Zbrodnia miłoszycka: sąsiedzi widzieli nastolatkę w dniu zabójstwa. Kto zamordował Małgosię?

2019-12-04 7:10 Patrycja Nawrocka
Zbrodnia Miłoszycka Wrocław
Autor: Patrycja Nawrocka

Mieszkańcy Miłoszyc wciąż milczą. Dwoje kolejnych świadków zeznawało we wrocławskim sądzie w sprawie brutalnego zabójstwa nastoletniej Małgosi z 1997 roku. Andrzej W. i Urszula W. zostali ponownie przesłuchani i wygląda na to, że mają coraz krótszą pamięć.

Sąd przesłuchał we wtorek (3 grudnia) dwoje świadków w sprawie Zbrodni Miłoszyckiej - Andrzeja W i jego matkę, Urszulę W. Mężczyzna widział nastolatkę jako jeden z ostatnich. Wspomina, że sylwestra 1996/1997 spędził na dyskotece, podczas którego podeszła do niego dziewczyna, przedstawiła się jako Małgosia i wypytywała o niego.

Pełnomocnik ojca Małgosi zwrócił uwagę, że historia opisywana przez poprzednio przesłuchiwanego świadka, Krzysztofa K., brzmiała niemal identycznie. W jego opisie wydarzeń to również dziewczyna wykazała inicjatywę i chciała się zapoznać. 

Czytaj dalej: Zbrodnia miłoszycka: Zeznania kluczowego świadka! To on ostatni widział 15-letnią Małgosię żywą? [AUDIO, ZDJĘCIA, WIDEO]

Zarówno Krzysztof K, jak i Andrzej W. twierdzą, że resztę wieczoru Małgosia spędziła wymiotując z powodu nadmiernego upojenia alkoholem. Obaj panowie widzieli, jak do nastolatki podchodzi mężczyzna imieniem "Irek" i podając się za jej brata chce zabrać dziewczynę do ciotki. Tak też uczynił. Do końca ul. Kościelnej towarzyszył im Krzysztof K, a później, jak zeznał, zostawił ich i wrócił na salę.

Zeznania Andrzeja W. potwierdzają tę wersję wydarzeń, ponieważ mężczyzna twierdzi, że widział całą trójkę idąca ulicą, podczas gdy on sam szedł do domu puszczać z rodziną fajerwerki. Posesja rodzinna Andrzeja W. mieściła się zaraz obok świetlicy.

Urszula W. również miała przez chwilę widzieć dziewczynę bez kurtki, prowadzoną przez dwóch mężczyzn o nie znanej tożsamości.

- Mówię sobie, takie zimno, wszyscy poubierani, a ona bez kurtki. I to mnie zainteresowało - wspominała we wtorek matka Andrzeja W.

Nazajutrz, kiedy dowiedziała się o śmierci dziewczyny, ciekawość nie zaprowadziła jej na sąsiednią posesję, została w domu i nie zadawała za dużo pytań. Z jej chaotycznych zeznań wynika, że gdy kryminalni zbierali ślady na miejscu brutalnej zbrodni, na ulicy, niemal naprzeciwko jej domu, ona jadła z rodziną obiad. 

Zobacz też: Zbrodnia miłoszycka: Matka zamordowanej 15-latki nie była w stanie zeznawać

Sąd pouczał kobietę jeszcze kilka razy co do niejasnych zeznań. Najczęściej odpowiadała po prostu: "nie wiem", "nie pamiętam". Tak samo zachowywał się jej syn. 

Ojciec Małgosi poprosił tylko Urszulę W.:

- Jeśli cokolwiek się pani przypomni w sprawie śmierci mojego dziecka, które umierało na oczach tych wszystkich ludzi, którzy mieszkają w Miłoszycach, niech pani powie o tym sądowi.

Nastoletnia Małgosia K. została brutalnie zgwałcona i zamordowana w noc sylwestrową 1996/1997 r. w Miłoszycach. Ostatni raz widziana była ze swoim rzekomym bratem. Dziewczyna nigdy go nie miała. Za tę zbrodnię niesłusznie skazano Tomasza Komendę. Teraz na ławie oskarżonych zasiada Norbert Basiura oraz Ireneusz M. 

Czytaj także: Mężczyzna wpadł do rzeki. Życie URATOWAŁY mu dzieci i policjanci!