- W Ziębicach doszło do tragicznego wypadku na przejeździe kolejowym, w którym zginęło małżeństwo.
- Śledztwo wykazało, że rogatki były podniesione, a światła awaryjne nie działały, co potwierdzają świadkowie i PKP PLK.
- Prokuratura bada przyczyny awarii systemu, a osierocona 2-letnia córka ofiar, Michasia, potrzebuje wsparcia.
- Dowiedz się, jak możesz pomóc Michasi, która straciła rodziców i zmaga się z poważną chorobą.
Wypadek na przejeździe w Ziębicach. Jest relacja świadka tragedii
Mieszkańcy Ziębic twierdzą, że na strzeżonym przejeździe kolejowym na skrzyżowaniu linii kolejowej nr 276 i drogi wojewódzkiej nr 385 już wcześniej dochodziło do awarii - informuje program "Uwaga!" emitowany na antenie TVN. PKP PLK potwierdziło wcześniej, że podczas wypadku, do którego doszło 21 grudnia ub.r., rogatki były podniesione. Potwierdza to również świadek zdarzenia, które skończyło się śmiercią Krystiana i Iwony, małżeństwa 31-latków z powiatu ziębickiego.
- Jechałem bezpośrednio za nimi, może 25 metrów od nich. Usłyszałem huk i pociąg pociągnął za sobą samochód. Jak wjeżdżali na przejazd zapory były podniesione i nie świeciło się światło. Pamiętam, że czerwone światła zapaliły się dopiero, jak przejechały trzy-cztery wagony, a po chwili zgasły - powiedział mężczyzna reporterowi "Uwagi!".
Do tych samych ustaleń dotarła również prokuratura, która sprawdza teraz, czy do awarii automatycznego systemu sterującego ruchem na przejeździe - został już zabezpieczony - doszło wskutek błędu lub zaniechania człowieka czy z innego powodu.
Ofiary śmiertelne zdarzenia osierociły 2-letnią córkę Michasię, która podczas wypadku znajdowała się pod opieką babci. To właśnie dziadkowie dziewczynki mają zostać jej nowymi opiekunami prawnymi, choć będzie im również pomagać pan Sebastian, brat zmarłej 31-latki, i jego rodzina.
- Myślałem, że to nieprawda, że zaraz się obudzę i moja siostra i Krystian będą żyli. Nie wierzyłem w to. Oni układali sobie przyszłość, cieszyli się nowym domem, który został postawiony dosłownie kilka tygodni temu. Trzeba go było tylko wykończyć. Życie nie jest sprawiedliwe, jest okrutne - powiedział "Uwadze!" brat Iwony.
Jak informuje "Uwaga!", 2-latka jest poważnie chora, bo od urodzenia niedosłyszy. Jej rodzice już wcześniej kupili jej implant i zapewnili rehabilitację. Nie wiadomo do końca, czy dziewczynka zdaje sobie sprawę ze śmierci rodziców, bo jej bliscy zauważyli, że stawała przy oknie i ich wypatrywała. Niezależnie od powyższego Michasia nadal potrzebuje specjalistycznej pomocy. Zbiórkę na jej rzecz można znaleźć TUTAJ.