Znana detektyw o śmierci Magdaleny Majtyki: "Niech nie zgubi was rutyna"
Sprawa tragicznej śmierci aktorki Magdaleny Majtyki poruszyła całą Polskę. Wciąż pojawiają się nowe pytania dotyczące okoliczności jej zaginięcia i odnalezienia ciała. Głos w tej sprawie zabrała znana detektyw Małgorzata Marczulewska. W rozmowie z dziennikiem "Fakt" ekspertka oceniła działania służb i wskazała, co jej zdaniem było kluczowe. Według niej policjanci powinni byli natychmiast zareagować na informację o rozbitym samochodzie.
- Policjanci powinni od razu zareagować na rozbity samochód - mówi "Faktowi" detektyw.
Marczulewska uważa, że funkcjonariusze, którzy znaleźli auto, powinni byli od razu przeszukać okoliczny teren.
- Policja powinna się zainteresować znalezionym samochodem. Dlaczego stoi on w tym miejscu. Zawężanie działania do spisania notatki i uznanie, że samochód został porzucony, jest zgubne. Moim detektywom zawsze powtarzam: niech nie zgubi was rutyna. Nie można zakładać zawsze tego samego scenariusza: to, że w lesie stoi rozbity, zamknięty samochód, nie zawsze oznacza, że został porzucony - mówi detektyw.
Co teraz jest kluczowe w śledztwie?
Detektyw podkreśla, że na obecnym etapie najważniejsze jest zebranie jak największej liczby dowodów, które pomogą wyjaśnić zagadkę śmierci aktorki. Kluczowe będzie prześledzenie jej ostatnich godzin życia.
- Żyjemy w dobie monitoringu, praktycznie na każdym kroku są kamery. Będzie można sprawdzić, czy jechała samochodem sama, jak się poruszała. Swoją drogą jest to przedziwna sprawa - dodaje w rozmowie z "Faktem".
Jednocześnie Marczulewska popiera wstrzemięźliwość prokuratury w udzielaniu szczegółowych informacji mediom, aby nie zaszkodzić dochodzeniu. - Na tym etapie prokurator dobrze robi, że takich informacji nie udziela, żeby nie zaszkodzić śledztwu - dodaje detektyw.
Policja tłumaczy swoje działania. Oficjalny komunikat
W odpowiedzi na pojawiające się wątpliwości, Komenda Miejska Policji we Wrocławiu kilka dni temu wydała oświadczenie. Z komunikatu wynika, że zgłoszenie o samochodzie w Biskupicach Oławskich wpłynęło w czwartek 5 marca około godziny 11:00. Pojazd był zamknięty i znajdował się poza drogą, nie stwarzając zagrożenia.
- Mając na uwadze obowiązujące w tego typu przypadkach standardy działań, funkcjonariusze sporządzili z tych ustaleń stosowną dokumentację i przekazali dyżurnemu jednostki. Wykonano także sprawdzenia w policyjnych systemach informatycznych i pojazd nie figurował jako skradziony - czytamy w komunikacie policji.
Oficjalne zawiadomienie o zaginięciu Magdaleny Majtyki wpłynęło do wrocławskiego komisariatu dopiero kilka godzin później, przed godziną 14:00. Policja zaznacza, że gdy tylko powiązano te dwie sprawy, natychmiast rozpoczęto przeszukania terenu. Funkcjonariusze podkreślają, że w momencie pierwszej interwencji nie było żadnych przesłanek, by sądzić, że auto ma związek z przestępstwem lub zaginięciem.
Co wiemy od prokuratury? Wstępne wyniki sekcji zwłok
Prokurator Damian Pownuk z Prokuratury Rejonowej dla Wrocławia-Fabryczna przekazał jak dotąd wstępne ustalenia po przeprowadzonej sekcji zwłok. Choć nie dają one ostatecznej odpowiedzi, wykluczają jedną z hipotez.
- Ze wstępnych wyników sekcji zwłok wynika, że biegli wykluczyli uraz jako przyczynę zgonu. Ostateczne wnioski będą po przeprowadzeniu badań toskykologicznych i histopatologicznych. Na ostateczne wnioski trzeba będzie poczekać do dwóch miesiecy, ponieważ tyle trwa oczekiwanie na badania toksykologiczne - przekazał prokurator Damian Pownuk.
Śledczy dodają, że na tym etapie nic nie wskazuje na udział osób trzecich.
- W dalszym ciągu nie mamy śladów, czy też dowodów wskazujących na działania osób trzecich - informuje nas prokurator.
Ostatnie godziny życia Magdaleny Majtyki. Zaginięcie i tragiczny finał
Przypomnijmy, że Magdalena Majtyka zaginęła 4 marca 2026 roku. Rano wyjechała z domu na wrocławskich Wojszycach. Ostatni raz kontaktowała się z bliskimi w godzinach południowych, gdy zamierzała odwiedzić koleżankę w Sulimowie. Jej telefon logował się w tej okolicy. Wieczorem, między 21:30 a 22:00, sygnał jej telefonu odnotowano w pobliżu ulicy Karkonowskiej we Wrocławiu. Później ślad po niej zaginął. Następnego dnia, 5 marca, jej mocno poobijany Opel Corsa został znaleziony około 50 kilometrów od Wrocławia. Auto nosiło ślady uderzenia w drzewo, było zamknięte, a w środku nikogo nie było. Na leśnej drodze do dziś można znaleźć fragmenty pojazdu, w tym rozbity reflektor.