Lekarz z Wrocławia ZAATAKOWANY przez antyszczepionkowców. Sprawę zbada prokuratura

2021-04-08 13:28 Marcin Torz
Plakat
Autor: archiwum

Dr Paweł Wróblewski, szef wrocławskiego sanepidu i Dolnośląskiej Izby Lekarskiej, stał się celem ataków antyszczepionkowców i ludzi, którzy twierdzą, że "nie ma żadnej pandemii". Hejtujące jego osobę plakaty pojawiły się w miejscu zamieszkania lekarza. Sprawę zbada prokuratura.

"Poznaj swojego sąsiada!" - głoszą plakaty, które pojawiły się w okolicy miejsca zamieszania Pawła Wróblewskiego. Dalej możemy przeczytać imię i nazwisko szefa sanepidu, a także listę "grzechów". Autorzy plakatu napisali, że Wróblewski zamknął trzy przedsiębiorstwa, przez co pracę straciło kilkadziesiąt osób. Nie wyszczególniono o jakie przedsiębiorstwa chodzi, można przypuszczać, że np. o lokale gastronomiczne, które - decyzją rządu - nie mogą przyjmować gości. Niewykluczone, że mowa o dyskotekach z pasażu Niepolda, które wbrew restrykcjom, organizowały huczne imprezy.    

Dalej jest też informacja, że Wróblewski pozbawił prawa do wykonywania zawodu lekarza. Tu udało nam się ustalić, o co dokładnie chodzi. O lekarkę z Dolnego Śląska, która publicznie głosiła dziwaczne tezy, że "koronawirus to ściema" i że "na naszą cywilizację trwa atak Szatana". Lekarz nie może wygłaszać podobnych haseł, gdy wirus szaleje i zabiera do grobu kolejne osoby. Dlatego też, sąd lekarski (a nie Wróblewski) zawiesił kobietę na pół roku w prawach wykonywania zawodu lekarza.   

Na samym końcu znajduje się pytanie, które można uznać za groźbę karalną: "a co Ty byś zrobił, gdybyś to Ty lub Twój bliski stracił pracę przez tego pana?"

Wróblewski nie chce szerzej komentować plakatu.

- Zgłaszam sprawę do prokuratury. Plakatów jest mnóstwo, to nękanie. Ale przede wszystkim w treści plakatu znajdują się groźby karalne - nie ma wątpliwości Wróblewski. 

Za plakatami stoi jedna z organizacji, której członkowie uważają, że "nie ma żadnej pandemii", a wszelkie restrykcje są niepotrzebne.   

W Białymstoku zapłonęły 363 znicze – tylu mieszkańców miasta zmarło na COVID-19 od początku pandemii