15 maja mija dokładnie dekada od tragicznych wydarzeń, które wstrząsnęły całą Polską. Na komisariacie policji przy ul. Trzemeskiej we Wrocławiu zmarł 25-letni Igor Stachowiak. W tę bolesną rocznicę jego ojciec, Maciej Stachowiak, odwiedził grób syna. Jak sam przyznaje, czas nie leczy ran, a poczucie krzywdy jest dziś tak samo silne, jak dekadę temu.
- Dla mnie to nie jest 10 lat, to jest tak jakby to było wczoraj. Dzisiejszy poranek to jest ten sam ból, co 10 lat temu
- mówi w rozmowie z "Super Expressem" Maciej Stachowiak.
Największym ciężarem dla rodziny jest poczucie braku sprawiedliwego osądzenia winnych.
- Najbardziej boli brak sprawiedliwości
- podkreśla ojciec zmarłego.
"Sprawa była wygodna dla polityków, a teraz jest niepotrzebna"
Maciej Stachowiak nie kryje rozgoryczenia postawą polityków, którzy jego zdaniem wykorzystali tragedię syna do własnych celów. Jak twierdzi, przed wyborami wielu z nich głośno mówiło o "zamordowaniu człowieka na komisariacie", jednak po zmianie władzy zainteresowanie sprawą ucichło.
- Mam wrażenie, że sprawa była wygodna dla polityków, jak byli w opozycji, a teraz jest im niepotrzebna. Wygląda na to, że cała sprawa przestała interesować polityków. Przed zmianą władzy bardzo chętnie się angażowali. Wielokrotnie mówili, że zamordowano człowieka na komisariacie. Skończyły się wybory i paliwa politycznego nie potrzeba
- mówi nam ojciec Igora.
Śmierć na komisariacie. Jak zginął Igor Stachowiak?
Tragedia rozegrała się w maju 2016 roku. Igor Stachowiak został zatrzymany w centrum Wrocławia, a następnie przewieziony na komisariat przy ul. Trzemeskiej. Tam, w niewielkiej łazience bez monitoringu, był torturowany. Policjanci użyli wobec niego paralizatora, co zostało zarejestrowane przez kamerę wbudowaną w urządzenie. Nagranie, które później ujawniono, pokazało brutalność interwencji i ostatnie chwile życia 25-latka.
Czterej byli funkcjonariusze - Łukasz R., Paweł G., Paweł P. i Adam W. - zostali prawomocnie skazani za przekroczenie uprawnień i znęcanie się nad zatrzymanym. Sąd wymierzył im kary od 2 do 2,5 roku bezwzględnego pozbawienia wolności. Wszyscy skazani odbyli już swoje wyroki. Kluczowe w sprawie było jednak to, że sąd okręgowy uznał, iż bezpośrednią przyczyną śmierci Igora był stan tzw. excited delirium, wywołany zażyciem środków odurzających, a nie użycie tasera.
Nowa nadzieja i "syf i zgnilizna" w systemie
Mimo prawomocnego wyroku i oddalenia kasacji przez Sąd Najwyższy, ojciec Igora nie traci nadziei na wznowienie postępowania. Pojawiły się bowiem nowe okoliczności - opinia biegłej dr Marii Rydzewskiej-Dudek, która wskazała, że przyczyną zgonu mogło być uduszenie gwałtowne. Na tej podstawie złożono wniosek o ponowne wszczęcie śledztwa.
Prokuratura Krajowa uznała jednak, że pociągnięcie policjantów do odpowiedzialności karnej nie jest możliwe, ponieważ zostali już prawomocnie skazani w tej sprawie, choć z innego paragrafu. Ostateczna decyzja należy do Prokuratora Generalnego.
- Panuje spychologia. Czekamy oczywiście na rozstrzygnięcie, ale wygląda to tak jakby tej sprawy nikt nie chciał wyjaśnić. Chyba biorą nas na przeczekanie
- komentuje Maciej Stachowiak.
- Jako normalny człowiek, który widzi ten syf i zgniliznę, ja tego nie rozumiem. Nikt nie chce tego wyjaśnić. Mówimy o śmierci człowieka, a nie np. o defraudacji pieniędzy
- podkreśla.
Rodzina czeka również na decyzję Europejskiego Trybunału Praw Człowieka.
- Nasze jedyne możliwości są takie, że czekamy na decyzję Europejskiego Trybunału Praw Człowieka. Jeśli przyznają, że Igor był torturowany i proces był źle przeprowadzony, poprosimy o ponowne wznowienie procesu. Na tę decyzję czekamy już kilka lat
- wyjaśnia nam ojciec Igora.
Apelacja w sprawie śmierci Igora Stachowiaka
Apel do premiera i zapowiedź protestów
W obliczu poczucia bezsilności i braku reakcji ze strony polityków, Maciej Stachowiak, działając w ramach Fundacji im. Igora Stachowiaka, zapowiada dalsze kroki.
- Chcemy napisać jako fundacja do premiera Donalda Tuska, bo czujemy się odpychani. Chciałbym tylko sprawiedliwości i tak naprawdę kogoś, kto będzie chciał, żeby prawda wyszła na światło dzienne. Po to, żeby obnażyć po prostu to, co się stało
- mówi.
Ojciec Igora Stachowiaka stawia sprawę jasno i zapowiada, że jeśli jego apel pozostanie bez odpowiedzi, walka o sprawiedliwość przeniesie się na ulice.
- Apeluję o to, żeby w sprawę zaangażował się premier Donald Tusk. Jeśli nie będzie reakcji, jako fundacja nie odpuścimy tego, zaczniemy robić pikiety przed samymi wyborami. Razem z mecenasem Kasprzykiem na pewno nie odpuścimy
- zaznacza Maciej Stachowiak.
Polecany artykuł: