Pięć miesięcy po tragedii, która wstrząsnęła całą Polską, mama 11-letniej Danusi z Jeleniej Góry zdecydowała się przerwać milczenie. W niezwykle poruszającej rozmowie z TVN24 opowiedziała o ostatnich, szczęśliwych dniach córki, fali wsparcia, jaka spłynęła na rodzinę, ale także o bólu i poczuciu bezsilności wobec procedur.
Ostatnie dni Danusi. "Była bardzo szczęśliwa"
Z opowieści mamy wyłania się obraz wrażliwej i mądrej dziewczynki, która właśnie zaczynała w pełni rozumieć siebie. Dziewczynka uwielbiała chodzić do szkoły i, jak podkreśla jej mama, nigdy nie doświadczyła tam przemocy rówieśniczej. Była w przełomowym momencie swojego życia.
- Była w momencie wielkiego rozkwitu. Mocno uwierzyła w siebie i jestem pewna, że pomogło jej w tym harcerstwo. To, że została na podzastępową. Bardzo aktywnie tam działała. Była otoczona gronem koleżanek i przyjaciółek
- mówiła reporterce TVN24. Dzień, w którym zginęła, miał być radosny.
- Tego dnia pierwszy raz w życiu pomalowała paznokcie bezbarwnym lakierem, pomalowała usta błyszczykiem i szykowała się do szkoły. Tego dnia nie mieli mieć lekcji, tylko pojechali do kina i bardzo się na ten dzień cieszyła. Była bardzo szczęśliwa w tym ostatnim okresie szczególnie
- wspomina mama Danusi.
Tragedia przy strumyku
Przypomnijmy, do dramatu doszło 15 grudnia 2025 roku w Jeleniej Górze. Ciało 11-latki z ranami zadanymi ostrym narzędziem znaleziono w pobliżu Szkoły Podstawowej nr 10. - Około godz.15.00, w Jeleniej Górze, w pobliżu ulicy Wyspiańskiego, przy strumyku, ujawniono zwłoki 11-letniej dziewczynki. Na jej ciele widoczne były obrażenia, zadane ostrym narzędziem - informowała wówczas Ewa Węglarowicz-Makowska, rzecznik Prokuratury Okręgowej.
W związku ze sprawą zatrzymano 12-latkę. Ze względu na jej wiek, postępowanie toczy się przed sądem rodzinnym za zamkniętymi drzwiami.
Szokujący zwrot akcji. Rodzice sami znaleźli telefon córki
Jednym z najbardziej bolesnych wątków, które poruszyła mama Danusi, była sprawa telefonu córki. Rodzina przez wiele tygodni żyła w przekonaniu, że aparat został zabezpieczony przez śledczych.
- Nikt nam tego nie powiedział. Byliśmy zapewniani, że są zabezpieczone dwa telefony i byliśmy zapewniani, że jeden z nich jest Danusi
- wyznała reporterce.
Prawda okazała się inna i była dla niej druzgocąca. Dowiedziała się o tym po około 5-6 tygodniach. - Przyjaciele zbierali mnie z podłogi w pracy. To był dla mnie duży cios. Ufałam w to, co usłyszałam, że telefon jest, a żal miałam, że nie zostaliśmy poinformowani, że tego telefonu nie ma.
Zdeterminowani rodzice postanowili wziąć sprawy w swoje ręce. - Mąż pożyczył wykrywacz metali i poszliśmy tam - opowiada. Niespodziewanie, kilkadziesiąt metrów od miejsca zbrodni, był ukryty w mule. To rodzice natrafili na zaginiony telefon córki.
Postępowanie za zamkniętymi drzwiami. "Nie mamy poczucia, że państwo nas chroni"
Mama Danusi opowiedziała także o frustracji związanej z tajnością postępowania. Rodzina ma ograniczony wgląd w akta i nie jest informowana o postępach w sprawie.
- Ustawa o nieletnich z założenia chroni tych nieletnich, którzy są zdemoralizowani bardzo często nie ze swojej winy, ale to skutkuje tym, że te dzieci które doświadczyły tragedii, brak Danusi, sąsiad, który był świadkiem zdarzenia. Cała społeczność, szczególnie dzieci z klasy Danusi, która była tak bardzo zżyta i zaprzyjaźniona ze sobą w grupie, nie ma takiego poczucia, że państwo je chroni. My dorośli nie mamy takiego poczucia
- powiedziała w wywiadzie dla TVN24.
W lokalnej społeczności panuje strach. - Strach dotyczy tego, że wróci i będzie dalej chodziła do szkoły. Będzie musiała być uczona przez tych samych nauczycieli i że nie poniesie żadnych konsekwencji - tłumaczy kobieta.
"To nie było po nic". Przesłanie mamy Danusi
Mimo niewyobrażalnej traumy, mama Danusi próbuje nadać jej śmierci głębszy sens. Jest przekonana, że ta tragedia musi stać się przestrogą.
- To nie było po nic, to było po to, żeby uratować innych, żeby innym otworzyć oczy. Szczególnie, że wydarzyło się to w tak okrutny sposób. Ona nie zginęła pod kołami samochodu przez nieuwagę kierowcy albo swoją. Ona zginęła przez poderżnięcie gardła. Tego się nie robi przez przypadek
- mówi z mocą.
Symbolem pamięci o Danusi stały się bransoletki, które dziewczynka uwielbiała robić.
- Danusia robiła ich setki. Sprzedawała je, zarabiała na kolonie, ale wydawała te pieniądze na pomoc innym najczęściej. To jest jedna z pierwszych bransoletek, które Danusia dla mnie zrobiła. Jest na niej napisane "mamusia"”
- powiedziała, pokazując pamiątkę reporterce. W odpowiedzi na tragedię powstał też kolektyw "Dobro", który ma na celu ochronę dzieci przed przemocą.
Potrzebujesz pomocy? Nie jesteś sam!
Jeżeli jesteś w kryzysie lub znasz kogoś, kto potrzebuje wsparcia, pamiętaj o bezpłatnych numerach pomocowych:
- 800 70 2222 - Centrum Wsparcia dla osób dorosłych w kryzysie psychicznym (całodobowy)
- 800 12 12 12 - Dziecięcy Telefon Zaufania Rzecznika Praw Dziecka (całodobowy)
- 116 111 - Telefon Zaufania dla Dzieci i Młodzieży (całodobowy)
- 116 123 - Telefon wsparcia emocjonalnego dla dorosłych (całodobowy)
- 112 - Numer alarmowy w sytuacjach zagrożenia życia lub zdrowia (całodobowy)
Polecany artykuł: