Aktualizacja: Czwartek, 16 kwietnia
Nowe informacje w sprawie drastycznego filmu. Policja poinformowała o zatrzymaniu czterech osób. Komenda Powiatowa Policji w Kłodzku wydała w tej sprawie oficjalny komunikat.
W sieci zawrzało po publikacji drastycznego filmu, który w serwisie "X" udostępnił dziennikarz Marcin Torz. Na nagraniu, które opublikował również dziennikarz Marcin Torz widać przerażonego mężczyznę, na którego inna osoba oddaje mocz. Z tła dobiegają głosy pozostałych uczestników zajścia, którzy są wyraźnie rozbawieni cierpieniem chłopaka i nie szczędzą przy tym brutalnych słów.
"Łykaj ku..jeb..!Dawaj pysk! Pokaż, ku...tę mordę! Otwieraj pysk!"
- słychać na brutalnym nagraniu.
Na końcu filmu słychać głośny śmiech uczestników zdarzenia.
W mediach społecznościowych pojawiły się sugestie, że sprawcami mogą być chuligani, którzy od dawna mieli terroryzować okolicę. Według tych relacji, to właśnie mężczyzna z tej grupy miał wziąć udział w osiedlowej awanturze 10 kwietnia, która zakończyła się tragiczną strzelaniną i śmiercią 26-letniego mężczyzny. Policja jak na razie tego nie potwierdza.
Policja reaguje na wstrząsające wideo
Komenda Powiatowa Policji w Kłodzku opublikowała oświadczenie w sprawie nagrania. Funkcjonariusze zapewniają, że podjęli działania z urzędu, a wyjaśnienie okoliczności tego zdarzenia jest dla nich priorytetem.
- Policjanci z powiatu kłodzkiego, mając na uwadze materiał wideo, który pojawił się w sieci, niezwłocznie przystąpili do działania i sprawą zajęli się z urzędu
- przekazuje Komenda Powiatowa Policji w Kłodzku.
Policja nie zdradza żadnych szczegółów w tej sprawie, nie potwierdza też, czy na nagraniu faktycznie są uczestnicy dramatycznego wydarzenia z 10 kwietnia.
Policjanci odnieśli się także do sugestii o brakach kadrowych, zapewniając, że w powiecie nie brakuje funkcjonariuszy, a obsada komisariatu w Bystrzycy Kłodzkiej jest prawie pełna.
- Nie może być jednak mowy o skutecznych działaniach policji, jeśli nie opierają się one na współpracy ze społeczeństwem, a wszystko wskazuje na to, że wiele osób z różnych przyczyn nie zgłasza sytuacji niebezpiecznych
- dodają.
Na koniec policja zaapelowała do mieszkańców:
"Apelujemy, aby nie pozostawać biernym, gdy jesteśmy świadkami jakiegokolwiek zagrożenia, i niezwłocznie przekazywać zgłoszenia służbom, tak abyśmy mogli wspólnie dbać o bezpieczeństwo."
Tragiczna strzelanina w Bystrzycy Kłodzkiej. Jak do niej doszło?
Przypomnijmy, że do wstrząsającej zbrodni doszło 10 kwietnia wieczorem. Według Prokuratury Okręgowej w Świdnicy, wszystko zaczęło się od kłótni między Borysem B., który spacerował z psem, a grupą trzech nietrzeźwych mężczyzn. Po scysji Borys B. wrócił do domu.
"Mężczyzna z psem wrócił on do domu, pozostawił zwierzę w domu a zabrał karabinek automatyczny Fedarm AR-15 kal. 5, 56 mm NATO" - przekazuje prokurator Mariusz Pindera.Z bronią wrócił na osiedle, gdzie znów spotkał tych samych mężczyzn. Wtedy doszło do drugiej, tragicznej w skutkach konfrontacji. Jak informuje prokuratura, Borys B. najpierw oddał strzał ostrzegawczy, a "następnie serię pocisków w kierunku pozostałych trzech trafiając jednego z nich kilkakrotnie". 26-latek zginął na miejscu.
Zabił w obronie koniecznej? Sprawca nie przyznaje się do winy
Borys B. po wszystkim sam zadzwonił na policję i został zatrzymany na miejscu zdarzenia. Mimo to, prokurator postawił mu zarzut zabójstwa. Mężczyzna nie przyznaje się do winy.
"Podejrzany nie przyznał się do zarzutu wyjaśniając, iż działał w obronie koniecznej" - informuje prokurator.Na wniosek prokuratury, Sąd Rejonowy w Kłodzku zdecydował o tymczasowym aresztowaniu Borysa B. na dwa miesiące.
Znajomi bronią Borysa B. "Użył broni, bo musiał!"
Tymczasem bliscy i znajomi aresztowanego mężczyzny twierdzą, że działał on w obronie koniecznej. W sieci ruszyła zbiórka pieniędzy na pomoc prawną dla niego. Założycielka zrzutki, znajoma Borysa B., w rozmowie z "Super Expressem" stwierdziła, że grupa, z którą się starł, od dawna terroryzowała osiedle.
- Nie znał tych mężczyzn, ale oni terroryzowali już innych na osiedlu - powiedziała wcześniej Marta Wiewióra.
Kobieta jest przekonana, że Borys B., który jest instruktorem strzelectwa i posiadał legalne pozwolenie na broń, nie chciał nikogo zabić.
- On na pewno nie wyszedł z domu z bronią z zamiarem zabicia kogokolwiek - przekonuje i dodaje: "Każdy, kto go zna, wie jedno - użył jej, bo musiał. Bo się bronił!".
Na koncie zbiórki jest już ponad 400 tysięcy złotych.