Zwłoki matki chrzestnej Tomasza Komendy znaleziono po 2 latach. Dramat rodziny

2026-03-11 10:04

To niewyobrażalna tragedia. Matka chrzestna Tomasza Komendy, Stanisława Szczęsna, zaginęła w 2023 roku. Jej ciało odnaleziono dopiero po dwóch latach w jej własnym mieszkaniu. Rodzina zaginionej kobiety twierdzi, że wielokrotnie prosiła o sprawdzenie mieszkania.

Tomasz Komenda

i

Autor: AKPA

Przez wiele miesięcy los Stanisławy Szczęsnej, matki chrzestnej Tomasza Komendy, pozostawał nieznany. Choć oficjalnie uznano ją za zaginioną, a poszukiwania prowadziła policja, nikt nie zdecydował się na dokładne przeszukanie jej mieszkania we Wrocławiu. Matka Tomasza Komendy, Teresa Klemańska, miesiącami prosiła o interwencję.

- Mówiłam policji i administracji, żeby sprawdzili w mieszkaniu siostry, czy na pewno jej tam nie ma. Zimno było, ona ledwo chodziła, gdzie miałaby iść. A oni, że sprawdzali i nic. Ja tego nie potrafię zrozumieć - powiedziała w rozmowie z "Gazetą Wyborczą".

Niepokój sąsiadów 

Pierwsze sygnały, że stało się coś złego, pojawiły się ze strony sąsiadów. Zauważyli, że schorowana, ponad 70-letnia kobieta nie pojawia się na klatce schodowej od grudnia 2023 roku. Gdy nadeszła wiosna, ich niepokój wzrósł. Zgłosili sprawę administracji budynku. Jak opowiada "Gazecie Wyborczej" sąsiadka, najpewniej w maju pierwszy raz powiedzieli administratorce budynku, że martwią się o panią Stanisławę. - Usłyszeliśmy od administracji, że jak będzie niesłuszne wezwanie, to jeszcze nas obciążą kosztami, i czy wiemy, ile taka akcja kosztuje -powiedziała "GW".  Kobieta nie kryje rozgoryczenia. - Tyle się mówi, żeby zwracać uwagę na osoby samotne, reagować, jak widzi się coś niepokojącego, a kiedy człowiek chce, to i tak nic z tego. Ale do siebie też mamy żal, że jednak nie zadzwoniłyśmy po tą straż pożarną - dodaje. 

Rodzina dowiedziała się o zniknięciu Stanisławy niemal rok później, gdy administracja wysłała pismo w sprawie zadłużenia. Siostry od lat nie utrzymywały kontaktu. Powodem była sprawa Tomasza Komendy. Mimo konfliktu, pani Teresa interesowała się losem siostry. Wiedziała od sąsiadów, że Stanisława ma problemy ze zdrowiem i coraz bardziej izoluje się od ludzi. Mówili, że ma "trudny charakter".

Oficjalne poszukiwania i bezradność

Syn pani Stanisławy, Grzegorz, oficjalnie zgłosił jej zaginięcie 8 maja 2025 roku. On również od lat nie miał kontaktu z matką, którą opisuje jako "niełatwą osobę". Policja potrzebowała zdjęcia. Grzegorz wszedł do mieszkania z administratorem tylko po to, by je zabrać.

- Zobaczyłem, że na stole leży mamy inhalator, dokumenty, pieniądze, przecież nigdzie by bez nich nie wyszła. Miała astmę, nie ruszała się bez inhalatora. Chciałem się rozejrzeć po mieszkaniu, ale kazali mi zaraz wychodzić

- relacjonuje "Gazecie Wyborczej".

Teresa Klemańska również próbowała działać. Chodziła na policję i do administracji, prosiła o sprawdzenie kont bankowych siostry.

Makabryczne odkrycie podczas sprzątania

8 grudnia 2025 roku do mieszkania weszła firma sprzątająca, by je opróżnić. Wtedy doszło do wstrząsającego odkrycia.

- W pewnym momencie, było chyba koło 14, usłyszałam, że tam jakaś panika. Wybiegli na podwórko, jeden się na ławce bujał, drugi koło śmietnika ubrania ściągał. (...) Zaraz przyjechało pogotowie i policja. I już wiedziałam, że mieliśmy rację z panią Stanisławą - mówi "Wyborczej" sąsiadka.

Zmumifikowane ciało kobiety znaleziono w łazience. Z mieszkania zniknęły wszystkie jej rzeczy, w tym pamiątki rodzinne, dokumenty i biżuteria.

- Najgorsze jest to ciągłe bieganie między policją a administracją. Jeden odsyła mnie do drugiego. Do tej pory nie wpuścili mnie do mieszkania. A na pytanie, gdzie jest protokół, w którym spisano rzeczy mamy, usłyszałem, że nie ma - mówi "Gazecie Wyborczej" załamany syn, Grzegorz.

Zarząd Zasobu Komunalnego w rozmowie z "GW" twierdzi, że działał standardowo. Rzeczniczka wyjaśniła, że "specyfika zwalczenia szkodników wymagała usunięcia przedmiotów", a o znalezieniu zwłok natychmiast poinformowano policję.

Policja z kolei tłumaczy, że odstąpiła od przeszukania, ponieważ wcześniej do lokalu wchodzili już pracownicy administracji oraz członkowie rodziny i nikt niczego nie zauważył. Jak przekazała podkom. Aleksandra Freus z wrocławskiej policji, podjęto inne czynności, które jednak "nie przyniosły rezultatu". Tożsamość Stanisławy Szczęsnej potwierdzono badaniami DNA 30 stycznia 2026 roku.

Jak informuje "Gazeta Wyborcza" sprawą zajmuje się prokuratura, która czeka na opinię biegłych w sprawie przyczyny śmierci. Adwokat Paweł Marchewka w rozmowie z portalem podkreśla, że kluczowe jest nie tylko prawo, ale i logika. - Gdybyśmy na co dzień nie kierowali się jedynie ślepym patrzeniem w przepisy, ale też logicznym postępowaniem w zgodzie z wewnętrznymi zasadami, takich problemów by nie było - powiedział "Wyborczej" adwokat.

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki