Dramatyczny apel przedsiębiorców z Lądka-Zdroju. "Robią wszystko, żebyśmy mieli pod górkę"

Przedsiębiorcy z Lądka-Zdroju (woj. dolnośląskie) są wściekli. Ich zdaniem, władze miasteczka robią wszystko, by zbankrutowali. - Burmistrz zamknął nam drogę wokół ratusza i nie promuje gminy - grzmią i alarmują, że po powodzi w 2024 roku staczają się na finansowe dno. Szczegóły w artykule.

"Powódź to nie było najgorsze, co mogło nas spotkać"

Mali, lokalni przedsiębiorcy z Lądka-Zdroju w trakcie powodzi i zaraz po niej musieli walczyć nie tylko o swoje zdrowie i dobytek, ale też i przyszłość. Wypompowanie wody z lokali, w których prowadzili swoje sklepiki, to był dopiero pierwszy krok. Potem było osuszanie, remonty i wyglądanie światełka w tunelu, że będzie lepiej. Wielu wierzyło, że po tym wszystkim uda się wrócić do normalności. Niestety, optymizm szybko wygasł.

- Przeliczyliśmy się, cały czas mamy rzucane pod nogi kłody

- mówi Super Expressowi Waldemar Załucki, który w Lądku prowadzi sklep z kryształami.

Mężczyzna dodaje, że obecna sytuacja jest dla niego gorsza niż sama powódź.

- Powódź to nie było najgorsze, co mogło nas spotkać. Teraz jesteśmy lekceważeni, pomijani i władze samorządowe robią wszystko, żebyśmy mieli jeszcze bardziej pod górę

- mówi mężczyzna.

Konflikt o rynek. Poszło o donice i mandaty

Takiego samego zdania są inni biznesmeni. Prowadzą na rynku sklep zoologiczny, kwiaciarnię czy sklep z odzieżą, ale klientów mają coraz mniej. Dlaczego? Władze Lądka-Zdroju zamknęły ruch samochodowy na rynku. Przedsiębiorcy twierdzą, że barierki i ozdobne donice odcięły ich od kupujących, a straż miejska jest bezlitosna dla tych, którzy próbują zaparkować w pobliżu.

- Postawiono donice, a kierowcy aut, którzy parkują niedaleko, żeby przyjść do nas na zakupy, dostają mandaty od straży miejskiej. Słyszymy, że to dlatego, że trwa remont na rynku

- mówią przedsiębiorcy.

Burmistrz odpiera zarzuty: "Rynek to zabytek"

Burmistrz Tomasz Nowicki zaprzecza, jakoby zamknięcie rynku było nową decyzją. Tłumaczy, że rynek został wyłączony z ruchu samochodowego już po przebudowie w 2003 roku, aby chronić jego zabytkowy charakter i walory turystyczne.

- Po roku 2010 otwarto dla ruchu samochodowego jedną północną pierzeję rynku, by ułatwić klientom dostęp do funkcjonujących tu punktów handlowych i usługowych. Organizacja ruchu od tego czasu pozostaje niezmienna

- mówi Tomasz Nowicki.

Włodarz dodaje, że zdania mieszkańców na temat ruchu w rynku są podzielone.

- Są też jednak głosy przeciwko takiemu rozszerzeniu. Nie brakuje też głosów za całkowitym zakazem wjazdu na rynek

- dodaje Nowicki.

Gdzie są turyści? Spór o promocję gminy

Handlowcy apelują o intensywniejszą promocję Lądka-Zdroju, który wciąż kojarzy się wielu osobom wyłącznie ze zniszczeniami po pęknięciu tamy w Stroniu Śląskim.

- Rozumiemy, że ratusz musi być wyremontowany, ale dlaczego naszym kosztem? Turystów praktycznie już nie ma

- mówi Załucki.

Burmistrz kontruje te argumenty, wyliczając konkretne kwoty przeznaczone na marketing.

- W tegorocznym budżecie na te działania została przeznaczona kwota 572 200,00 zł. Rozumiemy problemy przedsiębiorców działających na obszarze rynku. Podobnie jak w innych przestrzeniach, które zostały bezpośrednio dotknięte falą powodziową we wrześniu 2024 roku wciąż trwa tu odbudowa infrastruktury publicznej, budynków i lokali prywatnych. Przedsiębiorców, których bezpośrednio dotknęła powódź jest w gminie około 200, a konsekwencje tego zdarzenia odczuwają wszyscy przedsiębiorcy, szczególnie z branż turystycznych

-  dodaje na koniec Nowicki.

Trauma, która nie mija

Choć we wrześniu miną dwa lata od powodzi, w Kotlinie Kłodzkiej rany wciąż są świeże. Krajobraz po pęknięciu tamy na rzece Morawce w Stroniu Śląskim na zawsze zmienił życie mieszkańców Lądka i okolicznych miejscowości. Dla wielu z nich walka o przetrwanie biznesu jest równie trudna, co starcie z żywiołem dwa lata temu.

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki