Poznali się przez Internet i na początku nic nie wskazywało, że skończy się horrorem. Mateusz J. ze wsi Gaiki na Dolnym Śląsku zwabił Małgorzatę z Wielkopolski do swojego domu pod pretekstem wspólnego życia. Obiecywał złote góry, zapewniał o swoim uczuciu. Gdy kobieta zdecydowała się do niego przyjechać, uwięził ją w pomieszczeniu gospodarczym niedaleko domu i zrobił z niej swoją niewolnicę.
Małgorzata J. - ze względu na stan zdrowia psychicznego - była nieporadna. Długie lata nie umiała się przeciwstawić i uwolnić. Tymczasem, lista tortur była coraz dłuższa. Jak ustalili śledczy po tym, jak kobieta trafiła do szpitala i w końcu poprosiła o pomoc, mężczyzna od lipca 2020 do sierpnia 2024 roku więził Małgorzatę J., trzymał zamkniętą w oborze na kłódkę, bił pięściami i różnymi przedmiotami, gwałcił drewnianą pałką, wyprowadzał na powietrze w kominiarce, golił głowę na łysko, głodził, ograniczał dostęp do wody.
Kopał pokrzywdzoną ze szczególnym okrucieństwem, uderzał gumowym wężem ogrodowym, drewnianą lampką, deską, doprowadzając pokrzywdzoną do próby targnięcia się na własne życie przez podcięcie sobie żył - mówił na sali sądowej, podczas ogłaszania pierwszego wyroku, sędzia Michał Misiak, który podkreślał, że choć kobieta w miejscu swojego uwięzienia znalazła się dobrowolnie i nie podjęła żadnej próby wydostania się stamtąd, to winą Mateusza J. jest to, że doprowadził Małgorzatę do stanu uległości i całkowitego posłuszeństwa.
Kobieta nie była zdolna do sprzeciwu, a mężczyzna czasami pozwalał swojej ofierze wyjść do biblioteki czy na spacer.
Policjanci pracujący przy sprawie mówili, że nawet zwierzę nie zasługiwałoby na takie warunki - grzmiał na sali sędzia Michał Misiak wysyłając mężczyznę za kratki na dożywocie.
Mateusz J. przysłuchiwał się pierwszemu wyrokowi bez żadnych emocji. Nie wyraził ani żalu, ani skruchy. Nie przeprosił swojej ofiary. Skorzystał jednak ze swojego prawa i odwołał się od wyroku pierwszej instancji.
Właśnie Sąd Apelacyjny we Wrocławiu złagodził mu wyrok. Jak poinformowała media rzeczniczka sądu, sędzia Małgorzata Lamparska, Mateusz J. usłyszał karę 25 lat więzienia, z zastrzeżeniem, że będzie mógł ubiegać się o przedterminowe zwolnienie z więzienia dopiero po 20 latach. Kara będzie się odbywać w systemie terapeutycznym.
Wyrok jest prawomocny.