W miniony wtorek (6 października) w jednym z mieszkań przy ulicy Łączyńskiego w Szczawnie-Zdroju doszło do tragicznych wydarzeń. Policjanci zostali wezwani na miejsce przez rodzinę 42-letniego mężczyzny. Mężczyzna miał zachowywać się w sposób irracjonalny i agresywny.
- Z przekazanych informacji wynikało, że znajduje się prawdopodobnie pod wpływem narkotyków, zachowuje się irracjonalnie i może posiadać noże. Przebywające w mieszkaniu osoby, członkowie jego rodziny, obawiali się o swoje życie i zdrowie
- informuje Komenda Miejska Policji w Wałbrzychu.
Jak przekazał portal walbrzych.naszemiasto.pl, 42-latek wcześniej miał opuścić szpital na własne żądanie po próbie samobójczej. Interwencja we wtorek zakończyła się śmiercią mężczyzny w karetce pogotowia. Sprawę nagłośnił w mediach społecznościowych Zbigniew Stonoga.
Policja publikuje oświadczenie. "Nie doszło do nieprawidłowości"
W odpowiedzi na pojawiające się w sieci informacje, Komenda Miejska Policji w Wałbrzychu wydała obszerne oświadczenie. Funkcjonariusze podkreślają, że podjęte działania były zgodne z prawem, a ich celem było zapewnienie bezpieczeństwa zarówno rodzinie, jak i samemu mężczyźnie.
Jak czytamy w komunikacie Zespołu Komunikacji Społecznej KMP w Wałbrzychu: "W związku z pojawiającymi się pytaniami oraz niezweryfikowanymi i nieprawdziwymi informacjami upublicznionymi w sieci, które przedstawiają fałszywy obraz działań podejmowanych przez funkcjonariuszy z powiatu wałbrzyskiego podczas wczorajszej interwencji, informujemy, że Komendant Miejski Policji w Wałbrzychu zlecił przeprowadzenie kompleksowych czynności mających na celu szczegółowe wyjaśnienie wszystkich okoliczności. Poniżej przedstawiamy wstępne ustalenia, które wskazują, że nie doszło do nieprawidłowości w trakcie policyjnych czynności".
Przebieg interwencji według policji. "Ruszył w kierunku policjantów z nożem"
Z policyjnego oświadczenia wynika, że zgłoszenie dotyczyło awanturującego się mężczyzny, który mógł być pod wpływem narkotyków i posiadać noże. Mężczyzna był znany policji z wcześniejszych, trudnych interwencji. Na miejsce wysłano kilka patroli, w tym negocjatora. Przez kilkadziesiąt minut policjanci próbowali uspokoić sytuację.
- Policjanci prowadzący interwencję przez kilkadziesiąt minut starali się opanować sytuację, próbując spokojnie rozmawiać z mężczyzną, wielokrotnie wzywali go do zachowania zgodnego z prawem i odrzucenia noża
- informuje wałbrzyska policja. W pewnym momencie matce mężczyzny udało się uciec z pokoju.
Niestety, rozmowy nie przyniosły rezultatu. Według funkcjonariuszy, mężczyzna w pewnym momencie stał się jeszcze bardziej agresywny.
- Przewrócił szklany stół, wybił szybę w drzwiach wewnętrznych, za którymi stali policjanci, a chwilę później ruszył w kierunku policjantów z nożem i nogą od stołu, grożąc im pozbawieniem życia. Wtedy jeden z funkcjonariuszy użył środka przymusu bezpośredniego w postaci paralizatora
- informuje policja.
Mimo użycia tasera, mężczyzna miał być wciąż pobudzony.
- Funkcjonariusze byli zmuszeni użyć siły fizycznej (jednego z najłagodniejszych w skutkach środków przymusu bezpośredniego) oraz kajdanek. Następnie 42-latek został wyprowadzony z mieszkania i przekazany pod opiekę pracownikom Pogotowia Ratunkowego
- czytamy w oświadczeniu.
Śmierć w karetce. "Zaczął tracić oddech oraz przytomność"
Policja podkreśla, że mężczyzna zmarł, będąc już pod opieką medyków. W karetce jego zachowanie miało nie ulec zmianie, wciąż był agresywny. Decyzją ratowników został zabezpieczony pasami na noszach.
- Podczas czynności wykonywanych przez medyków mężczyzna nagle zaczął tracić oddech oraz przytomność, a następnie doszło do zatrzymania akcji serca. Niestety reanimacja, trwająca kilkadziesiąt minut, nie doprowadziła do przywrócenia funkcji życiowych
- wyjaśnia policja.
Funkcjonariusze zaprzeczają, by do zgonu doszło w mieszkaniu.
- Odnosząc się bezpośrednio do fałszywych informacji upublicznionych w sieci, jeszcze raz warto podkreślić, że nieprawdą jest, że mężczyzna stracił czynności życiowe w miejscu zamieszkania. Stało się to w karetce, gdy 42-latek znajdował się pod opieką ratowników medycznych
- zaznacza wałbrzyska policja.
Jak podaje Wałbrzych.naszemiasto.pl, narzeczona 42-latka twierdzi, że rodzina wezwała policję, ponieważ chciała uzyskać pomoc. Według jej relacji mężczyzna stanowił zagrożenie przede wszystkim dla siebie, a podczas wcześniejszych interwencji funkcjonariuszom udawało się uspokoić sytuację bez użycia siły. „Nie spocznę, dopóki świat się nie dowie, co tu się tak naprawdę stało. Dopóki chodzę po tej ziemi” - powiedziała kobieta, cytowana przez lokalny portal Wałbrzych.naszemiasto.pl
Sprawą zajęła się prokuratura, która zleciła przeprowadzenie sekcji zwłok w celu ustalenia bezpośredniej przyczyny zgonu. Okoliczności tragedii będą teraz szczegółowo badane przez śledczych.