W popularnym ogrodzie zoologicznym w Łącznej pod Mieroszowem od rana trwają działania służb. Miejsce, które zyskało sympatię zwiedzających dzięki możliwości karmienia lemurów, znalazło się w centrum prokuratorskiego śledztwa. W związku ze sprawą zatrzymano już cztery osoby.
Policja i prokuratura w ZOO Łączna. Co zarzucają właścicielom?
Na terenie zoo pracują funkcjonariusze policji, prokurator oraz biegli, którzy dokonują szczegółowych oględzin i przeszukania. Jak dowiedziało się Radio Eska, postępowanie ma dotyczyć kwestii prawidłowej opieki nad zwierzętami. Jak informuje prokuratura, kluczowe decyzje zapadną po zakończeniu obecnych czynności.
- Prokurator, kilka grup policji i biegli dokonują przeszukania i oględzin terenu tego zoo. W zależności od wyników tych czynności będą podejmowane decyzje, czy zwierzęta będą zabierane czy nie
- informuje Radio Eska Mariusz Pindera z prokuratury w Świdnicy.
Na miejscu obecny jest pełnomocnik właścicieli, adwokat Łukasz Opaliński, który potwierdza zatrzymanie syna właścicieli i kilku innych osób. Podkreśla jednak chaos informacyjny.
- Prokurator wraz z policją i najprawdopodobniej przedstawicielami organizacji zajmującej się ochroną zwierząt, dokonują jakichś czynności, przeszukania, trudno mi powiedzieć, ponieważ prokuratura nie chce udzielać żadnych informacji. Pani prokurator nie chce odpowiedzieć na żadne pytania dotyczące trybu przeprowadzenia tych czynności
- relacjonuje obrońca.
- Nie wiemy na jakiej zasadzie te czynności są dzisiaj prowadzone. Nie rozumiemy dlaczego dzisiaj mają być te zwierzęta odbierane. Nie rozumiemy dlaczego ktokolwiek został zatrzymany, tym bardziej, że spodziewaliśmy się przyjazdu prokuratury, policji, organizacji. Byliśmy przygotowani na spotkanie, a mimo to policja dokonała zatrzymań jakbyśmy mieli do czynienia z kryminalistami
-dodał.
Dramatyczny apel dyrektora zoo. "Niezrozumiała akcja"
Sytuacja jest kulminacją wydarzeń, o których dyrektor ogrodu, Marcin Nowaczyk, informował dzień wcześniej. 12 października w mediach społecznościowych opublikował oświadczenie, w którym zapowiadał działania służb. Jak pisał, otrzymał informację, że ma rozpocząć się "niezrozumiała dla nas, zorganizowana akcja odebrania zwierząt z ZOO Łączna".
W swoim apelu podkreślał, że zoo jest placówką działającą legalnie, "zatwierdzoną przez Generalną Dyrekcję Ochrony Środowiska i podlegającą cyklicznym kontrolom". Wyraził też troskę o dobrostan podopiecznych, zaznaczając, że ich przeniesienie to ogromne ryzyko.
- Mówimy o zwierzętach, które wymagają codziennej opieki, specjalistycznej wiedzy i odpowiednich warunków. Ewentualne ich przenoszenie to nie tylko kwestia transportu, to również ogromna odpowiedzialność za ich bezpieczeństwo, zdrowie i dobrostan
- alarmował w oświadczeniu Nowaczyk.
Co dalej ze zwierzętami? "Prosimy o uwagę i transparentność"
Dyrektor zoo zapewniał o pełnej gotowości do wyjaśnienia wszelkich wątpliwości.
- Mamy dokumentację dotyczącą opieki weterynaryjnej i funkcjonowania naszego ogrodu. Jesteśmy gotowi współpracować z właściwymi organami
- deklaruje.
Jednocześnie prosił opinię publiczną o wsparcie w nagłośnieniu sprawy, aby decyzje zapadały z uwzględnieniem dobra zwierząt.
Apel zakończył mocnym wezwaniem do rzetelnego przedstawienia sytuacji.
- Nie prosimy o konflikt. Prosimy o uwagę, transparentność i dobro zwierząt. Nie pozwólmy, by głos w tej sprawie należał tylko do jednej strony
- podsumował Marcin Nowaczyk.
Na ten moment nie wiadomo, czy zwierzęta zostaną odebrane z ogrodu. Decyzja w tej sprawie ma zapaść jeszcze dzisiaj.