Zgorzelec. Kulisy tragicznego wybuchu na stacji paliw
Przypomnijmy, że do koszmarnego zdarzenia doszło w piątek, 20 stycznia, około godz. 13, na stacji paliw przy ul. Daszyńskiego. - Zmarły i poszkodowani to pracownicy zewnętrznej firmy, która od 9 stycznia wykonywała prace remontowe przy tym zbiorniku. Według ustaleń śledczych to były różne działania, także spawanie. W dniu wypadku prace miały się zakończyć - mówi prok. Jolanta Lipińska-Grzeszczuk, zastępca prokuratora rejonowego w Zgorzelcu.
Przegląd prowadziło trzech serwisantów z firmy z Bytomia oraz jeden pracownik dozoru technicznego. Wszystko wskazuje na to, że do strasznej tragedii doszło tuż przed końcem prac. Siła wybuchu była tak duża, że wyrzuciła 51-letniego mężczyznę będącego w zbiorniku na kilkanaście metrów w górę. Spadł on na dach sąsiedniego budynku, przebił go i wpadł do środka. Pracownik nie miał szans na przeżycie.
Jego koledzy, którzy byli na zewnątrz, mieli więcej szczęścia, ale również zostali poszkodowani. 58-letni mężczyzna z poważnymi poparzeniami trafił do specjalistycznego szpitala w Poznaniu, a 28-latek w lepszym stanie został przewieziony do szpitala w Nowej Soli.
Prokuratura Rejonowa w Zgorzelcu prowadzi śledztwo w sprawie nieumyślnego spowodowania śmierci jednej osoby i wypadku przy pracy, w którym ucierpiało dwóch pracowników. - Z pewnością będzie konieczna opinia i ekspertyza biegłych, którzy zajmują się takimi remontami – dodaje prok. Jolanta Lipińska-Grzeszczuk.
Prokurator podkreśla, że śledztwo jest na wstępnym etapie, jest prowadzone w sprawie i nikomu nie postawiono żadnych zarzutów. Dodała, że na razie trudno ocenić, czy doszło do jakiegoś błędu i kto go ewentualnie mógł popełnić.