Bartosz zmarł po brutalnej interwencji policji. Przed sądem staną ratownicy medyczni

Bartosz S. miał 34 lata. Zmarł po brutalnej interwencji policji. Mundurowi mieli go przytrzymywać i podduszać do utraty przytomności. Policja niedługo po zdarzeniu poinformowała w oświadczeniu, że lubinianin zmarł po przywiezieniu do szpitala. Szybko wyszło jednak na jaw, że mężczyzna nie żył już, gdy tam trafił. Zmarł więc w karetce, a być może nawet wcześniej, pod swoim domem. Niemal pięć lat od tych dramatycznych wydarzeń do sądu trafił akt oskarżenia. Za śmierć mężczyzny odpowiedzą ratownicy medyczni. Co udało się ustalić śledczym?

Częściowo pikselowany portret Bartosza S. w szarej czapce i słuchawkach oraz czarno-białe nagranie z monitoringu przedstawiające interwencję policji w Lubinie, gdzie funkcjonariusze pochylają się nad osobą obok radiowozu. Więcej na ten temat przeczytasz na naszym portalu.
Autor: YouTube, reprodukcja Tomasz Golla/SUPER EXPRESS Lubin. Bartek, zginął po interwencji policji

Lubin. Brutalna interwencja policji. Nie żyje 34-letni Bartosz S.

6 sierpnia 2021 r. policjanci interweniowali w sprawie agresywnie zachowującego się mężczyzny. Po zdarzeniu do sieci wyciekło nagranie, na którym widać kilka minut działań funkcjonariuszy. Nie szczędzili oni brutalności mężczyźnie - przytrzymywali go i podduszali, aż tracił przytomność!

Jak informowaliśmy przed laty, na filmie nie widać było, aby policjanci wykonali próbę ratowania mężczyzny, mimo że ten się nie ruszał do przyjazdu karetki. - W chwili przekazania go zespołowi medyków, wykazywał on czynności życiowe - mówił wówczas Wojciech Jabłoński, oficer prasowy dolnośląskiej policji.

Zupełnie inaczej uważali ratownicy medyczni, którzy zaznali, że po przyjeździe na ul. Traugutta nie wyczuli u Bartosza S. tętna i stwierdzili zgon 34-latka. Dlatego też nie podjęli próby reanimacji. Po prostu zawieźli go na SOR! Warto zaznaczyć, że jeśli ratownicy stwierdzili, że mężczyzna nie żyje, pod żadnym pozorem nie powinni zabierać zwłok do środka karetki. Na miejscu powinien zjawić się lekarz, aby stwierdzić zgon, a także prokurator.

Rodzice zmarłego mężczyzny nie ukrywali w rozmowie z mediami, że ich syn nie był przykładnym obywatelem. Był narkomanem, bardzo dobrze znanym miejscowym policjantom. Jednak jak podkreślali, nie zasłużył na takie potraktowanie.

Wyniki sekcji zwłok Bartosza S.

W Zakładzie Medycyny Sądowej we Wrocławiu odbyła się sekcja zwłok mężczyzny. Prok. Arkadiusz Kulik informował po niej, że sekcja "nie wykazała zmian urazowych, które byłyby bezpośrednią przyczyną zgonu mężczyzny". - Biegli lekarze nie stwierdzili obrażeń, które wskazywałyby na wywieranie ucisku na szyję ani żadnych innych obrażeń, które mogłyby skutkować zgonem mężczyzny - tłumaczył prokurator.

Decyzją Prokuratury Regionalnej we Wrocławiu śledztwo w sprawie śmierci zostało przeniesione poza Dolny Śląsk do Prokuratury Okręgowej w Łodzi. - Z opinii biegłych z Zakładu Medycyny Sądowej Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu wynika, że przeprowadzone badanie krwi i moczu wykazało obecność metamfetaminy i amfetaminy w stężeniach toksycznych. Jak zaznaczyli biegli, substancje te w takich stężeniach mogą spowodować zaburzenia rytmu serca; również takie, które prowadzą do zaburzenia krążenia i zgonu. Ponadto stwierdzono obecność wielu leków psychotropowych - informował ówczesny rzecznik Prokuratury Okręgowej w Łodzi prok. Krzysztof Kopania.

Ratownicy staną przed sądem

W czwartek, 18 czerwca 2026 r., prokurator Paweł Jasiak, obecny rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Łodzi, poinformował, że do sądu został skierowany akt oskarżenia przeciwko ratownikom medycznym - Stefanii S. i Pawłowi P. - w sprawie narażenia na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia Bartosza S., w trakcie interwencji medycznej, do której doszło 6 sierpnia 2021 roku w Lubinie. Co udało się ustalić śledczym? Prokuratura podała wstrząsające informacje.

- W trakcie zdarzenia legniccy ratownicy z Zespołu Ratownictwa Medycznego (ZRM) udzielali pomocy medycznej 34-letniemu mężczyźnie. Stefania S. i Paweł P. ocenili stan zdrowia i wartość parametrów życiowych pokrzywdzonego wyłącznie na podstawie badania fizykalnego oraz informacji uzyskanych od funkcjonariuszy Policji. Po przeniesieniu do ambulansu, stwierdzili brak funkcji życiowych pokrzywdzonego i przetransportowali go do Szpitalnego Oddziału Ratunkowego (SOR) w Lubinie, gdzie stwierdzono zgon mężczyzny - podał prok. Jasiak.

Jak wyjaśnił, "opiniujący w sprawie biegli z zakresu medycyny ratunkowej stwierdzili, iż postępowanie członków ZRM było nieprawidłowe. Ratownicy nie potwierdzili zatrzymania krążenia przy użyciu defibrylatora, odstąpili od przedsiębrania medycznych czynności ratunkowych i nie rozpoczęli resuscytacji. W opinii nadto wskazano, iż dokumentacja z czynności medycznych nie odzwierciedla prawidłowo przebiegu interwencji”.

- Stefania S. jako Kierownik ZRM podjęła decyzję o odstąpieniu od podjęcia powyższych czynności i zadecydowała o przetransportowaniu pokrzywdzonego na SOR. Z kolei Paweł S. widząc nieprawidłowości w postępowaniu Kierownika ZRM podczas interwencji nie dokonał wymaganych działań. Ratownicy medyczni byli zobowiązani do udzielenie pomocy osobie znajdującej się w stanie nagłego zagrożenia zdrowotnego, zgodnie ze wskazaniami aktualnej wiedzy i należytą starannością, a Stefania S. była zobowiązana do podejmowania decyzji zapewniających udzielenie pomocy pokrzywdzonemu wg wskazanych kryteriów - przekazał prok. Jasiak i zaznaczył, że to właśnie zachowania oskarżonych naraziły Bartosza S. na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia. Ratownikom grozi do 5 lat więzienia.

A co z brutalnością interweniujących policjantów? - Kwestia czynów popełnionych przez funkcjonariuszy Policji została wyłączona do odrębnego rozpoznania. Sprawę rozpozna Sąd Rejonowy w Lubinie - wyjaśnił prok. Jasiak.

Bartek zginął podczas interwencji policji? Nowe nagranie nie pozostawia złudzeń

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki