"To nie było pobicie, to było zabójstwo". Matka Tomka walczy o sprawiedliwość

2026-02-23 15:00

Miała być zabawa, była śmierć. Tomasz Mockało (32 l.) zginął po ciosie od ochroniarza pod dyskoteką. Przed jeleniogórskim Sądem Okręgowym dobiega końca proces Przemysława J. (45 l.). Śledczy zarzucają mu pobicie ze skutkiem śmiertelnym. - Żądam dożywocia. Ten mężczyzna zabił mi dziecko i zniszczył życie całej mojej rodziny - mówi Super Expressowi Beata Mockało, wstrząśnięta matka pana Tomasza. Szczegóły w artykule.

Super Express Google News

Był październik 2021 roku. Pan Tomasz, dyspozytor na kolei, tata dwójki dzieci, wyszedł ze znajomymi do klubu Paradise w Lubaniu. Gdy zabawa się skończyła po jednego z jego kolegów przyjechała taksówka, ale mężczyzna ani nie chciał kończyć imprezy, ani wejść do samochodu. Była już 3 nad ranem i między innymi to właśnie pan Tomasz pomagał swojemu znajomemu wejść do auta pod lokalem. Doszło do awantury. Wtedy, nagle, do mężczyzny podszedł ochroniarz klubu - Przemysław J

Syn dostał cios w bok głowy, odrzuciło go na 5 metrów dalej. Tomek nie spodziewał się ataku, nie bronił się - mówi wciąż wstrząśnięta wydarzeniami Beata Mockało, mama ofiary. 

To ten pierwszy cios miał doprowadzić do śmierci młodego ojca. Pan Tomasz upadł na chodnik i mimo pomocy i przewiezienia do szpitala nie przeżył. Medykom nie udało się go uratować.

Przemysławowi J. śledczy postawili zarzut pobicia ze skutkiem śmiertelnym i mimo że trafił na początku do aresztu, to został z niego zwolniony i odpowiada z wolnej stopy. 

Teraz śmieje się tam w twarz. Nie ma skruchy, a jego szyderczy uśmiech na sądowej sali jest przerażający. On drwi z wymiaru sprawiedliwości i z naszej tragedii - mówi pani Beata Super Expressowi.

Rodzina domaga się najsurowszego wyroku za to, co zrobił Przemysław J.

Zniszczył życie Tomka, jego dzieci, nasze. Wszyscy w rodzinie podupadliśmy na zdrowiu przez to, co się stało w październiku: mój mąż czeka na przeszczep serca, ja mam arytmię - wylicza pani Beata, która do końca wierzy w sprawiedliwy wyrok. 

To nie było pobicie, to było zabójstwo. Przemysław J.trenował sztuki walki, MMA, a tej nocy był pod wpływem narkotyków. Powinien iść do więzienia, bo dotarliśmy do nagrania, na którym widać, że ciosów było więcej - mówi matka ofiary. 

Sąd zapowiedział o możliwości zmiany kwalifikacji czynu. Mowy końcowe zostaną wygłoszone 9 marca.

Tragedia w Lubaniu.

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki