Miliony złotych wynosili w plecakach
Bartłomiej B. (37 l.) i Daniel W. (38 l.) pracowali w jednym z wrocławskich zakładów produkcyjnych. Według ustaleń prokuratury zamiast ograniczać się do swoich obowiązków, mieli regularnie wynosić z firmy cenne miedziane podzespoły. Proceder był tak zuchwały, jak prosty. Mężczyźni pakowali elementy do specjalnie przygotowanych plecaków, a następnie sprzedawali je w skupie złomu.
Skala kradzieży jest porażająca! Śledczy ustalili, że z zakładu mogło zniknąć co najmniej 30 ton miedzi o wartości przekraczającej 5,5 miliona złotych. Łupem podejrzanych padały między innymi sprężyny i tak zwane tory prądowe.
Według policji pieniądze uzyskane ze sprzedaży kradzionych elementów mężczyźni inwestowali w złoto, monety i nieruchomości.
Złoto, gotówka i nieruchomość. Śledczy zabezpieczyli fortunę
Sprawą zajęli się kryminalni z komisariatu Wrocław-Rakowiec. Podczas akcji odnaleźli kilkanaście plecaków wypełnionych miedzianymi elementami. Łącznie policjanci odzyskali blisko dwie tony towaru wartego około 460 tys. zł.
To jednak nie koniec! Prokuratura zaczęła zabezpieczać majątek podejrzanych. 6 i 7 października śledczy zajęli nieruchomość, sztabki złota, gotówkę, pieniądze zgromadzone na rachunkach bankowych oraz inne wartościowe przedmioty. Łączna wartość zabezpieczonego majątku przekroczyła 1,3 miliona złotych.
Podejrzani nie zaprzeczają, że wynosili miedź
Mężczyźni nie przyznali jednak, że ukradli aż tak dużo.
– Podejrzani o kradzież mienia nie zaprzeczyli temu, że wynosili z zakładu kradzione przedmioty, ale kwestionowali przedstawioną im w zarzucie ilość i wartość – przekazał Jakub Dłubacz, rzecznik Prokuratury Okręgowej we Wrocławiu.
W ręce policjantów wpadł również Radosław U., właściciel skupu złomu, do którego trafiały miedziane elementy. Mężczyzna usłyszał zarzut paserstwa. Przyznał się i złożył obszerne wyjaśnienia. Będzie odpowiadał z wolnej stopy, ale pozostaje pod dozorem policji, musiał wpłacić poręczenie majątkowe i nie może opuszczać kraju.
Sąd zdecydował natomiast, że Bartłomiej B. i Daniel W. spędzą najbliższe trzy miesiące w areszcie. Prokuratura uznała, że z kradzieży uczynili sobie stałe źródło dochodu. Grozi im nawet 15 lat więzienia.
Śledztwo trwa. Policjanci próbują odzyskać pozostałą część skradzionego mienia i wyjaśnić wszystkie okoliczności sprawy.