Zdjęcie wywołało burzę. Na klub spadła fala krytyki
WKS Bombardier to klub działający od kilkunastu lat we Wrocławiu. Szkoli również dzieci i młodzież oraz może pochwalić się wieloma sukcesami. Tymczasem po brutalnym pobiciu ukraińskiej pary przez „Cyca”, jego kompana Tomasza M. (27 l.) i trzeciego, wciąż nieustalonego napastnika, reputacja klubu została poważnie nadszarpnięta.
Wszystko przez zdjęcie przedstawiające Adama C. w towarzystwie innych bokserów. Na fotografii są także dzieci – najmłodsi adepci boksu. Ktoś po pobiciu odnalazł to zdjęcie w internecie i opublikował je w mediach społecznościowych. Pojawiły się również apele, by rodzice zwracali uwagę, gdzie wysyłają swoje dzieci na treningi. W sieci zawrzało, a pod zdjęciem pojawiło się wiele negatywnych komentarzy.
Właściciel klubu: „Nie był naszym klientem ani pracownikiem”
Tymczasem Patryk Jamiński, właściciel Centrum Sportowo-Rekreacyjnego Krakowska 98, którego częścią jest Bombardier, odpiera zarzuty. Podkreśla, że pojawienie się „Cyca” w gymie należącym do klubu miało charakter incydentalny.
- Ja dowiedziałem się, że on w ogóle był u nas w klubie, jak zobaczyłem to zdjęcie. Nie znam w ogóle faceta. Od razu kazałem sprawdzić karnety i badałem sytuację. Nigdy nie był klientem naszego klubu, przyszedł raz albo dwa razy, były tam jakieś treningi, sparingi. Ja z trenerem kompletnie nie akceptujemy takich rzeczy, nie tolerujemy patologii. Nie sprawdzam każdego klienta. Nie wiem, kim jest. Widziałem komentarze pod tymi zdjęciami. Myślałem, żeby wydać jakieś oświadczenie, ale postanowiłem tego nie robić, bo nie chcę wywoływać kolejnej fali hejtu i podsycać tematu. Nie mam wpływu na to, czy on u mnie był. Był. Oczywiście. Jednak na pewno jego noga już nigdy w moim klubie nie postanie, bo my takie zachowania potępiamy – tłumaczy nam Patryk Jamiński, szef klubu i trener judo.
Trener zabrał głos po publikacji zdjęcia
Trener dodaje, że ta „afera zdjęciowa” bardzo dotknęła trenera Piotra Szykulskiego. To znana postać w świecie boksu. Spod jego ręki wyszło nawet kilku mistrzów Polski w tej dyscyplinie. Bombardier to właściwie dzieło Szykulskiego. Tymczasem jedno zdjęcie może to wszystko przekreślić. Jamiński wyraźnie zaznacza również, że Adam C. nie był pracownikiem klubu, a nawet jego klientem.
- Jesteśmy trenerami dzieci, prowadzimy działalność sportową od wielu, wielu lat, wychowaliśmy wielu wspaniałych zawodników. Ten człowiek nigdy w życiu u mnie nie pracował, tym bardziej nie pracował z dziećmi. O tym mogę zapewnić. Jeśli gdzieś ktoś będzie rozpowszechniał takie informacje, to będę musiał reagować. Też byłem w szoku, gdy zobaczyłem zdjęcie z mojej sali i komentarze pod nim. Sprawdzaliśmy wtedy, kiedy u nas był. To było półtora roku temu, brał udział w jakichś sparingach, był dwa, trzy razy, góra. Prowadzę działalność prawie 15 lat i miałem też styczność z kibicami. Miałem kiedyś jednego pana, który, parkując samochód, obraził sąsiada z budynku naprzeciwko. Przyszedłem do niego, oddałem mu 150 zł za karnet i powiedziałem, żeby nigdy więcej do mojego klubu nie przychodził, bo ja nie toleruję takiego zachowania – zakończył Patryk Jamiński.
Zarówno Adam C., jak i Tomasz M. zostali tymczasowo aresztowani. Prokurator postawił im zarzuty pobicia oraz stosowania przemocy z powodu przynależności narodowej. Obu grozi do pięciu lat więzienia.