacja Szopowisko z Kryształowic na Dolnym Śląsku powstała po to, by odmienić ich los. Szef organizacji lekarz weterynarii Grzegorz Dziwak stworzył dla nich azyl, gdzie w humanitarnych warunkach mogą dożyć swoich dni. Obecnie mieszka tam 200 zwierząt. Choć szopy są tam w przeważającej większości, zdarzają się też inne dziko żyjące gatunki. Wiele z nich wymaga specjalistycznej opieki weterynaryjnej.
- AZYL jest jedyną legalną i zarazem humanitarną drogą eliminacji gatunków IGO (Inwazyjne Gatunki Obce) ze środowiska! Fundacja nie promuje utrzymania gatunków IGO jako zwierząt domowych!- informuje Fundacja na swojej stronie.
- Polskie prawo mówi, że osoba, która znajdzie szopa powinna to zgłosić do właściwego urzędu gminy, która może szopa odłowić lub zlecić uśmiercenie – mówi w rozmowie z „Super Expressem” szef Fundacji. - W praktyce często jest tak, że nikt nic z nimi nie robi. Zdarza się jednak, że szop zostanie złapany w zastawioną na niego pułapkę i wtedy trafia do takich azylów, jak nasz. W całej Polsce jest tylko kilka takich miejsc.