Katastrofa śmigłowca pod Strzegomiem. Zginęły dwie osoby. Szokujące ustalenia!

2020-07-27 12:35 Ewa Gazda
Wypadek helikoptera w Strzegomiu
Autor: OSP Strzegom

Do katastrofy doszło 30 czerwca pod Strzegomiem. Po godz. 20.00 w pobliżu miasta rozbił się lekki śmigłowiec z dwiema osobami na pokładzie. Niestety, obaj mężczyźni zginęli. Państwowa Komisja Badań wypadków Lotniczych opublikowała wstępny raport ze śledztwa. Ustalenia śledczych są szokujące.

Katastrofa miała miejsce 30 czerwca po godz. 20.00. Śmigłowiec rozbił się na obrzeżach Strzegomia w pobliżu DK 5. - Do zdarzenia doszło dokładnie na obrzeżach miasta. Ultralekki śmigłowiec spadł na pola obok drogi - informował Łukasz Grzelak, rzecznik prasowy PSP w Świdnicy.

Jak ustalił Super Express, jedną z ofiar jest Bogdan S., znany w okolicy pilot. Mężczyzna miał prywatne lądowisko w Stawiskach, tuż pod Strzegomiem. Cieszył się powszechną sympatią i uznaniem. Drugą ofiarę wypadku jest 48-letni mieszkaniec Strzegomia, znajomy pana Bogdana.

Przyczyny wypadku wyjaśnia prokuratura, a także Państwowa Komisja Badań wypadków Lotniczych, która opublikowała wstępny raport. Jak czytamy w raporcie, śmigłowiec miał pokonać trasę około 7 kilometrów. Do katastrofy doszło około 5 kilometrów od miejsca startu. Jak zeznali świadkowie, zderzenie śmigłowca z ziemią poprzedziły "nienormalne odgłosy pracy zespołu napędowo-wirnikowego".

Śledczy ustalili, że pilot "nie posiadał żadnych oficjalnych kwalifikacji do pilotowania śmigłowca". To jednak nie wszystkie szokujące fakty. Według śledczych śmigłowiec Phoenix UH-22 stanowił przeróbkę certyfikowanej, zużytej maszyny. Był to 30-letni śmigłowiec Robinson R-22 Beta.

Do kategorii ultralekkiej został "przeklasyfikowany" w wyniku przeróbki. Polegała ona przede wszystkim na wymianie oryginalnych łopat wirnika na lżejsze, kompozytowe, pozbawione jednak jakichkolwiek oznaczeń. Nowe elementy nie zostały jednak wyprodukowane przez firmę z certyfikatem producenta lotniczego.

"Pilot-właściciel śmigłowca był „przyuczany” do jego pilotowania przed wymianą łopat przez dwie różne osoby i w trakcie tego „przyuczania” wylatał ok. 50 godzin. Po wymianie łopat na śmigłowcu wylatano 3 godz. 13 minut (wliczając lot zakończony wypadkiem)" - ustalili śledczy.

Jednocześnie Państwowa Komisja Badania Wypadków Lotniczych nie stwierdziła usterki technicznej, która mogła wystąpić przed wypadkiem. "W trakcie oględzin szczątków nie stwierdzono objawów żadnej możliwej do wykrycia niesprawności technicznej statku powietrznego, jaka mogła występować przed wypadkiem, poza wyraźnym niedoklejeniem krawędzi spływu jednej z łopat wirnika głównego w pobliżu nasady" - czytamy na końcu raportu.

Śledztwo prokuratury w tej sprawie trwa nadal. Raport PKBWL dostępny jest TUTAJ.

Dwa razy obrabował ten sam bank w Opolu?!

Rozwijamy nasz serwis dzięki wyświetlaniu reklam.

Blokując reklamy, nie pozwalasz nam tworzyć wartościowych treści.

Wyłącz AdBlock i odśwież stronę.