10 lat po śmierci Igora Stachowiaka. Ojciec: "Biorą nas na przeczekanie"

2026-05-15 17:57

Mija dekada od tragicznej śmierci Igora Stachowiaka. Mimo upływu lat, jego ojciec nie składa broni i wciąż ma nadzieję na wznowienie śledztwa. "Mam wrażenie, że sprawa była wygodna dla polityków, jak byli w opozycji, a teraz jest im niepotrzebna" - mówi nam z goryczą Maciej Stachowiak.

15 maja mija dokładnie dekada od tragicznych wydarzeń, które wstrząsnęły całą Polską. Na komisariacie policji przy ul. Trzemeskiej we Wrocławiu zmarł 25-letni Igor Stachowiak. W tę bolesną rocznicę jego ojciec, Maciej Stachowiak, odwiedził grób syna. Jak sam przyznaje, czas nie leczy ran, a poczucie krzywdy jest dziś tak samo silne, jak dekadę temu.

- Dla mnie to nie jest 10 lat, to jest tak jakby to było wczoraj. Dzisiejszy poranek to jest ten sam ból, co 10 lat temu 

- mówi w rozmowie z "Super Expressem" Maciej Stachowiak.

Największym ciężarem dla rodziny jest poczucie braku sprawiedliwego osądzenia winnych. 

- Najbardziej boli brak sprawiedliwości 

- podkreśla ojciec zmarłego.

"Sprawa była wygodna dla polityków, a teraz jest niepotrzebna"

Maciej Stachowiak nie kryje rozgoryczenia postawą polityków, którzy jego zdaniem wykorzystali tragedię syna do własnych celów. Jak twierdzi, przed wyborami wielu z nich głośno mówiło o "zamordowaniu człowieka na komisariacie", jednak po zmianie władzy zainteresowanie sprawą ucichło.

- Mam wrażenie, że sprawa była wygodna dla polityków, jak byli w opozycji, a teraz jest im niepotrzebna. Wygląda na to, że cała sprawa przestała interesować polityków. Przed zmianą władzy bardzo chętnie się angażowali. Wielokrotnie np. pan Kierwiński, czy Budka mówili, że zamordowano człowieka na komisariacie. Skończyły się wybory i paliwa politycznego nie potrzeba

- mówi nam ojciec Igora.

Śmierć na komisariacie. Jak zginął Igor Stachowiak?

Tragedia rozegrała się w maju 2016 roku. Igor Stachowiak został zatrzymany w centrum Wrocławia, a następnie przewieziony na komisariat przy ul. Trzemeskiej. Tam, w niewielkiej łazience bez monitoringu, był torturowany. Policjanci użyli wobec niego paralizatora, co zostało zarejestrowane przez kamerę wbudowaną w urządzenie. Nagranie, które później ujawniono, pokazało brutalność interwencji i ostatnie chwile życia 25-latka.

Czterej byli funkcjonariusze - Łukasz R., Paweł G., Paweł P. i Adam W. - zostali prawomocnie skazani za przekroczenie uprawnień i znęcanie się nad zatrzymanym. Sąd wymierzył im kary od 2 do 2,5 roku bezwzględnego pozbawienia wolności. Wszyscy skazani odbyli już swoje wyroki. Kluczowe w sprawie było jednak to, że sąd okręgowy uznał, iż bezpośrednią przyczyną śmierci Igora był stan tzw. excited delirium, wywołany zażyciem środków odurzających, a nie użycie tasera.

Nowa nadzieja i "syf i zgnilizna" w systemie

Mimo prawomocnego wyroku i oddalenia kasacji przez Sąd Najwyższy, ojciec Igora nie traci nadziei na wznowienie postępowania. Pojawiły się bowiem nowe okoliczności - opinia biegłej dr Marii Rydzewskiej-Dudek, która wskazała, że przyczyną zgonu mogło być uduszenie gwałtowne. Na tej podstawie złożono wniosek o ponowne wszczęcie śledztwa.

Prokuratura Krajowa uznała jednak, że pociągnięcie policjantów do odpowiedzialności karnej nie jest możliwe, ponieważ zostali już prawomocnie skazani w tej sprawie, choć z innego paragrafu. Ostateczna decyzja należy do Prokuratora Generalnego.

- Panuje spychologia. Czekamy oczywiście na rozstrzygnięcie, ale wygląda to tak jakby tej sprawy nikt nie chciał wyjaśnić. Chyba biorą nas na przeczekanie

- komentuje Maciej Stachowiak.

- Jako normalny człowiek, który widzi ten syf i zgniliznę, ja tego nie rozumiem. Nikt nie chce tego wyjaśnić. Mówimy o śmierci człowieka, a nie np. o defraudacji pieniędzy

- podkreśla.

Rodzina czeka również na decyzję Europejskiego Trybunału Praw Człowieka.

- Nasze jedyne możliwości są takie, że czekamy na decyzję Europejskiego Trybunału Praw Człowieka. Jeśli przyznają, że Igor był torturowany i proces był źle przeprowadzony, poprosimy o ponowne wznowienie procesu. Na tę decyzję czekamy już kilka lat

- wyjaśnia nam ojciec Igora.

Apelacja w sprawie śmierci Igora Stachowiaka

Apel do premiera i zapowiedź protestów

W obliczu poczucia bezsilności i braku reakcji ze strony polityków, Maciej Stachowiak, działając w ramach Fundacji im. Igora Stachowiaka, zapowiada dalsze kroki.

- Chcemy napisać jako fundacja do premiera Donalda Tuska, bo czujemy się odpychani. Chciałbym tylko sprawiedliwości i tak naprawdę kogoś, kto będzie chciał, żeby prawda wyszła na światło dzienne. Po to, żeby obnażyć po prostu to, co się stało

- mówi.

Ojciec Igora Stachowiaka stawia sprawę jasno i zapowiada, że jeśli jego apel pozostanie bez odpowiedzi, walka o sprawiedliwość przeniesie się na ulice.

- Apeluję o to, żeby w sprawę zaangażował się premier Donald Tusk. Jeśli nie będzie reakcji, jako fundacja nie odpuścimy tego, zaczniemy robić pikiety przed samymi wyborami. Razem z mecenasem Kasprzykiem na pewno nie odpuścimy

- zaznacza Maciej Stachowiak.

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki