Wyjazd do sanatorium kojarzy się przede wszystkim z relaksem i poprawą zdrowia. Jednak część osób wracających z takich pobytów zwraca uwagę na mniej przyjemne doświadczenia. Jak wynika z ich relacji, w wielu miejscach pojawia się problem znikających rzeczy oraz napiętej atmosfery. Kuracjusze podkreślają, że podczas pobytu warto zachować ostrożność i nie pozostawiać swoich rzeczy bez nadzoru.
Znikające mydła i lubrykanty. Kradną nawet bogaci?
Najbardziej zaskakuje lista rzeczy, które padają łupem złodziei. Jak donosi "Fakt", w popularnych miejscowościach uzdrowiskowych, z pokoi znikają przedmioty codziennego użytku. Nie są to tylko portfele. Kuracjusze zgłaszają kradzieże szamponów, kremów, a nawet... lubrykantów czy balsamów do ciała.
Pracownicy ośrodków przecierają oczy ze zdumienia, bo sprawcami nie zawsze są osoby w trudnej sytuacji finansowej. Jeden z pracowników sanatorium w rozmowie z Fakt.pl przytoczył historię, która daje do myślenia:
"Pewien mężczyzna ukradł małe przenośne radio, szachy i kosmetyki. To było dziwne, bo ten pan był bardzo dobrze sytuowany. Może był kleptomanem"
- czytamy w relacji.
Lepkie ręce w uzdrowiskach. Dlaczego to robią?
Eksperci sugerują, że motywy mogą być różne - od problemów psychologicznych po zwykłą chęć poczucia adrenaliny. Samotność podczas długich tygodni turnusu sprawia, że niektórzy reagują impulsywnie. Choć większość gości zachowuje się wzorowo, czarne owce skutecznie psują atmosferę.
Walka o kiełbasę i jogurty
Na facebookowej grupie "Sanatoria - z NFZ, ZUS, KRUS", zawrzało po pytaniu o bezpieczeństwo. Internauci chętnie dzielą się swoimi historiami. Okazuje się, że prawdziwym "frontem walki" są ogólnodostępne lodówki na korytarzach.
"Najczęściej z lodówki, która stoi na korytarzu kiełbasę piwko jogurty byłam w takim sanatorium a na lodówce napis 'oddaj moje jedzenie złodzieju'"
- wspomina jedna z internautek.
Niestety, na jedzeniu się nie kończy. Zaufanie do współlokatorów bywa zgubne.
"Mnie na przykład, jak byłam w Kołobrzegu, współlokatorka na koniec okradła z biżuterii srebrnej!"
- ostrzega kolejna osoba.
Znikająca bielizna z balkonów
Inna bulwersująca historia pochodzi z serwisu nasze-sanatorium.pl. Okazuje się, że nawet zostawienie prania na balkonie może skończyć się przykrą niespodzianką. Szczególnie gdy balkony są połączone niskimi przegrodami.
"Niedawno byłem w sanatorium, jedna pani zrobiła pranie i powiesiła na balkonie. Gdy wróciła po zabiegach, okazało się, że z rozwieszonego prania zniknęła tylko bielizna, stringi, biustonosze itp. Dodam, że w tym sanatorium balkony były połączone ciągiem, oddzielone od siebie niewielką przegrodą, która umożliwiała przejście na sąsiednie balkony"
- czytamy w komentarzu.
Polecany artykuł:
Nie tylko kradzieże. W uzdrowiskach dochodzi też do bójek
Kradzieże to jednak nie wszystko. Emocje w sanatoriach potrafią sięgnąć zenitu, prowadząc do fizycznych starć. Na Facebooku można znaleźć mrożące krew w żyłach relacje świadków, którzy widzieli walki o... trudno powiedzieć co.
"Dwa razy widziałam walkę, dwie panie wzajemnie darły włosy, krew też się polała. Policja została wezwana, chyba nic im nie zrobiono, bo dalej je widywałam"
- relacjonuje świadek dantejskich scen.
Choć opisane przypadki mogą budzić niepokój, pracownicy podkreślają, że to raczej wyjątki niż reguła. Większość kuracjuszy przyjeżdża z myślą o leczeniu i odpoczynku. Nie zmienia to jednak faktu, że warto zachować podstawowe środki ostrożności.
Polecany artykuł: