- W Kluczborku doszło do brutalnego podwójnego morderstwa, gdy syn zabił swoją matkę i jej partnera, zadając im kilkadziesiąt ciosów nożem.
- Sąd umorzył postępowanie, opierając się na opinii biegłego o schizofrenii paranoidalnej sprawcy, jednak rodzina ofiar kwestionuje tę diagnozę, wskazując m.in. na wcześniejsze przygotowania do zbrodni.
- Bliscy ofiar obawiają się, że Miłosz T. może opuścić zakład psychiatryczny i domagają się skazania go na dożywocie.
- Czy sąd ponownie rozważy sprawę morderstwa, gdy na jaw wychodzą nowe dowody i kontropinie medyczne?
Morderstwo w Kluczborku. Rodzina ofiar nie zgadza się z decyzją sądu
Miłosz T. z Kluczborka, który zabił swoją matkę i jej partnera, nie miał schizofrenii paranoidalnej - to główny wniosek płynący z opinii eksperta, ale mającej charakter prywatny, dotyczący zdrowia psychicznego 37-latka. W grudniu 2024 r. mężczyzna zadał obu ofiarom łącznie kilkadziesiąt ciosów nożem, a niedługo później sam zgłosił się na policję, informując o zbrodni.
Sąd zdecydował jednak o umorzeniu postępowania w tej sprawie, kierując się tylko i wyłącznie opinią biegłego powołanego przez prokuraturę w Kluczborku, która zresztą poparła decyzję o tym, by umieścić Miłosza T. w zakładzie psychiatrycznym.
- Było jedno posiedzenie sądu, na nim zdecydowano o umorzeniu postępowania. Opinia został uznana za pełną i kategoryczną. W trakcie tego badania Miłosz naopowiadał totalne bzdury, że u niego jest podejrzenie schizofrenii, że ma autyzm, że wychował się w rodzinie świrów, że ciocia popełniła samobójstwo, a babcia się leczy psychiatrycznie. Lekarze mieli przeprowadzić wywiad obiektywny, a tymczasem nie zapytali nikogo innego, nawet lekarza, do którego Miłosz chodził na wizyty, który nigdy nie stwierdził objawów schizofrenii u niego, a tylko urojenia spowodowane regularnym paleniem marihuany - powiedział "Super Expressowi" Marek Z., mąż pani Mileny, siostry mordercy.
Jak informuje "Gazeta Wyborcza", opierając się na informacjach rodzin ofiar, 37-latek miał planować zbrodnię, kupując wcześniej dwa noże i "trenując w piwnicy". To nie wszystko, bo wedle ich relacji mężczyzna czytał w internecie o skazaniu, dowodach i sposobach na dokonanie zabójstwa. Jak dodają, mimo że leczył się wcześniej psychiatrycznie, nigdy nie miał rozpoznanej schizofrenii paranoidalnej, która miało go rzekomo popchnąć do przestępstwa.
Bliscy zabitej 65-latki i 71-latka boją się teraz, że Miłosz T. prędzej czy później opuści zakład psychiatryczny, a wtedy może dojść do kolejnej tragedii.
- Będę walczyć o to, by brat został skazany na dożywocie - mówi pani Milenia "Gazecie Wyborczej".
W związku z tym rodziny ofiar przekazały swoją sprawę Rzecznikowi Spraw Obywatelskich.