Zbigniew Ratajczak wepchnął 19-latkę do rowu. Wykorzystał Dominikę nożem. "Blisko 50 pchnięć"

2026-04-08 11:19

Zbigniew Ratajczak zaszedł 19-letnią Dominikę od tyłu, chwycił ją za ramiona i wepchnął do przydrożnego rowu. Tam obezwładnił ją, terroryzował nożem. Młoda kobieta wołała o pomoc, błagała oprawcę o litość, ale on pozostawał niewzruszony. Zadał jej blisko 50 ciosów ostrzem, a na koniec znieważył zwłoki ofiary przy jego użyciu. Gdy na sali sądowej przedstawiano szczegóły dotyczące tego, co zrobił mężczyzna, wszyscy byli przerażeni.

Dominika miała zaledwie 19 lat, była pogodną, uśmiechniętą dziewczyną. Chodziła do czwartej klasy technikum ekonomicznego w Zespole Szkół nr 1 w Środzie Śląskiej, ale mieszkała w Komornikach. Dokładnie 17 listopada 2014 roku została na dodatkowych lekcjach z języka angielskiego, bo przygotowywała się do matury. W trakcie zajęć poczuła się gorzej. Poprosiła nauczyciela o to, czy może wyjść wcześniej, a ten się zgodził. Wtedy spakowała się i ruszyła w kierunku domu. Szła poboczem, całkiem sama. Nie wiadomo, czy zdawała sobie sprawę, że ktoś za nią idzie, a nawet jeśli tak, to prawdopodobnie nie podejrzewała, że ta osoba może mieć wobec niej jakieś złe zamiary.

Zaszedł ją od tyłu, nie miała z nim szans. Wskoczył za Dominiką do rowu. "Przycisnął jej ciało swoim"

Tymczasem nieznajomy mężczyzna zaszedł nastolatkę od tyłu. Chwycił Dominikę za ramiona, był od niej znacznie silniejszy. Próbowała się uwolnić, ale nie miała z oprawcą większych szans. Napastnik zepchnął ją do przydrożnego rowu melioracyjnego, a później za nią wskoczył. Obezwładnił 19-latkę, przyciskając jej ciało swoim, i terroryzował nożem. Media opisywały, że wołała o pomoc, błagała oprawcę o litość, ale ten nie miał żadnych skrupułów. Zadał dziewczynie blisko 50 ciosów ostrzem. W późniejszym śledztwie ustalono, że atak miał mieć motyw seksualny. Świadczy o tym również to, co sprawca zrobił ze zwłokami Dominiki, już po jej śmierci. Doszło do znieważenia ciała, lecz z uwagi na drastyczny opis, dobro rodziny i pamięć o poszkodowanej, zdecydowaliśmy nie ujawniać tych szczegółów w naszym programie. Dość powiedzieć, że gdy na sali sądowej odczytywano akta dotyczące tego, co zrobił mężczyzna, wszyscy byli przerażeni.

Poznaj więcej historii: Pokój Zbrodni

Zwyrodnialec po wszystkim zostawił obnażone zwłoki nastolatki w rowie. Do zbrodni doszło zaledwie kilkaset metrów od domu Dominiki. Gdy 19-latka nie wróciła do rodziny, rozpoczęto jej poszukiwania, w które zaangażowali się bliscy i przyjaciele ofiary. Ciało znaleziono następnego dnia, natknął się na nie rowerzysta, było w fatalnym stanie. Przez kolejny miesiąc szukano zabójcy. Funkcjonariusze nie ujawnili, w jaki sposób udało im się do niego dotrzeć, mówiono jednak o niezbitych dowodach i śladach. Powołano specjalną grupę policyjną, która wykorzystywała psy tropiące, a badania prowadzono we współpracy z laboratoriami kryminalistycznymi we Wrocławiu i w Komendzie Głównej Policji. Te wszystkie działania finalnie doprowadziły do zatrzymania podejrzanego. Okazał się nim Zbigniew Ratajczak. Był zaskoczony wizytą mundurowych, ale nie stawiał oporu. Usłyszał zarzut zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem. W czasie śledztwa przyznał się do zbrodni i złożył obszerne wyjaśnienia. Składając zeznania tłumaczył się między innymi tym, że miał ciężki dzień i chciał odreagować. Jego zachowanie wskazywało na to, że mógł mieć jakieś zaburzenia psychiczne.

Wiktor Kalita z gazety „Roland” podawał, że podczas wizji lokalnej sprawca pokazywał funkcjonariuszom, jak rozrzucał ubrania ofiary po całej Środzie Śląskiej. W TVN-ie dziennikarz opowiadał, że nie słyszał tego, co mówił morderca, ale widział jak prowadzi policjantów na miejsce zbrodni, a potem do swojego domu. Wybrał identyczną ścieżkę, którą wcześniej wskazał pies tropiący. Po tym, co zrobił, wrócił do miejsca zamieszkania po rower i przyjechał nim w okolice rowu, w którym zostawił Dominikę. To wtedy zabrał jej rzeczy. Telefon komórkowy znaleziono na ulicy Rakoszyńskiej, elementy ubrania na rynku i w różnych innych częściach miasta.

Dziwny, nieprzyjemny. Zbigniew Ratajczak w przeszłości leczył się psychiatrycznie

Jak to zwykle w tego typu sprawach bywa, sąsiedzi zabójcy mieli o nim różne zdanie. Jedni podawali, że był trochę dziwny, nieprzyjemny, ale nie sądzili, że może być groźny. Inni zeznawali nawet, że był spokojny i pomocny, miał perfekcyjnie wysprzątane mieszkanie, lubił porządek. Był pasjonatem rowerów, dużo czasu spędzał na ich naprawach i czyszczeniu. Jeden z sąsiadów ufał mu na tyle, że prosił go czasem o odprowadzenie lub odbieranie syna z przedszkola. Patrycjusz Medyński z gazety „Roland” dodawał w TVN-ie, że zna Ratajczaka od dzieciństwa, 45-latek miał dużo młodszą żonę, z którą się rozwiódł. Mieszkał sam, a źródłem jego utrzymania miało być zbieranie puszek i złomu. Z ustaleń śledczych wynika ponadto, że mężczyzna w przeszłości leczył się psychiatrycznie, miał też zatargi z policją, lecz były to drobne wykroczenia, za które nie poniósł większej odpowiedzialności. Często zasłaniał się rzekomą niepoczytalnością i problemami zdrowotnymi. Takie metody były skuteczne.

Czytaj także:  3-letni Nikodem zginął w piekle ojczyma. Dusił go smyczą dla psa, bił i kopał. „Ścisnąłem i coś chrupnęło”

Rodzice zamordowanej Dominiki w początkowej fazie działań zgodzili się na rozmowy z dziennikarzami. Pani Wioletta, mama dziewczyny, mówiła wprost, że zabójca jej córki powinien umrzeć w męczarniach, tak jak umierało jej dziecko. - On zabił nie tylko moją córkę, ale i całą naszą rodzinę. Mnie to nie obchodzi, czy był poczytalny, czy nie, musi za to odpowiedzieć – mówiła zapłakana kobieta.

Proces Zbigniewa Ratajczaka śledziło mnóstwo osób, bo zbrodnia wstrząsnęła opinią publiczną. Sąd zezwolił na podanie nazwiska i publikację wizerunku zwyrodnialca. Rozprawy, z uwagi na drastyczność, toczyły się za zamkniętymi drzwiami, z częściowo wyłączoną jawnością. Media docierały jednak do informacji zaczerpniętych od stron postępowania, z których wynikało, że oprawca nie wykazał skruchy i żalu, a podczas odczytywania jego czynów pozostał niewzruszony.

Zobacz galerię zdjęć. Dalsza część materiału znajduje się pod nią.

Cały dzień coś mu przeszkadzało. Agresję wyładował na niewinnej 19-latce

W trakcie śledztwa ustalono, że w dniu, w którym zabił Dominikę, sprzedawczyni w sklepie nie chciała przyjąć od niego butelek na wymianę. Później rozlała mu się także zupa, którą chciał zjeść. Cały dzień coś mu przeszkadzało, a agresja w nim wzbierała. Wtedy natrafił na 19-latkę, na której postanowił wyładować swoją złość. Wybrał przypadkową ofiarę. Przeszłość z problemami psychicznymi i to, jak się zachowywał, sprawiło że obrona wniosła o przeprowadzenie szczegółowych badań pod kątem poczytalności oskarżonego. - To jest po prostu chory człowiek – mówił mecenas. Powołano biegłych, którzy przyglądali się Ratajczakowi, lecz ostatecznie uznali, że jest on osobą poczytalną i może odpowiadać za to, co zrobił.

W lutym 2016 roku Sąd Okręgowy we Wrocławiu skazał mężczyznę na dożywocie oraz nakazał mu zapłacenie łącznie 900 tys. zł rodzicom i bratu Dominiki za poniesione krzywdy, po 300 tysięcy złotych dla każdego z nich. W obszernym uzasadnieniu podkreślono, że Zbigniew Ratajczak wyszedł na ulicę z nożem, z zamiarem zrobienia komuś krzywdy. - Droga była ciemna i nieoświetlona, zauważył pokrzywdzoną i to ją postanowił zaatakować. Sterroryzował ją nożem, próbował zgwałcić, zabił, a na końcu zbezcześcił zwłoki - wyliczał sąd.

Biegli z zakładu w Gostyninie potwierdzili, że sprawca dokonał zabójstwa na tle seksualnym. Jego osobowość oceniono jako egocentryczną – miał liczyć się tylko ze swoimi popędami, nic innego nie miało dla niego znaczenia. Sędzia nie doszukał się także w tych wydarzeniach niczego, co mogłoby być dla oskarżonego okolicznością łagodzącą, stąd wyrok bezwzględnego dożywocia. W ocenie śledczych Dominika była świadoma zagrożenia, prosiła oprawcę o ocalenie życia, a on pozostawał głuchy na jej prośby i zamordował w niezwykle okrutny sposób. Po morderstwie nie miał natomiast wyrzutów sumienia.

Sąd bezlitosny dla sprawcy morderstwa. "Dominika miała plany i marzenia, szansę na dobre życie"

- Oskarżony jest maksymalnie zdemoralizowany, dlatego dożywocie jest jedyną i konieczną karą w obliczu popełnionej przez niego zbrodni – stwierdził sąd. Dodawał, że podziela opinię ekspertów, że Ratajczak byłby skłonny do powtórzenia czynu, więc musi być na stałe odizolowany od społeczeństwa. Prokurator dodawał, że pracuje w tym zawodzie od ponad 30 lat i z tak bezsensownym, okrutnym morderstwem, spotkał się po raz pierwszy. - Oskarżony nie ma empatii, ani poczucia winy. Przedmiotowo traktuje innych ludzi. A pokrzywdzona miała plany, marzenia. Szansę na dobre życie. Znalazła się jednak w złym miejscu i czasie, padła przypadkową ofiarą sprawcy, który te szansę przekreślił – mówiono w sądzie.

Obrona odwołała się od wyroku, prosząc o dodatkowe ekspertyzy. Mecenas utrzymywał bowiem, że zabójca nie jest osobą w pełni świadomą swoich czynów, że ma problemy natury psychicznej. W październiku 2016 roku sąd apelacyjny odrzucił jednak te roszczenia, podtrzymując karę dożywotniego więzienia dla mężczyzny. O przedterminowe zwolnienie będzie on mógł się ubiegać dopiero po 35 latach odsiadki.

Wyrok jest prawomocny.

Sonda
Czy uważasz, że zaostrzenie kar za niektóre przestępstwa to dobry pomysł?
Matka i dwoje dzieci ciężko ranni | Pokój Zbrodni

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki