Poderżnął gardło rannej przy policjancie. Szokujące sceny pod Bolesławcem

2026-04-15 9:36

Ogromne kontrowersje po zdarzeniu w Szczytnicy na Dolnym Śląsku. Myśliwy sam zdecydował o losie rannego w wypadku zwierzęcia. Poderżnął mu gardło na chwilę przed przyjazdem ratowników z ośrodka "Klekusiowo". Świadek jest w szoku, a policja tłumaczy, że mężczyzna działał "w ramach uprawnień".

Do drastycznych scen doszło we wtorek w Szczytnicy niedaleko Bolesławca. Po zgłoszeniu o potrąconej sarnie na miejsce pojechał przedstawiciel Ośrodka Rehabilitacji Dzikich Zwierząt "Klekusiowo". Gdy dotarł na miejsce, było już za późno. Nad rannym zwierzęciem klęczał mężczyzna, który chwilę wcześniej poderżnął mu gardło. Obok stał policjant. Cała sytuacja wywołała ogromne poruszenie i falę komentarzy.

"To nie jest dziki zachód". Poseł publikuje nagranie

Sprawę w mediach społecznościowych nagłośnił poseł Łukasz Litewka, publikując film z miejsca zdarzenia. Na nagraniu widać mężczyznę klęczącego nad martwym zwierzęciem i stojącego obok niego funkcjonariusza policji. W poście polityk opisał całą sytuację:

"Szczytnica, koło Bolesławca. Kilkanaście minut temu Ośrodek Rehabilitacji Dzikich Zwierząt po otrzymaniu zgłoszenia o potrąconej sarnie pojawia się na miejscu. Gdy podjeżdża by zabezpieczyć i przetransportować zwierzę, nad sarną klęczy mężczyzna, a obok stoi policjant z rękami w kieszeniach. Mężczyzna właśnie poderżnął gardło sarnie, sam zadecydował o jej losie. Nie wiadomo kim jest, policjant go nie wylegitymował. Ktoś powie „eee, pewnie by i tak nie przeżyła”. Ja mówię, że samozwańczy strażnik wydał na nią ranne zwierzę wyrok. Od czego są służby? Po zwierzę na zgłoszenie mieszkańca przybyło pogotowie dla dzikich zwierząt. Okazało się, że za późno."

W komentarzu poseł dodał również mocne słowa, odnosząc się do argumentów o cierpieniu zwierzęcia:

"Bambinizm polega tutaj na tym, że nie chcemy by samozwańczy szeryf decydował o losie zwierzęcia. To nie jest dziki zachód."

Szokująca relacja świadka. "To było coś szokującego"

Na miejscu zdarzenia był Mieczysław Żuraw z Ośrodka Rehabilitacji Dzikich Zwierząt "Klekusiowo". Jego relacja jest wstrząsająca. W rozmowie z "Super Expressem" sam przyznaje, że zabrakło sekund, by uratować zwierzę.

- Spóźniłem się kilkanaście sekund. Ten pan jeszcze miał nóż przy samym gardle tej sarenki. To był drastyczny widok, pomimo że 10 lat zajmuje się zwierzętami, zwłaszcza dzikimi, ratuje je, to było coś dla mnie szokującego

- mówi naszej redakcji. 

Na nagraniu słychać, że mężczyzna, który dobił sarnę, tłumaczy pracownikowi ośrodka, że zwierzę "miało wszystko połamane".

Policja tłumaczy, ratownik kontratakuje. Kto ma rację?

Komenda Powiatowa Policji w Bolesławcu wydała oświadczenie w tej sprawie. Jak tłumaczy mł. asp. Bartłomiej Sobczyszyn, myśliwy miał prawo podjąć taką decyzję.

- Policjanci z powiatu bolesławieckiego, podejmujący tę interwencję, mieli wiedzę, że obecny na miejscu mężczyzna jest myśliwym z uprawnieniami ustawowymi do podjęcia decyzji w kwestii dalszych losów zwierzęcia. Wstępne ustalenia wskazują na to, że mężczyzna ocenił jego stan zdrowia, jako nierokujący na powrót do zdrowia i podjął decyzję, którą uznał za adekwatną do sytuacji. Kolejne czynności realizowane przez funkcjonariuszy polegały na przewiezieniu zwierzęcia do uprawnionego lekarza weterynarii, który po przeprowadzeniu badania stwierdził, że miało ono liczne obrażenia zewnętrzne oraz złamany kręgosłup. Kwestie prawne tego typu działań regulują przepisy ustawy o ochronie zwierząt. Komendant Powiatowy Policji w Bolesławcu polecił przeprowadzić czynności zmierzające do ustalenia, czy podejmowane decyzje i działania były adekwatne

- przekazał policjant. 

Z taką interpretacją przepisów kompletnie nie zgadza się Mieczysław Żuraw. Jego zdaniem myśliwy przekroczył swoje uprawnienia.

- Nie ma czegoś takiego. Nie ma myśliwy prawa do czegoś takiego, od tego jest lekarz weterynarii, a nie myśliwy. Policja jest od tego, żeby przyjechać na miejsce zdarzenia, powiadomić ośrodek, z którym dana gmina ma podpisaną umowę. Każda gmina ma obowiązek mieć podpisaną umowę z jakimś ośrodkiem dzikich zwierząt

- zaznacza. 

Przedstawiciel ośrodka, który od dekady ratuje dzikie zwierzęta, podważa również ocenę stanu sarny dokonaną przez myśliwego.

- Ta sarna nie była połamana. Gwarantuję. Ona mogła mieć np. złamaną miednicę, ale nie nogi. Takie sarny potem wypuszczamy na zewnątrz

- dodaje.

Sprawa trafi do prokuratury. "Tego bestialstwa nie popuszczę"

Sprawa z pewnością będzie miała swój dalszy ciąg. Emocje wokół zdarzenia nie opadają, a Mieczysław Żuraw zapowiedział podjęcie kroków prawnych. Jak sam mówi, nie zamierza odpuścić i chce sprawiedliwości dla zwierzęcia.

- Dzisiaj składam zawiadomienie do prokuratury. Tego bestialstwa nie popuszczę

- powiedział redakcji "SE". 

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki