Doniosła na 12-latka sprzedającego lemoniadę. Finał sprawy chwyta za serce

12-letni Fabian z Bogatyni postanowił samodzielnie zebrać pieniądze na podręczniki szkolne, sprzedając lemoniadę. Niestety, jego inicjatywa nie wszystkim się spodobała i ktoś powiadomił straż miejską. Finał tej interwencji był jednak niezwykle zaskakujący.

Obraz bez opisu - materiał na naszym portalu
Autor: Straż Miejska w Bogatyni/ Materiały prasowe

Chciał zarobić na książki, wezwano straż miejską w Bogatyni

Młody mieszkaniec Bogatyni postanowił wspomóc budżet domowy i samemu zdobyć fundusze na szkolne książki. W tym celu chłopiec sporządził orzeźwiający napój i zorganizował małe stanowisko w pobliżu lokalnego szpitala. Pomysł 12-latka nie spotkał się jednak z powszechną aprobatą. Jak przekazała inspektor Ewelina Banaś z miejscowej straży miejskiej, na numer alarmowy zadzwoniła jedna z mieszkanek. 

- Dyżurny straży miejskiej otrzymał zgłoszenie od mieszkanki Bogatyni, że chłopiec sprzedaje niedaleko szpitala lemoniadę i prosi o interwencję, ponieważ ona uważa, że jest to niedopuszczalne

- relacjonuje Radiu Eska inspektor Ewelina Banaś.

Interwencja strażniczek hitem internetu

Pod wskazany adres natychmiast wysłano strażniczki miejskie. Zastały tam młodego przedsiębiorcę, który w bardzo profesjonalny sposób podchodził do swojej pracy. Funkcjonariuszki były pod wrażeniem jego zaangażowania.

- Dyżurny skierował mnie i koleżankę z patrolu na miejsce. Potwierdziłyśmy rzeczywiście, że siedzi chłopiec, ku naszemu zdziwieniu miał na sobie rękawiczki gumowe, jednorazowe kubki, wszelkie sanepidowskie obostrzenia były zachowane. Aby nie stresować chłopca podeszłyśmy z uśmiechem i zapytałyśmy ile kosztuje duża lemoniada, a ile mała. Chłopiec poinformował również, w jakim celu wystawił to swoje stoisko. Powiedział, że zbiera na książki do szkoły. W tym momencie naprawdę ruszyło nas to, co powiedział

- przyznaje Radiu Eska funkcjonariuszka.

Reakcja mundurowych była absolutnie nieoczekiwana. Skontaktowały się ze swoim komendantem, który z entuzjazmem przyjął ich propozycję. Na miejsce przybył kolejny patrol i wspólnie wykupili cały zapas napoju przygotowany przez chłopca, czyli około 4-5 litrów lemoniady Fabiana.

- Nie ukrywajmy, że każda interwencja, którą nam się zgłasza, jesteśmy zobowiązani podjąć i na każde zgłoszenie reagujemy, a jak zakańczamy to jest w naszej gestii, bo przede wszystkim jesteśmy ludźmi, a strażnikami bywamy

- skomentowała na koniec inspektor Banaś.

Babcia 12-latka nie kryje wzruszenia

Zaskakujące zachowanie straży miejskiej spotkało się z ogromną wdzięcznością ze strony bliskich 12-latka. W wywiadzie z Radiem Eska, babcia Fabiana, Agnieszka Liczbińska, nie ukrywała silnych emocji, a jednocześnie była zszokowana, że ktoś w ogóle zgłosił sprawę odpowiednim służbom.

- Powiedział do mnie, żebym się nie martwiła, bo on sobie zarobi na te książki. Przyszedł do domu, zrobił lemoniadę i poszedł sprzedawać. Bardzo przykro mi się zrobiło, jak się dowiedziałam, że ktoś wezwał straż miejską. Byłam zszokowana. Co to przeszkadza ludziom, a chciał przecież dobrze zrobić. Urzekła mnie postawa strażniczek miejskich. Jestem pod wrażeniem

- tłumaczy w Radiu Eska pani Agnieszka.

Jak zareagował na to sam zainteresowany? Fabian szczerze wyznał, że pojawienie się funkcjonariuszy na początku wywołało u niego spory niepokój.

- Wpadłem na pomysł, żeby nie brać cały czas pieniędzy od rodziców, czy od babci, tylko żeby zrobić samemu coś. Obawiałem się, że dostanę mandat. Reakcja strażniczek była inna, wykupili ode mnie całą lemoniadę

przyznaje nastolatek.

Lawina dobra i wielkie plany na przyszłość 12-letniego Fabiana

Zdarzenie z Bogatyni szybko rozprzestrzeniło się w mediach, wzruszając tysiące osób w całej Polsce. Do rodziny zaczęły odzywać się osoby z różnych stron kraju, oferując swoje wsparcie i pomoc.

- Jest kilka osób, które chce zaproponować kolonię Fabianowi. Za książki, ten pan co miał mieć zapłacone, zadzwonił z propozycją. My chcemy jednak zapłacić mu za te książki. Pan z Gdańska chce nam zafundować kolonię. Jesteśmy w szoku. Emeryt z końca Polski zadzwonił i powiedział, że nie ma dużo pieniążków, ale za taką inicjatywę chce chłopaka wspomóc i wysłał pieniądze

- zdradza pani Agnieszka.

Jak się okazało, to nie pierwsza przedsiębiorcza akcja młodego chłopaka, który w przeszłości zajmował się również sprzedażą owoców. Zgodnie ze słowami babci, w przyszłości „będzie miał swój biznes”. Fabian zapowiedział też, że jego plany na tym się nie kończą. W niedalekiej przyszłości zamierza powrócić do sprzedaży lemoniady, a dodatkowo oferować drożdżówki. Celem jest zebranie pieniędzy na wakacje oraz zakup wymarzonego motocykla.

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki