"Powódź to nie było najgorsze, co mogło nas spotkać"
Mali, lokalni przedsiębiorcy z Lądka-Zdroju w trakcie powodzi i zaraz po niej musieli walczyć nie tylko o swoje zdrowie i dobytek, ale też i przyszłość. Wypompowanie wody z lokali, w których prowadzili swoje sklepiki, to był dopiero pierwszy krok. Potem było osuszanie, remonty i wyglądanie światełka w tunelu, że będzie lepiej. Wielu wierzyło, że po tym wszystkim uda się wrócić do normalności. Niestety, optymizm szybko wygasł.
- Przeliczyliśmy się, cały czas mamy rzucane pod nogi kłody
- mówi Super Expressowi Waldemar Załucki, który w Lądku prowadzi sklep z kryształami.
Mężczyzna dodaje, że obecna sytuacja jest dla niego gorsza niż sama powódź.
- Powódź to nie było najgorsze, co mogło nas spotkać. Teraz jesteśmy lekceważeni, pomijani i władze samorządowe robią wszystko, żebyśmy mieli jeszcze bardziej pod górę
- mówi mężczyzna.
Konflikt o rynek. Poszło o donice i mandaty
Takiego samego zdania są inni biznesmeni. Prowadzą na rynku sklep zoologiczny, kwiaciarnię czy sklep z odzieżą, ale klientów mają coraz mniej. Dlaczego? Władze Lądka-Zdroju zamknęły ruch samochodowy na rynku. Przedsiębiorcy twierdzą, że barierki i ozdobne donice odcięły ich od kupujących, a straż miejska jest bezlitosna dla tych, którzy próbują zaparkować w pobliżu.
- Postawiono donice, a kierowcy aut, którzy parkują niedaleko, żeby przyjść do nas na zakupy, dostają mandaty od straży miejskiej. Słyszymy, że to dlatego, że trwa remont na rynku
- mówią przedsiębiorcy.
Burmistrz odpiera zarzuty: "Rynek to zabytek"
Burmistrz Tomasz Nowicki zaprzecza, jakoby zamknięcie rynku było nową decyzją. Tłumaczy, że rynek został wyłączony z ruchu samochodowego już po przebudowie w 2003 roku, aby chronić jego zabytkowy charakter i walory turystyczne.
- Po roku 2010 otwarto dla ruchu samochodowego jedną północną pierzeję rynku, by ułatwić klientom dostęp do funkcjonujących tu punktów handlowych i usługowych. Organizacja ruchu od tego czasu pozostaje niezmienna
- mówi Tomasz Nowicki.
Włodarz dodaje, że zdania mieszkańców na temat ruchu w rynku są podzielone.
- Są też jednak głosy przeciwko takiemu rozszerzeniu. Nie brakuje też głosów za całkowitym zakazem wjazdu na rynek
- dodaje Nowicki.
Gdzie są turyści? Spór o promocję gminy
Handlowcy apelują o intensywniejszą promocję Lądka-Zdroju, który wciąż kojarzy się wielu osobom wyłącznie ze zniszczeniami po pęknięciu tamy w Stroniu Śląskim.
- Rozumiemy, że ratusz musi być wyremontowany, ale dlaczego naszym kosztem? Turystów praktycznie już nie ma
- mówi Załucki.
Burmistrz kontruje te argumenty, wyliczając konkretne kwoty przeznaczone na marketing.
- W tegorocznym budżecie na te działania została przeznaczona kwota 572 200,00 zł. Rozumiemy problemy przedsiębiorców działających na obszarze rynku. Podobnie jak w innych przestrzeniach, które zostały bezpośrednio dotknięte falą powodziową we wrześniu 2024 roku wciąż trwa tu odbudowa infrastruktury publicznej, budynków i lokali prywatnych. Przedsiębiorców, których bezpośrednio dotknęła powódź jest w gminie około 200, a konsekwencje tego zdarzenia odczuwają wszyscy przedsiębiorcy, szczególnie z branż turystycznych
- dodaje na koniec Nowicki.
Trauma, która nie mija
Choć we wrześniu miną dwa lata od powodzi, w Kotlinie Kłodzkiej rany wciąż są świeże. Krajobraz po pęknięciu tamy na rzece Morawce w Stroniu Śląskim na zawsze zmienił życie mieszkańców Lądka i okolicznych miejscowości. Dla wielu z nich walka o przetrwanie biznesu jest równie trudna, co starcie z żywiołem dwa lata temu.