Auta inspektor budowlanej płonęły jak zapałki. Śledczy odkryli, kto miał zlecić atak

Trzy spalone samochody, uszkodzony dom i straty na ponad 300 tysięcy złotych. To efekt dwukrotnych podpaleń w Legnicy, które według śledczych były zemstą za działania urzędnicze. Mężczyzna, który miał zlecić podpalenia, trafił do aresztu.

Do dramatycznych zdarzeń doszło w nocy 30 czerwca i 13 sierpnia 2026 roku na jednej z posesji w Legnicy. Najpierw podpalono Lexusa o wartości 180 tys. zł, od którego zajął się zaparkowany obok Renault. Ogień uszkodził też elewację budynku. Miesiąc później spłonęło Mitsubishi warte 70 tys. zł. Wszystkie pojazdy należały do Powiatowego Inspektora Nadzoru Budowlanego. Jak ustalili śledczy, podpalenia były odwetem za czynności służbowe, które inspektor prowadziła wobec domu seniora pod Legnicą. Według prokuratury miał je zlecić 53-letni Marek Ś., prezes spółki prowadzącej placówkę.

- Prokurator wyjątkowo nagannie ocenił motywację, jaka leżała u podstaw procesów decyzyjnych Marka Ś., którymi kierował się przy popełnieniu przestępstw, albowiem podejrzany zlecił je w odwecie za legalne działania organów administracji architektoniczno - budowlanej. Dwukrotne akty zemsty niosły zagrożenie nie tylko dla mienia, ale i dla życia pokrzywdzonych

- informuje Liliana Łukasiewicz, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Legnicy.

Po nitce do kłębka. Jak policja trafiła na zleceniodawcę?

Sprawą zajęli się legniccy policjanci, którzy od początku byli pewni, że mają do czynienia z celowym działaniem. Kluczowe okazało się skrupulatne zebranie i przeanalizowanie dowodów.

- Trzy samochody spłonęły, ogień uszkodził elewację budynku, a straty przekroczyły 300 tysięcy złotych. Legniccy policjanci, wspólnie z prokuraturą, intensywnie pracowali nad ustaleniem osób odpowiedzialnych za serię podpaleń. Skrupulatna analiza zabezpieczonych śladów, nagrań i zgromadzonych informacji doprowadziła funkcjonariuszy najpierw do osób podejrzewanych o wykonanie podpaleń, a następnie do mężczyzny, który według ustaleń śledczych miał je zlecić

- wyjaśnia nadkom. Jagoda Ekiert z Komendy Miejskiej Policji w Legnicy.

Kim są zatrzymani? Zleceniodawca, pośredniczka i wykonawcy

Mózgiem całej operacji według prokuratury miał być 53-letni Marek Ś. Mimo że nie przyznał się do winy, sąd nie dał wiary jego wersji i zastosował wobec niego najsurowszy środek zapobiegawczy - tymczasowe aresztowanie na okres trzech miesięcy. Za podżeganie do zniszczenia mienia grozi mu nawet 10 lat pozbawienia wolności.

Kluczową rolę w sprawie odegrała jego 38-letnia znajoma, Karolina A. To ona, działając jako pośredniczka, miała przekazać zlecenie swojemu bratu. Kobieta przyznała się do winy i złożyła obszerne wyjaśnienia, które pogrążyły 53-latka. Dzięki współpracy z prokuraturą, zastosowano wobec niej łagodniejsze środki w postaci dozoru policyjnego i poręczenia majątkowego, jednak jej również grozi kara do 10 lat więzienia.

Bezpośrednim wykonawcą obu podpaleń był 37-letni Dawid A., brat Karoliny. Za wykonanie "brudnej roboty" otrzymał za pośrednictwem siostry łącznie 2,5 tysiąca złotych. Mężczyzna także przyznał się do zarzucanych mu czynów i trafił do aresztu na dwa miesiące. W drugim z pożarów pomagał mu 36-letni Marcin O. Choć nie przyznał się do świadomego udziału w przestępstwie, potwierdził, że był na miejscu zdarzenia i przyjął za to swoją dolę - 500 złotych. Jemu grozi do 5 lat za kratkami.

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki