Kompromitacja Dariusza Stasiaka. Chciał zabrać hotelowe kapcie, ale obsługa była czujna

To dopiero się nazywa kompromitacja! Dariusz Stasiak (58 l.), ze względu na swoje astronomiczne zarobki przekraczające 26 tys. zł miesięcznie zwany baronem ze Ścinawy, połasił się na… kapcie z hotelu w Wietnamie, warte 25 zł. Sprawa wyszła na jaw, dyrektor w urzędzie w Ścinawie najadł się wstydu.

Dariusz Stasiak
Autor: mat. prasowe/ Materiały prasowe

Grupa samorządowców z Dolnego Śląska, w której był m.in. Stasiak, poleciała na wyprawę do Wietnamu. Tam poznawali kraj, przyglądali się zarówno inwestycjom gospodarczym, jak i zabytkom. Chłonęli kulturę Dalekiego Wschodu. Ale jak się okazuje, nie tylko…

Delegacja zatrzymała się na noc w eleganckim hotelu w Bac Giang. Gdy zbierali się do już wyjazdu, doszło do afery, spowodowanej zachowaniem lidera Bezpartyjnych Samorządowców. W hotelowym lobby nagle przybiegła sprzątaczka, która coś wykrzykiwała. Recepcjonista wysłuchał jej z uwagą, a na jego twarzy malowało się narastające zdziwienie. Okazało się bowiem, że z jednego z pokoi zniknęły kapcie. Zdumiony pracownik sprawdził, że w apartamencie, w którym ich brakowało, mieszkał Dariusz Stasiak.

Samorządowiec postanowił zabrać papucie do ojczyzny! Wrzucił je więc do torby, licząc że nikt z obsługi się nie dowie.

- Darek mówił, że są za małe, ale i tak weźmie. Śmialiśmy się, że da je w prezencie jakiejś ładnej dziewczynie – mówi nam uczestnik wyjazdu.

Ale pracownikom hotelu do śmiechu wcale nie było. Kazali zdobycz oddać albo zapłacić. Wystawili rachunek: 170 tys dongów, czyli ok. 25 zł.

- Wszystko zostało uregulowane za prywatne pieniądze, a nie publiczne – podkreśla Bohdan Stawiski z urzędu marszałkowskiego, organizatora delegacji.

Ale wstyd pozostał...

Wyprzedziła nieoznakowany radiowóz na pasie wyłączonym z ruchu

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki